Czego nas uczą „Bajecznie bogaci Azjaci”?

Produkcja Jona M. Chu, w której cała obsada składa się niemalże tylko z azjatyckich aktorów, wywołała ostatnio niemałe poruszenie. Wśród widzów słychać było najróżniejsze głosy – od bardzo przychylnych po krytyczne i pełne histerii, bo przecież Hollywood znowu ulega tej nieszczęsnej poprawności politycznej i chce się przypodobać publiczności rasy innej niż biała. Choć twierdzenia takie brzmią nieco kontrowersyjnie – załóżmy nawet, że jest w nich ziarno prawdy – to czy po latach obsadzania Azjatów w rolach karateków nie nadszedł w końcu czas na przydzielanie im wątków mniej stereotypowych, i to nie w jakichś niszowych produkcjach, tylko w kinie mainstreamowym? Wydaje się, że publiczność jest na to gotowa. A przynajmniej taki wniosek da się wysnuć na podstawie sukcesu Bajecznie bogatych Azjatów. 

Znalezione obrazy dla zapytania crazy rich asians

W wielu recenzjach można przeczytać, że Bajecznie bogaci Azjaci to reinterpretacja klasycznej historii o Kopciuszku, tyle że przeniesionej w egzotyczne z punktu widzenia Zachodniego widza rejony. Reklamowanie tego filmu w ten sposób wydaje mi się tyleż nietrafione, co wręcz dla samego dzieła szkodliwe, bo moim zdaniem punkt wyjścia i układ bohaterów są zgoła inne od tych przedstawionych w znanej wszystkim baśni. Kopciuszek wszak specjalnie stroi się na bal, żeby poznać wpływowego księcia – z kolei Rachel, główna bohaterka, najpierw zdobywa serce Nicka, a dopiero później dowiaduje się o jego pochodzeniu i fortunie. W znanej wszystkim opowieści największymi villainami są macocha i przyrodnie siostry Kopciuszka, który musi zmagać się z własną rodziną; w Bajecznie bogatych Azjatach natomiast największą przeszkodę dla zakochanych stanowi matka Nicka. Jon M. Chu modyfikuje więc znacząco popularny motyw po to, by zwrócić uwagę na problemy inne, niż moglibyśmy na początku zakładać. Tym, co w największym stopniu uniemożliwia bohaterom bycie razem, nie jest wcale tylko status społeczny i finansowy. Największą trudność stanowi ich pochodzenie – z perspektywy osoby trzeciej niby wszystko powinno być okej, bo przecież Chińczyk zakochał się w Chince. Jak się jednak okazuje, Chińczyk Chińczykowi nierówny.

Znalezione obrazy dla zapytania crazy rich asians

Pod płaszczykiem lekkiej i przyjemnej (aczkolwiek dość przewidywalnej) fabuły Jon M. Chu porusza wcale nie takie ważkie problemy. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że motyw miłości między głównymi bohaterami wcale nie jest w Bajecznie bogatych Azjatach najistotniejszy – tak naprawdę film porusza mnóstwo rozmaitych kwestii, od uprzedzeń klasowych, roli tradycji we współczesnym świecie, po problemy chińskich imigrantów, którzy, przyjechawszy do Stanów Zjednoczonych, zaczynają żyć na amerykańską modłę i powoli zapominają o swoich korzeniach. Duża część fabuły kręci się wokół przygotowań do ślubu i wesela przyjaciela Nicka – co jest dosyć typowym motywem w tego typu komedii. Mimo romantycznej oprawy całej ceremonii oraz baśniowej scenerii z jakiegoś powodu miłość nie bije z ekranu na każdym kroku, a opowieść momentami wydaje się bardziej gorzka niż przesłodzona. Drugoplanowi bohaterowie Bajecznie bogatych Azjatów właściwie w ogóle nie mówią o łączących ich uczuciach, a partnerów wybierają na podstawie nazwiska i wielkości fortuny. Niby przedstawiciele starych, wielkich rodów od zawsze zawierali małżeństwa w taki sposób, ale jednak można by się spodziewać, że w XXI wieku ludzie nie będą już ulegać presji rodziny w kwestii wyboru partnera. I może w Europie czy w Ameryce tak przeważnie się dzieje, zapominamy jednak, że przecież wciąż jest wiele miejsc na świecie, gdzie aranżowane małżeństwa nikogo nie dziwią. Choć zapewne nie było to głównym celem reżysera – Bajecznie bogaci Azjaci pobudzają do pochylenia się i nad tą kwestią.

 Znalezione obrazy dla zapytania crazy rich asians

O tym wszystkim uczą nas Bajecznie bogaci Azjaci w warstwie fabularnej. Do ciekawych wniosków możemy jednak dojść również, pochylając się nad sukcesem komercyjnym filmu  (podczas drugiego weekendu od premiery film odnotował spadek frekwencji niższy niż 6% – przy większości produkcji ten współczynnik jest dwucyfrowy). Oznacza to, że masowej publiczności właściwie jest wszystko jedno, jakiego pochodzenia są pokazywani na ekranie aktorzy. Ważne, żeby opowiedziana w scenariuszu historia była interesująca. Jasne – już wcześniej powstawały filmy, w których cała obsada składała się z Japończyków, Hindusów czy Chińczyków. Zauważcie jednak, że zwykle tego typu filmy ściśle dotyczą danego kręgu kulturowego bądź też przeznaczone są dla specyficznej grupy odbiorców i rzadko kiedy trafiają do szerszej publiczności – zobaczycie je raczej w kinach studyjnych niż w multipleksach. Bajecznie bogaci Azjaci to natomiast klasyczny przykład amerykańskiego, czy szerzej, Zachodniego, kina przeznaczonego dla masowej publiczności. Fakt, że wreszcie, pod koniec drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku, powoli zaczynamy sobie uświadamiać, że przedstawiciele ras innych niż biała również stanowią część zachodnich społeczeństw i powinno to znajdować odzwierciedlenie także na szklanym ekranie – napawa optymizmem.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s