Gdy twój chłopak jest wampirem – kilka uwag o fangirlizmie

Do niedawna określenie fangirl kojarzyło mi się przede wszystkim z nastolatką (i to raczej taką młodszą niż, powiedzmy, kończącą liceum), która cały pokój ma obklejony plakatami z podobizną swojego ulubionego aktora z serialu młodzieżowego. Fangirlizm intuicyjnie łączymy z jakimś niezdrowym uwielbieniem do piosenkarza, aktora czy, co gorsza, postaci fikcyjnej, jeśliby jednak poszukać w internecie wyjaśnienia tego pojęcia, okaże się, że nie istnieje jego jednolita definicja. Takie odkrycie u części osób wywoła pewnie ukłucie niepokoju – bo nie wiadomo już w końcu, jak odróżnić fascynację danym bohaterem literackim od niepoważnego uczucia, jakie gimnazjalistka żywi do chłopaka z Disney Channel?

Pierwsza i najważniejsza moja wątpliwość związana z fangirlizmem dotyczy tego, czy zjawisko to należy związać tylko z kulturą popularną czy też z każdą odmianą kultury. Zwykle używamy tego pojęcia, mówiąc o serialach, komiksach czy powieściach popularnych –  każde z tych mediów to jednak jedynie pewien wycinek kultury. Gdy ktoś skrycie wzdycha to Kylo Rena, możemy na taką osobę popatrzeć z politowaniem, natomiast fascynacja postacią pana Darcy’ego wydaje nam się już uczuciem nieco wznioślejszym, jakby bardziej poważnym. Tak naprawdę jednak – jaka jest różnica między podkochiwaniem się w czarnym charakterze z Gwiezdnych Wojen a bohaterem powieści zaliczanej obecnie do klasyki literatury światowej? Żadna. W kontekście niektórych tekstów jakoś głupio jednak używać pojęć, które wydają się zarezerwowane dla kultury fanowskiej.

Nigdy nie miałam na tapecie w komputerze Edwarda Cullena, nigdy nie chciałam pojechać do Wielkiej Brytanii, by rozbić związek Benedicta Cumberbatcha i żyć z nim długo i szczęśliwie. W pewien sposób byłam z tego dumna, bo nie ulegałam głupim modom na idealizowanie danych postaci czy aktorów. Przyznam się wam szczerze, że odkąd po raz pierwszy zobaczyłam Przeminęło z wiatrem, fascynuje mnie postać Rettha Butlera. Od zawsze wydawał mi się on ideałem mężczyzny, który, choć niepozbawiony wad, w głębi duszy jest naprawdę dobrym człowiekiem, który dla Scarlett, dla tej wstrętnej Scarlett, zrobi wszystko. Jest tajemniczy, zabójczo przystojny, a do tego dowcipny, inteligentny, odważny i bezkompromisowy. Gdyby tylko istniał, to szukałabym takiego właśnie męża. Ale nie istnieje. Szkoda.

Fascynację jakimś artystą czy bohaterem można odczuwać w każdym wieku i w odniesieniu do każdego tekstu kultury. Teoretycznie we wzdychaniu do postaci z okładki czy plakatu nie ma nic złego – najwyżej ktoś dowie się, że skrycie podkochujemy się w Kapitanu Ameryce i uzna nas za nie do końca poważne. Zastanawiam się jednak, czy bycie fangirl rzeczywiście nie wywiera żadnego wpływu na życie osoby, która żywi uczucia wobec postaci, czy to fikcyjnej, czy prawdziwej – w każdym razie niedostępnej. Chciałoby się powiedzieć, że to tylko takie nieszkodliwe hobby, ale sprawa jest chyba nieco bardziej skomplikowana.

Wszystko zależy od tego, w jaki sposób traktujemy fascynację danym aktorem, piosenkarzem czy bohaterem oraz czy zmusza ona nas do podejmowania jakichś aktywności w realnym życiu. Jeśli ktoś uważa, że Leonardo di Caprio to najprzystojniejszy i najbardziej utalentowany aktor świata i dzięki temu przeświadczeniu dana osoba zapoznaje się z całą filmografią Leo – nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Każdy impuls do zagłębienia się w historię kina i poszerzenie swoich kompetencji kulturowych jest dobry. Gdzieś jednak należałoby wyznaczyć granicę między takim zdrowym, mobilizującym do działania zauroczeniem a chorą, destrukcyjną fascynacją. Pytanie tylko – gdzie. Pewien niepokój budzi we mnie już sytuacja, w której dziewczyna (czy chłopak – płeć w sumie nie ma znaczenia, ale utarło się, że dziwne, desperackie zachowania przejawiają częściej fanki niż fani) uczy się na pamięć biografii danego artysty i obudzona w środku nocy jest w stanie podać najdrobniejsze szczegóły z jego życia. Choć wydaje mi się to nieco dziwne, nie będę nikogo potępiać, ani oceniać. Jeden typ postępowania mogę jednak jednoznacznie określić jako negatywny, a mianowicie – takie niezdrowe, niemalże boskie uwielbienie dla konkretnej postaci, które sprawia, że co bardziej zdesperowane fanki wystają nocami pod domami swych idoli, licząc… Właściwie nie do końca wiadomo na co. Prześladowanie muzyków po koncertach, wysyłanie im listów miłosnych, snucie intryg mających na celu rozbicie ich udanych związków… Te wszystkie zachowania są nie tyle ekscentryczne, co po prostu obiektywnie niebezpieczne.

Kylo Ren, Star Wars: The Last Jedi, Adam Driver, 4K, 8K

Co innego żywić fascynację do żyjącej osoby, a co innego do bohatera fikcyjnego. I w tym drugim przypadku jednak uczucie do danej postaci nie pozostaje bez wpływu na życie takiej zakochanej fanki. Jestem przekonana, że 99,9% osób traktuje taką miłostkę jako coś niepoważnego, o czym od czasu do czasu miło sobie porozmyślać, ale właściwie tylko tyle. Jeżeli dziewczyna zaczyna namiętnie rysować portrety swojego ulubionego bohatera literackiego albo pisać o nim opowiadania (lepszej bądź gorszej jakości) – to znowu, nie ma w tym nic złego, bo rozwija swoją kreatywność, ćwiczy warsztat. Gorzej jednak jeśli, sama nie zdając sobie z tego sprawy, zaczyna w prawdziwym życiu szukać chłopaka, a potem narzeczonego i męża, który odpowiadałby jej wyobrażeniom na temat postaci z książki czy filmu. Budowanie relacji damsko-męskich w ten sposób nie jest najlepszym pomysłem – z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, istnieje ryzyko, że można nigdy nie spotkać mężczyzny marzeń, takiego jak bohater z ulubionej powieści, który byłby jednocześnie przystojny, szarmancki, odważny, a do tego posiadałby jeszcze pół królestwa i magiczne zdolności. W drugim przypadku – kto wie czy nie gorszym – chłopak marzeń pojawia się bardzo szybko. Tylko co z tego, jeśli dziewczyna ulokowała uczucia w nieodpowiednim fikcyjnym bohaterze, takim jak Christian Grey na przykład – i teraz podświadomie szuka u potencjalnych partnerów wszystkich jego szkodliwych cech?

Christian Grey 2018

Do zdjęć aktorów i piosenkarzy wzdychały nasze matki, babki i prababki. Jakaś forma fangirlizmu, czy też mówiąc bardziej po polsku – uwielbienia żywionego w kierunku niedostępnych obiektów – istniała pewnie zawsze. A skoro to zjawisko stare jak świat, to pewnie nie ma w nim nic złego. Pod jednym warunkiem – że do całego zagadnienia podchodzi się z odpowiednią dozą rozsądku.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 myśli w temacie “Gdy twój chłopak jest wampirem – kilka uwag o fangirlizmie

  1. Witaj. Musze powiedzieć, ze ja sama w okresie liceum/początek studiów byłam najdziwniejszą fangirl, jaką można sobie wyobrazić 😉 Co chwilę podkochiwałam się w jakimś bohaterze literackim, mniej więcej co rok w innym, a tych bohaterów łączyło jedno: im bardziej byli nieżyciowi, romantyczni i nieszczęśliwi, tym lepiej. Najlepiej, żeby byli nieszczęśliwie zakochani. ;- Wszyscy Werterzy, Lanceloci, Kordianowie byli moi. 😉 No serio, ja miałam jakiś pociąg do nieszczęścia. Dobrze, że mi to przeszło 😉 Ale stąd bardzo dobrze rozumiem kwestię kochania się w postaciach fikcyjnych.

    Polubienie

  2. Podjęłaś bardzo ciekawy temat, aż szkoda, że tak krótko. Zawsze myślałam, że typem fangirl nie jestem, bo mimo sympatii dla niektórych aktorów i muzyków – nie szalałam dla mnie to byli tylko ludzi, których prawie w ogóle nie znałam. Nie pomyślałam jednak, że uwielbienie do fikcyjnych postaci to też taki fangirlizm, a tu zawsze w jakimś serialu, książce czy filmie ulubieniec się znajdzie.
    Poza tym pamiętam jak pierwszy raz oglądałam Przeminęło z Wiatrem i na początku Retth wydał mi się z tym wąsikiem taki brzydki, a już pod koniec byłam tą postacią oczarowana.

    Polubienie

  3. Zawsze mnie martwi sympatia dziewczyn do bohaterów Zmierzchu czy Pięćdziesięciu twarzy Greya, bo to nieszczególnie dobre wzorce. Pół biedy, jak ktoś to rozumie, ale przecież często takie rzeczy czytają strasznie młode osoby…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s