Zgniłe pomidory – z czym to się je?

Przed wybraniem się do kina naturalnym odruchem u większości osób jest sprawdzenie opinii na temat danego filmu – żeby przypadkiem się nie rozczarować i nie wydać bez sensu pieniędzy na bilet. Polscy widzowie w takich sytuacjach wciąż w pierwszej kolejności trafiają na Filmweb, jednak w skali świata to Rotten Tomatoes wydaje się najbardziej wiarygodnym źródłem informacji. I nie byłoby w tym chyba nic złego, gdyby nie fakt, że mnóstwo osób wciąż nie rozumie, w jaki sposób ten międzynarodowy serwis działa.

Na pierwszy rzut oka Rotten Tomatoes wygląda jak dziesiątki czy setki innych stron z ocenami filmów i seriali. Na stronie głównej wyświetlają się nam tytuły najnowszych produkcji, a obok poszczególnych pozycji znajdują się liczby i symbole pomidorów. Można by pomyśleć, że to system genialny w swej prostocie i aż do bólu intuicyjny – te punkty procentowe to nic innego jak oceny filmów, a narysowane pomidory, w zależności od tego, czy zgniłe czy dojrzałe, mają zachęcić as do obejrzenia danej produkcji. Tylko że… To nie do końca tak działa. Rotten Tomatoes nie jest bowiem stroną, zwykli, szarzy użytkownicy internetu mogą wystawiać oceny poszczególnym filmom, a serwisem agregującym. Serwis ten zajmuje się natomiast zbieraniem informacji z innych źródeł i wyciąganiu na ich podstawie wniosków. Po przeanalizowaniu opinii znanych dziennikarzy i krytyków, agregat ustala, jaki procent ze wszystkich tych recenzji  można uznać za pozytywny. Weźmy sobie za przykład Dziedzictwo, które niedawno weszło do kin. 90% widoczne na podstronie filmu wcale nie oznacza, że horror uzyskał np. 90 na 100 gwiazdek (czy też może lepiej – pomidorów), a informuje nas jedynie o tym, jaki jest stosunek recenzji pozytywnych do negatywnych.

Można by zapytać – jaka to właściwie różnica, czy patrzę na ocenę czy też na procent przychylnych recenzji? Przecież to powinno się pokrywać. Częściowo na pewno. Uznanie czyjejś opinii za pozytywną bądź negatywną może być jednak kwestią sporną. Zauważcie, że jeśli recenzent na innym portalu ocenił dany film na 4 na 10 gwiazdek, Rotten Tomatoes policzy ten głos jako krytyczny, a już w przypadku 6 gwiazdek – serwis przyzna produkcji znaczek czerwonego, dojrzałego pomidora. Tymczasem – jaka tak naprawdę jest różnica między czterema a sześcioma punktami w dziesięciostopniowej skali ocen? Prawie żadna. I w jednym, i w drugim przypadku recenzent obejrzał po prostu mierny film, w najlepszym razie po prostu nudny, a w najgorszym – głupi i szkodliwy. To wszystko sprawia, że Rotten Tomatoes nie zdaje egzaminu jako obiektywny wskaźnik wartości artystycznej czy rozrywkowej danej produkcji. Zauważcie również, że agregat w żaden sposób nie hierarchizuje filmów i seriali, które zostały uznane za dobre. Jeżeli recenzent Variety czy Empire napisze, że, powiedzmy, Lśnienie to prawdziwe arcydzieło kinematografii i najlepszy horror, jaki kiedykolwiek powstał – taka opinia zostanie oczywiście uznana za pozytywną. Tak samo w przypadku, gdy jakiś dziennikarz napisze, że nowi Szybcy i wściekli to film momentami nudny i przewidywalny, ale taki, który przy odrobinie dobrej woli da się oglądać i nawet czerpać z seansu pewną dozę przyjemności. I tę, i tę opinię serwis zaliczy na poczet pozytywnych, i ten, i ten film otrzyma symbol czerwonego pomidora. Ale chyba wszyscy czujemy, że różnica między tymi dwoma filmami i ich wartością powinna być chyba trochę wyraźniej zaznaczona.

Czy piszę to wszystko, bo uważam, że Rotten Tomatoes to narzędzie diabła, którego używanie powinno być zabronione? Nie. Jeśli tylko rozumie się mechanizm działania serwisu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by przed wyjściem do kina (albo i po – jak kto woli) sprawdzić sobie, jak jakiś film został oceniony w skali świata. To, co mnie martwi, to fakt, że niektórzy traktują internetowy agregat jako swoje jedyne źródło informacji na temat kin, jako wyrocznię, która nakazuje posiadanie takiego a nie innego stosunku do danej produkcji. Takie podejście bardzo ogranicza jakąkolwiek dyskusję na temat kina, bo zmusza ludzi jedynie do formułowania opinii na temat filmów w kategoriach zero-jedynkowych. Ten film mi się podobał. A ten film mi się nie podobał. Kropka. Jasne – ostatecznie wszystko sprowadza się do sformułowania jednoznacznego werdyktu  w sprawie danej produkcji, ale przed wydaniem ostatecznego orzeczenia, warto się jeszcze zastanowić, dlaczego, to co zobaczyłem/zobaczyłam, wzbudza we mnie takie a nie inne odczucia. Czy nie podobała ci się gra aktorska? A może urzekła cię ścieżka dźwiękowa, albo zachwyciły cię zdjęcia? Zadawanie takich pytań znajomym jest ciekawe, bo wzbudza dyskusję. O żadnej dyspucie jednak nie może być mowy, jeśli najpierw sami nie zastanowimy się nad tym, jaki mamy stosunek wobec danej produkcji. A niestety – korzystając tylko z Rotten Tomatoes i podobnych serwisów, trochę rozleniwiamy się intelektualnie.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

3 myśli w temacie “Zgniłe pomidory – z czym to się je?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s