„Mój piękny syn” – kolejny film o narkotykach?

W ostatnich tygodniach na ekranach polskich kin pojawiły się aż dwa filmy poruszające tematykę uzależnienia od narkotyków, a twórcy w ogóle dość często i chętnie sięgają po ten motyw. Trudny okres dojrzewania, imprezy, nielegalne substancje, próby odnalezienia swojego miejsca w świecie – te wszystkie elementy widzieliśmy już podane na milion różnych sposobów, a mimo to wciąż kolejni reżyserzy próbują je wykorzystać do przedstawienia zupełnie nowych historii. A zatem – czy Mój Piękny Syn wyróżnia się czymś spośród innych produkcji o podobnej tematyce, czy też stanowi jedynie kolejną z tysiąca takich samych opowieści?

Znalezione obrazy dla zapytania beautiful boy

Na samym początku chciałabym zaznaczyć, że określanie Mojego Pięknego Syna mianem filmu o narkomanii jest dla produkcji w pewien sposób krzywdzące. Bo owszem, główny bohater filmu, Nic Sheff (Timothee Chalamet), z całą pewnością jest uzależniony od całej gamy substancji psychoaktywnych, jednak reżyser Felix van Groeningen nie postawił sobie za cel ukazania na ekranie sylwetki narkomana. Mój Piękny Syn to przede wszystkim zniuansowana historia o relacji ojca i syna, w której rodzic, choć stara się z całych sił, nie może pomóc swojemu dziecku. Choć film porusza tak poważny problem, jaki w USA stanowi narkomania, twórcy nie starają się przedstawić destrukcyjnego wpływu heroiny na społeczeństwo, nie pokazują wojen gangów ani życia przestępczego półświatka. W Moim Pięknym Synu skupiono się tylko i wyłącznie na funkcjonowaniu rodziny osoby uzależnionej, co moim zdaniem jest dużo lepszym rozwiązaniem niż próba diagnozowania na ekranie kondycji całego społeczeństwa. Opowiadając historię tak kameralną, dotyczącą niewielkiej liczby bohaterów, paradoksalnie można o nałogu powiedzieć dużo więcej niż kiedy człowiek stara się go przedstawić w szerokiej (czasem nawet zbyt szerokiej) perspektywie.

Znalezione obrazy dla zapytania mój piękny syn recenzja

Głównym bohaterem historii obok tytułowego syna jest jego ojciec, David Sheff, grany przez Steve’a Carella. Duet Carell-Chalamet sprawia, że moja ocena całej produkcji jest co najmniej o dwie gwiazdki wyższa, niż gdyby w powierzonych im rolach mieli wystąpić inni aktorzy. Oceniając film, przeciętny widz rzadko kiedy w swoim procesie myślowym skupia się na takim elemencie jak gra aktorska (jeśli tylko nie była ona w rażącym stopniu zła), gdyż w pierwszej kolejności swoją opinię formułujemy, biorąc pod uwagę raczej fabułę czy stopień naszego zaangażowania w historię. O Moim Pięknym Synu nie da się myśleć, nie zauważając umiejętności aktorskich Carella i Chalameta. Rodzic widzący, jak jego dziecko niknie w oczach, zniewolone działaniem narkotyków, z pewnością rozpacza – w oczach Davida Sheffa widzimy jednak coś więcej niż tylko ból z powodu bezsilności. Relacja pomiędzy głównymi bohaterami została przedstawiona w sposób na tyle wielowymiarowy, że oglądając film, jesteśmy w stanie dostrzec całą gamę różnorodnych emocji, nie tylko tych, które przychodzą nam na myśl w pierwszej kolejności. Jak łatwo się domyśleć, Nic od euforii błyskawicznie przechodzi do rozpaczy, a kiedy wydaje nam się, że bohater uwolnił się z objęć nałogu, on znowu znajduje sposób, by sięgnąć po metaamfetaminę. Chalamet świetnie pokazuje, często bardzo drastyczne, zmiany w nastroju nastolatka, jednak także Steve Carell, który nie musiał przecież aż tak szarżować na ekranie, nie miał do wykreowania łatwej roli. Wszak David Sheff, przyglądając się kolejnym upadkom swego syna, wyraźnie cierpi, jednakże jako ojciec rodziny, który ma jeszcze do wychowania dwójkę dzieci, nie może się w tym swoim cierpieniu za bardzo pogrążać. Emocje targające Davidem uwidaczniają się jedynie w drobnych gestach, mimice twarzy i smutnych spojrzeniach, co, wydaje mi się – jest do zagrania w sposób przekonywający trudniejsze niż pokazanie pełnej dramatyzmu sceny, w której bohater rzuca o ściany szklankami, by dać upust złości i frustracji. Takiej sceny jednak w Moim Pięknym Synu próżno szukać.

Znalezione obrazy dla zapytania beautiful boy

W filmie Felixa van Groeningena pojawia się jeden istotny wątek, który w produkcjach o podobnej tematyce często jest, trochę niesłusznie, pomijany. W związku z tym, że Nic nie znajduje się przez cały czas w centrum wydarzeń, a historia przedstawiana jest bardziej z perspektywy jego rodzica, widz może z całą mocą uświadomić sobie, jak trudne jest funkcjonowanie w rodzinie osoby z uzależnieniem. Przyzwyczailiśmy się, że jeśli już w popkulturze pojawia się wątek walki z narkomanią, bohaterowie opowieści starają się za wszelką cenę pomóc osobie chorej. Zapominamy jednak, że te postaci drugoplanowe też mają swoje życie, inne dzieci do wychowania, pracę, do której muszą chodzić, by zarabiać pieniądze. Łatwo jest oskarżać ludzi, którzy po pewnym czasie nie mają już siły, by pomagać swoim bliskim i po prostu odpuszczają – zwłaszcza, jeśli widzą, że wszelkie ich starania, całe wsparcie i zaangażowanie w walkę z nałogiem najzwyczajniej w świecie nie dają żadnych efektów. Po obejrzeniu Mojego Pięknego Syna jakoś łatwiej zrozumieć takie osoby. Bo chociaż David Sheff nie odpuszcza i walczy o swojego syna do samego końca (być może kosztem pozostałych relacji w rodzinie) – nie każdy ma w sobie tyle siły, by prowadzić tę batalię z uzależnieniem do końca. I trudno tego od kogokolwiek wymagać, wszak jesteśmy tylko ludźmi.

Podobny obraz

Mój Piękny Syn nie jest oczywiście filmem bez wad, bo takowy nie istnieje. Moim największym zarzutem w stosunku do tej produkcji jest dobór muzyki, która momentalnie ma zbyt silnie podpowiadać widzowi, co powinien czuć. W produkcji, która w tak subtelny sposób przedstawia odczucia bohaterów i kształtowanie się relacji między nimi, wybór aż tak sugestywnego soundtracku wydaje się kompletną pomyłką. Nie zrażajcie się jednak i wybierzcie się do kina, gdyż Mój Piękny Syn to naprawdę jeden z lepszych filmów traktujących o uzależnieniu. A jeśli nie przekonuje Was ten argument – idźcie do kina chociażby ze względu na Timothy’ego Chalameta, bo śledzenie rozwoju tego młodego aktora, który (jestem o tym święcie przekonana) wkrótce będzie należeć do grona najzdolniejszych artystów w Hollywood, jest naprawdę fascynujące.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Jedna myśl w temacie “„Mój piękny syn” – kolejny film o narkotykach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s