Nic nowego czyli „Źle się dzieje w El Royale”

Postmodernistyczne zabawy z samej swojej natury są dosyć niebezpieczne – wykorzystując znane i obecne już w popkulturze motywy, bardzo trudno jest uniknąć wrażenia wtórności i braku pomysłu na to, co właściwie chce się powiedzieć. Źle się dzieje w El Royale to idealny przykład filmu, w którym, pomimo zręcznego żonglowania przez reżysera (Drew Goddarda) różnymi stylami i gatunkami, po odjęciu formy pozostaje niewiele treści. Co wcale nie oznacza, że będziecie się źle bawić.

Recenzja nie zawiera spoilerów.

Już po obejrzeniu pierwszych kilku minut Źle się dzieje w El Royale widać dokładnie, jakim twórcą w największym stopniu inspirował się Drew Goddard. Ducha Quentina Tarantino czuć niemalże w każdej scenie, a i samo miejsce akcji wydaje się bardzo tarantinowskie. Tytułowy El Royale to  znajdujący się na granicy dwóch stanów pseudo-ekskluzywny hotel z kasynem, poza sezonem świecący pustkami. Do czasu, bo gdy w recepcji pojawiają się pierwsi goście, doskonale wiadomo, że zaraz przyjadą następni – i że pobyt żadnego z nich nie przebiegnie spokojnie. Nie w sytuacji, gdy pod jednym dachem zgromadzi się tyle silnych jednostek, które przed użyciem przemocy muszą powstrzymywać się już na etapie wyboru pokoju.

Podobny obraz

Najnowszy film Goddarda to tak naprawdę kilka etiud opowiadających o losach poszczególnych bohaterów, którzy przypadkiem spotkali się w El Royale. Hotel jest właściwie głównym mianownikiem łączącym postaci – to on nadaje historii kształtu i wyznacza strukturę scenariusza, co samo w sobie jest pomysłem dość ciekawym. Przeszłość i motywacje gości poznajemy poprzez zaglądanie do ich pokojów, a sposób, w jaki wątki przeplatają się ze sobą, ma ścisły związek z rozmieszczeniem pomieszczeń hotelowych. Lokalizacja, w której rozgrywa się akcja, stwarza moim zdaniem ogromne pole do popisu i samo patrzenie na wnętrza El Royale, utrzymane w stylistyce lat 70., sprawia dużo przyjemności. Strona wizualna to w ogóle jedna z największych zalet tego filmu, a jeśli lubicie  klasyczne kino gangsterskie czy stare kryminały – wyjdziecie z seansu bardzo zadowoleni. Gorzej, jeśli tym, co przesądza o Waszym stosunku do danego tytułu, jest scenariusz. Bo ten, w najlepszym wypadku, można ocenić jako poprawny.

Podobny obraz

Nietrudno się domyśleć, że każdy z bohaterów skrywa jakiś mroczny sekret, który pragnie ukryć przed światem. Od samego początku podejrzewamy, że nie wszyscy są tym, za kogo się pytają – pytanie tylko, czy swoją prawdziwą tożsamość zataja ojciec Flynn (Jeff Bridges), Emily Summerspring (Dakota Johnson) czy może Darlene Sweet (Cynthia Erivo). Z chwilą, gdy na ekranie pojawia się pierwszy plot twist, a zaraz po nim następuje krwawa jatka, możemy sobie jednak przestać zadawać jakiekolwiek pytania, bo i tak wiadomo, że nie ma się co przywiązywać do ustanowionego dosłownie na kilka scen statusu quo. Jedyne, co pozostaje widzowi, to cieszenie się krwawym spektaklem i przesyconymi czarnym humorem dialogami. Nie ma nic złego w czerpaniu przyjemności z nagłych zwrotów akcji – pytanie tylko, czy rzeczywiście w 2018 roku widza da się jeszcze zaskoczyć i zszokować. Moim zdaniem nie, a na pewno nie w takim stopniu w jakim było to możliwe jeszcze dwadzieścia lat temu. Gdyby Źle się dzieje w El Royale powstało na przykład na początku lat 90., myślę, że mógłby zyskać status produkcji filmowej. W międzyczasie nakręcono jednak Pulp fiction czy Nienawistną ósemkę, Goddard nie proponuje nam więc nic nowego.

Znalezione obrazy dla zapytania źle się dzieje w el royale

Nie oznacza to bynajmniej, że Źle się dzieje w El Royale to film zły czy nudny. Nawet jeśli spodziewamy się, że w następnej scenie wydarzy się coś niepokojącego, dalej możemy mieć sporo radości w wyłapywaniu na ekranie nawiązań do innych tekstów kultury. Z pewnością dużą wartość dodaną stanowi obsada – właściwie wszystkim aktorom udało się wykreować postaci nie do końca jednoznaczne, co wcale nie było takim łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę fakt, że nie wszystkim bohaterom przydzielono tyle samo czasu ekranowego. Nawet Dakota Johnson daje radę, choć przez cały seans miałam wrażenie, że gdyby na końcu każdej jej wypowiedzi dodawać Oh, Christian, to sceny z jej udziałem niewiele różniłyby się od tych z Pięćdziesięciu twarzy Greya. Serio, podziwiam jej umiejętność trzymania mięśni twarzy w ryzach – zagranie swojej roli z wykorzystaniem tylko dwóch min to naprawdę sztuka. Aby jednak oddać Johnson sprawiedliwość, muszę przyznać, że ma jedną świetną, pełną emocji scenę z Chrisem Chemsworthem. Taką, która, wyjęta z kontekstu, może stanowić przyczynek do stworzenia fanficu o romansie Thora z Anastasią Steele.

Podobny obraz

Jeśli lubicie igranie z konwencją, ładne wnętrza i trochę strzelania – nic nie szkodzi na przeszkodzie, byście wybrali się na Źle się dzieje w El Royale. Jeśli nie oglądaliście żadych filmów Tarantino, będziecie się bawić wyśmienicie. Jeśli jednak twórczość Quentina jest Wam trochę lepiej znana – potraktujcie film Goddarda jako hołd złożony czarnym komediom z elementami mordobicia.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s