Bradley śpiewa, Gaga gra – recenzja „Narodzin gwiazdy”

Do filmów, w których występują gwiazdy sceny muzycznej, część widzów podchodzi z dużą dozą sceptycyzmu. Nie ma się czemu dziwić – nigdy nie wiadomo, czy producent nie ściągnął na plan popularnego piosenkarza czy piosenkarki tylko po to, by móc umieścić znane nazwisko na plakacie reklamującym dany tytuł, niekoniecznie wziąwszy pod uwagę umiejętności aktorskie konkretnego artysty. Zdarzają się jednak chlubne wyjątki – i do takich zaliczyłabym Narodziny gwiazdy. 

Narodziny gwiazdy

Narodziny gwiazdy w reżyserii Bradleya Coopera to film, którego premiery wiele osób wyczekiwało ze zniecierpliwieniem, spowodowanym głównie przez to, że na ekranach polskich kin dramat pojawił się trzy miesiące później niż w innych częściach świata. No dobrze, trochę ironizuję – zapewne przeważająca część publiczności była po prostu ciekawa, jak poradzi sobie nietypowy duet stworzony przez Bradleya Coopera i Lady Gagę. Profesjonalnego aktora, który po raz pierwszy musi zaśpiewać na ekranie, i jedną z najpopularniejszych współczesnych piosenkarek, która nigdy wcześniej nie grała głównej roli w pełnometrażowym filmie. Dorzućmy do tego fakt, że Narodziny gwiazdy są debiutem  reżyserskim Coopera. Co mogło pójść nie tak? Wszystko. Na szczęście całość wyszła zaskakująco dobrze.

Znalezione obrazy dla zapytania narodziny gwiazdy

Fabuła przedstawiona na ekranie jest bardzo prosta, żeby nie powiedzieć – pretekstowa. Uczucie między bohaterami rozwija się w sposób typowy dla melodramatów. Jackson, słynny piosenkarz znajdujący się na zakręcie życia, pewnej nocy spotyka w przypadkowym barze Ally, wieczorami dorabiającą śpiewaniem znanych i lubianych szlagierów. On – mężczyzna z wielkiego świata showbiznesu. Ona – nieco zakompleksiona dziewczyna z sąsiedztwa chowająca teksty piosenek do szuflady. Oczywiście od razu zakochują się w sobie do szaleństwa, a uczucie między bohaterami  rośnie wprost proporcjonalnie do liczby prowadzonych przez nich bezsensownych dialogów dotyczących wielkości nosa Ally. Początek filmu, co należy raczej do rzadkości, jest zdecydowanie najsłabszy, scenariusz momentami wydaje się naprawdę infantylny i można odnieść wrażenie, że twórcy jak najszybciej chcieli przebrnąć przez tę obowiązkową część filmu, by wreszcie przejść do właściwej części historii. I choć w kolejnych aktach Cooper również wykorzystuje całe mnóstwo gatunkowych klisz, to jednak w drugiej połowie filmu znacznie zręczniej żongluje znanymi motywami, sprawiając, że już nie irytują, a momentami naprawdę mogą poruszyć widza

Trzeba to jasno podkreślić – jeśli widzieliście w życiu więcej niż dwa melodramaty, Narodziny gwiazdy raczej niczym was nie zdziwią. Ale przecież na filmy tego typu nie chodzi się po to, by co pięć minut przeżywać zaskoczenie jakimś niespodziewanym zwrotem akcji. Reżyser chciał powiedzieć nam przede wszystkim coś o relacji łączącej głównych bohaterów – i to udało mu się całkiem nieźle, nawet pomimo operowania pewnymi schematami. Związki artystów od zawsze stanowiły pociągający  temat dla twórców kina i literatury, a w Narodzinach gwiazdy mamy dodatkowo do czynienia z artystami w ciekawej konfiguracji – on szczyt kariery ma już za sobą, dla niej świat showbiznesu wciąż stoi otworem. Jakie emocje rodzi taka sytuacja w związku? Zazdrość czy raczej radość z sukcesów drugiej strony? Na te pytania możemy spróbować odpowiedzieć, oglądając Narodziny gwiazdy, twórcy nie podają nam jednak wyraźnych odpowiedzi, a przemawiają przede wszystkim za pomocą muzyki, uśmiechów czy spojrzeń, co kreuje na ekranie kameralną, wręcz intymną atmosferę i ratuje film przed banałami, które niestety czasami padają z ust bohaterów, kiedy akurat nie śpiewają.

Znalezione obrazy dla zapytania narodziny gwiazdy

No właśnie – muzyka. Na pewno Shallow zdobędzie jaką ważną nagrodę muzyczną, a Oscar za najlepszą piosenkę oryginalną twórcy mają już właściwie w kieszeni. W Narodzinach gwiazdy pojawił się jednak nie tylko jeden utwór, który na dłużej zapadnie widzom w pamięć – cały soundtrack jest naprawdę świetny. Oczywiście największa w tym zasługa Lady Gagi i jej charakterystycznego, mocnego głosu, jednak i Bradley Cooper radzi sobie całkiem nieźle. Jeśli wybieracie się do kina przede wszystkim ze względu na warstwę muzyczną – nie powinniście być zawiedzeni. Zwłaszcza, że bohaterowie śpiewają właściwie w co drugiej scenie.

Choć nie podzielam zachwytów osób, twierdzących, że Narodziny gwiazdy to najlepszy film, jaki widziały w życiu (być może trzeba po prostu oglądać więcej filmów) – z pewnością jest to produkcja, która zasługuje na uwagę. Nie jest to dramat wybitny i przełomowy, ale, mimo pewnych mankamentów, historia przedstawiona w Narodzinach gwiazdy momentami naprawdę porusza, a czasami śmieszy, słowem – wywołuje emocje. A chyba o to chodzi w melodramatach.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
,
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s