Złowieszczy plan Disneya czyli po co nam aktorskie wersje filmów animowanych?

Niedawno na YouTubie pojawił się pierwszy zwiastun remake’u Króla Lwa z 1994 roku – animacji, której kultowego statusu chyba nikt nie śmie kwestionować. Od kilku lat coraz częściej na ekranach kin możemy oglądać odnowione wersje znanych i lubianych bajek, w których zamiast animowanych postaci występują jednak ludzie z krwi i kości. Publiczność zachwyca się precyzją, z jaką aktorzy odtwarzają sceny, które od kilku dekad w zbiorowej świadomości funkcjonowały jedynie jako narysowane. I choć ta dbałość o detale z pewnością zasługuje na uznanie, w głowie sceptyka rodzi się pewna wątpliwość, a mianowicie – po co po raz drugi oglądać to samo?

Znalezione obrazy dla zapytania lion king 2019

Pomysł na odświeżanie starych utworów nie pojawił się po raz pierwszy w dwudziestym pierwszym wieku – dość wspomnieć, że w ciągu ostatnich stu lat wyprodukowano sześć różnych filmowych adaptacji Quo Vadis Henryka Sienkiewicza, z czego pierwsza powstała już w 1912 roku. Oczywiście, istnieje znacząca różnica między ekranizowaniem powieści a kręceniem filmów, dla których pierwowzór stanowią inne filmy, zależność jest jednak podobna – reżyserzy i scenarzyści nieustannie czerpią inspiracje z powstałych wcześniej tekstów kultury. O ile jednak nikt nie ma wątpliwości, że w dziełach Szekspira można cały czas wyszukiwać nowe treści, o tyle niektórym kręcenie chociażby nowej Pięknej i Bestii z Emmą Watson wydaje się bezcelowe – bo przecież w filmie tym skupiono się przede wszystkim na rekonstruowaniu scen znanych z animacji. Co takiego zmieni się w naszym życiu, jeśli po raz kolejny zapoznamy się z historią zaprezentowaną w Królu Lwie, z tym, że zwierzęta tym razem nie będą narysowane, a wygenerowane komputerowo? Część osób twierdzi, że odgrzewanie starych hitów to niszczenie wspomnień z dzieciństwa. Skoro jednak Disney wypuszcza tego typu produkcje, to znaczy, że przeciwnicy są w mniejszości, a widownia chce oglądać aktorskie wersje bajek. Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka.


Znalezione obrazy dla zapytania piękna i bestia 2016

1.Więcej widzów 

W ciągu swojego istnienia Disney nauczył się, że aby rodzice zabrali swoje pociechy do kina, film musi być interesujący i zabawny nie tylko dla najmłodszych, ale także (a może właśnie przede wszystkim, wszak to nie dzieci płacą za bilety…) dla dorosłych. Dostosowywanie produkcji do starszego widza objawiało się m.in. umieszczaniem w scenariuszu dowcipnych dialogów, posiadających drugie dno, czy nawiązań do słynnych wytworów popkultury. W pewnym momencie ktoś pracujący w wytwórni musiał jednak stwierdzić, że zamiast przetykać scenariusz pojedynczymi scenami skierowanymi dla dorosłych, można by… Spróbować na nowo opowiedzieć historie znane z klasycznych baśni, by nadać im mniej infantylny, a nierzadko – mroczniejszy kształt. Niektóre momenty z Alicji w Krainie Czarów Burtona czy Królewny Śnieżka z Julią Roberts w roli Macochy z perspektywy dzieci mogą się wydawać dość przerażające, jednocześnie jednak obydwie te produkcje, w mniejszym bądź większym stopniu, oddają ducha pierwowzorów. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że aktorskie wersje klasycznych baśni są dla widzów dorosłych potencjalnie bardziej interesujące niż animacje, a co za tym idzie – powiększa się krąg widzów gotowych, by wybrać się do kina. A jeśli w danej produkcji jest tyle samo elementów pociągających dla dzieci, co dla dorosłych – wtedy spokojnie możemy mówić o kinie prawdziwie familijnym, interesującym z punktu widzenia różnych grup wiekowych.

Znalezione obrazy dla zapytania królewna śnieżka 2012

2. Nostalgia 

Nostalgia powinna zostać ogłoszona słowem dekady, bo czasami można odnieść wrażenia, że w dyskusji na temat kultury popularnej wszystko kręci się wokół niej. W ścieżkach dźwiękowych do filmów wracają przeboje z lat 80., w serialach króluje stylistyka sprzed trzydziestu lat. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że reżyserzy próbują przyciągnąć przed ekran szersze grono widzów, bazując na ich tęsknocie za dzieciństwem. Nostalgia świetnie zagrała chociażby w Krzysiu, gdzie jesteś? z Evanem McGregorem, i, chociaż był to film z Kubusiem Puchatkiem na plakacie (kojarzonym raczej jako postać popularna wśród dzieci w wieku przedszkolnym bądź wczesnoszkolnym), to do kin tłumnie ruszyli przede wszystkim dorośli. Dlaczego? Cóż, ośmielę się stwierdzić, że produkcja ta z założenia adresowana była właśnie do dorosłych, którzy po latach chcieli sobie przypomnieć emocje towarzyszące poznawaniu historii o Stumilowym Lesie, a sama forma (nie animacja, ale właśnie film z aktorami) i morał skierowane były do widzów dojrzalszych. Stare sprawdzone tytuły, opowieści i bohaterów można więc z powodzeniem wykorzystywać po latach – bo zawsze istnieje szansa, że nowy reżyser przedstawi je w zupełnie innym świetle. Cóż z tego, że będzie korzystał z tych samych środków?

Znalezione obrazy dla zapytania alicja w krainie czarów burton

3. Pieniądze 

Właściwie powód ten powinien się pojawić na samym początku mojego wywodu. Niezależnie od tego, czy kręcąc nową wersję Kopciuszka, reżyser chce stworzyć kino bardziej familijne, czy też pragnie wywołać łezkę wzruszenia u osób pamiętających wcześniejszą ekranizację baśni – i tak zawsze chodzi o jedno. O pieniądze właśnie. Można tupać nogami i narzekać, że producenci filmowi sięgają po stare tytuły tylko po to, by zwiększyć swoje dochody, ale czy nie na tym właśnie opiera się cała branża filmowa? Na chęci czerpania zysku? Producenci i dystrybutorzy i tak zarabiają na sprzedaży biletów, niezależnie od tego, czy do kin wypuszczono ostatnio dramat oparty na autorskim scenariuszu czy sequel popularnej animacji z lat 90. Z perspektywy widza powinna być istotna przede wszystkim jakość dostarczanej mu rozrywki – a nowsze, aktorskie wersje klasycznych animacji wcale nie muszą być gorsze. Wręcz przeciwnie, jeśli tylko oddają ducha pierwowzoru, mogą prezentować o wiele lepiej wizualnie, co pokazała chociażby Piękna i Bestia i prawdopodobnie pokaże też Król Lew. Jasne – efekty specjalne nie dają tego samego wrażenia co rysunki, ale zapewniają dużo większy rozmach. A to właśnie swego rodzaju przepych jest w baśniach najważniejszy.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Jedna myśl w temacie “Złowieszczy plan Disneya czyli po co nam aktorskie wersje filmów animowanych?

  1. Dla mnie w baśniach najważniejszy zawsze był morał, a w pełnych przepychu i efektów specjalnych filmach ciężko go dostrzec, poza tym klasyka klasyką, ale ja wolałabym żeby reżyserzy i scenarzyści tworzyli coś nowego co dla przyszłych pokoleń stanie się klasyką.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s