„Alienista” – kolejny poprawny serial Netflixa

Netflix przyzwyczaił nas do tego, że w jego ofercie znajdują się przede wszystkim filmy i seriale, które z miejsca stały się światowymi histami i które wprowadziły do kina (czy raczej – internetu) zupełnie nową jakość. Kiedy więc znajduję na Netflixie serial dobry, ale nie wybitny – to czuję się nieco rozczarowana. Niezależnie od tego czy dany tytuł jest oryginalną produkcją Netflixa, czy został stworzony przez zupełnie inne studio.

Recenzja zawiera pewne informacje na temat fabuły, które mogą zostać uznane za spoilery. Gwarantuję jednak, że jeśli widzieliście w życiu więcej niż pięć filmów, to części rozwiązań i zwrotów akcji i tak domyślelibyście się sami, więc chyba aż tak bardzo nie zepsuję Wam przyjemności z oglądania.

Akcja Alienisty rozgrywa się pod koniec dziewiętnastego wieku w Nowym Jorku, będącym siedliskiem zła i zepsucia moralnego – co twórcy podkreślają na każdym kroku, pokazując na ekranie brud, błoto i najbiedniejsze rejony miasta. Tytułowym alienistą jest doktor Laszlo Kreisler parający się badaniem umysłów ludzi wyalienowanych, czyli wyobcowanych ze swojej prawdziwej natury (jakiż to ładny eufemizm na określenie choroby psychicznej!). Jako że mroczna sceneria Nowego Jorku wydaje się idealna do popełnienia okrutnej zbrodni – już w pierwszym odcinków twórcy pokazują nam pierwsze z całej serii brutalnych morderstw, które zostaną popełnione w serialu. Zadaniem głównego bohatera jest zrozumienie motywów psychopaty, który w barbarzyński sposób morduje prostytuujących się chłopców. Kreislera można by nazwać kimś na kształt profilera policyjnego, gdyby nie fakt, że alienista nie do końca pracuje dla policji – wręcz przeciwnie, wraz ze swoim przyjacielem, ilustratorem Johnem Moorem oraz niejaką Sara Howard, niejednokrotnie starają się schodzić organom ścigania z drogi, ponieważ nowojorskim elitom rozwiązanie całej sprawy najwyraźniej nie jest na rękę.

Chociaż sam pościg za seryjnym mordercą w klimatycznej, mrocznej scenerii widzieliśmy już w kinie tysiące razy – przedstawienie na ekranie pierwszych prób łączenia psychologii i kryminalistyki to pomysł stosunkowo świeży i jeszcze niewyeksploatowany. Nawet za pomocą prostej i dość pretekstowej fabuły można by zatem ukazać pewien konkretny aspekt nauki na ciekawym tle historycznym i społecznym. Co zaskakujące – twórcy Alienisty z tej możliwości korzystają w bardzo małym zakresie. Spodziewałam się, że oglądając serial o, bądź co bądź, pionierze psychologii policyjnej, poznam sposób rozumowania osób zaburzonych z innej strony niż zwykle pokazuje nam to popkultura. Tymczasem – dr Kreisler o psychologii zdaje się wiedzieć stosunkowo niewiele, ot, tyle co wyczytał u Freuda. Serial próbuje wmówić nam, że Laszlo jest niesamowitym autorytetem w swojej dziedzinie, momentami odnosi się jednak wrażenie, że doktor nie potrafi wykorzystać w praktyce całej tej wiedzy, którą wyniósł z książek. Najbardziej błyskotliwa z całej trójki głównych bohaterów wydaje się panna Howard, która w kilku scenach wykłada Kreislerowi, jakie było rozumowanie mordercy. Warto zaznaczyć, że motywacje zbrodniarza nie są znowuż bardzo skomplikowane, zemsta, trauma z dzieciństwa – to wszystko już gdzieś widzieliśmy… Aż dziwne, że Kreisler miał takie trudności ze zidentyfikowaniem podłoża morderstw.

Do rozwiązania zagadki dochodzimy jak po nitce do kłębka – właściwie jeszcze przed nadejściem finałowego odcinka znamy tożsamość mordercy. W drugiej połowie serialu, która, teoretycznie, powinna chyba jeszcze bardziej nakręcać emocje widza, bardziej skupiamy się na relacjach między postaciami niż na rytualnych mordach. A układ, w jakim znajduje się trójka głównych bohaterów, co tu dużo kryć – do najbardziej oryginalnych nie należy. Laszlo jest tym złym, pogubionym i skrzywdzonym człowiekiem o nieco odpychającym stylu bycia, który z jakiegoś powodu przyjaźni się z Johnem – mężczyzną wrażliwym i poczciwym. Brzmi znajomo? Powinno. Bo w bardzo podobny sposób zestawieni zostali chociażby Sherlock i Watson czy dr House i dr Wilson. Do tej klasycznej (by nie rzec – schematycznej) relacji dopisano jeszcze pannę Howard. Przez co wszystkie interakcje między postaciami stają się jeszcze bardziej przewidywalne, bo przecież któryś z panów w pięknej Sarze zakochać się musi. Oczywiście miłością nieodwzajemnioną.

Żeby nikt jednak nie pomyślał, że tylko kontestuję, zamiast spróbować znaleźć jakieś dobre strony tego serialu – ja te dobre strony dostrzegam! Zresztą, gdyby Alienista miał same wady, pewnie nie obejrzałabym go do końca i ten wpis by nie powstał. Przede wszystkim –  na pochwałę zasługuje warstwa wizualna i sposób, w jaki w tej produkcji budowany jest klimat. Niby przygotowanie scenografii, kostiumów i przeprowadzenie zdjęć to najłatwiejsze elementy kręcenia serialu, które w sumie nie mają znaczenia, jeśli historia jest na tyle wciągająca, że scenariusz sam się broni; jednak przyznajcie sami – o wiele przyjemniej ogląda się serial ładny… niż brzydki. A sceny, w których w Alieniście pokazane są ujęcia mrocznego, przesiąkniętego przemocą i złem Nowego Jorku, naprawdę robią wrażenie. Co równie istotne, sposób realizacji zdjęć bardzo odpowiada konwencji, jaką przyjęto w narracji. Niepokojąca atmosfera i napięcie wynikają nie tylko z faktu, że poszczególne kadry są niedoświetlone i ciemne. Na emocje widza ma wpływać raczej to, co widać na ekranie. Bo kiedy morderca zabija dziecko wydłubuje mu oczy i masakruje całe ciało, to nie dowiadujemy się tego z rozmów innych bohaterów, a widzimy to na ekranie. Obrazek mocny, dla niektórych pewnie za bardzo – ale niewątpliwie pasujący całokształtu.

Alienistę ogląda się całkiem szybko, momentami ta historia nawet wciąga, by w kolejnym odcinku bardzo znudzić. Trochę szkoda, że za realizację tego serialu nie wziął się ktoś, kto miałby pomysł na to, jak opowiedzieć całą historię w mniej schematyczny i przewidywalny sposób. Niemniej jednak – dla samego klimatu chyba obejrzeć warto.

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

5 myśli w temacie “„Alienista” – kolejny poprawny serial Netflixa

  1. Weź tylko pod uwagę, że profilowanie jest stosunkowo młodą dziedziną i jeszcze pół wieku temu większość ograniczała się do twierdzenia, że „szajbus coś zrobił, bo jest psychiczny” i tylko pojedynczy śledczy próbowali znaleźć jakieś bardziej psychologiczne wyjaśnienie. Dopiero teraz, jak wszyscy oglądają Mindhunter czy Criminal Minds, tak dobrze nam idzie 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s