Nostalgio, zgiń, przepadnij!

Niełatwo dokładnie wskazać moment, w którym w popkulturze zapanowała moda na nostalgię za minionymi dekadami, można jednak założyć, że największy wysyp dzieł nawiązujących do lat 80. nastąpił po ogromnym sukcesie Stranger things. I choć sama zachwycałam się zarówno Stranger Things, jak i Dark, czy It – powoli zaczynam odczuwać już zmęczenie materiału.

Nie ma nic złego w przypomnieniu sobie od czasu do czasu, jak ciekawe wątki i postaci pojawiały się w serialach i filmach kręconych dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat temu. Już samo wyszukiwanie znajomych cytatów czy kadrów może sprawiać dużo frajdy, a jeśli jeszcze dodatkowo pewne elementy oryginalnych produkcji zostały przerobione, by po latach przekazać za ich pomocą jakieś nowe treści – wtedy odniesienia do starszych produkcji mają sens, gdyż spełniają konkretną funkcję. Nawiązania do kultury minionej epoki są widoczne w kinie na bardzo różnych płaszczyznach – począwszy od stylistyki, scenografii i kostiumów, poprzez ścieżkę dźwiękową, a skończywszy na nawiązaniach do książek czy przebojów kinowych powstałych na przełomie lat 70. i 80. W Stranger things bracia Duffer bawili się konwencją, w Dark wydarzenia rozgrywające się w latach 80. miały kluczowy wpływ na rozwój fabuły, zaś It jest świetną ekranizacją powieści Kinga wydanej w 1986 roku – nic więc dziwnego, że we wszystkich tych dziełach granie ze wspomnieniami i tęsknotami widza działa. Problem pojawia się wtedy, gdy wszystkie aluzje do popkultury lat 80. istnieją w w filmie czy serialu (przede wszystkim w serialu) tylko dlatego, że lata 80. były takie fajne.

Przywracanie nastroju tej nieco kiczowatej dekady wywierało największe wrażenie w okolicach 2016 roku, kiedy świat oszalał na punkcie Stranger things. Obecnie, niespełna dwa lata później – wydaje się, że lata 70. i 80. już nam wszystkim spowszedniały. W najlepszym razie. W najgorszym zaś – po prostu obrzydły. Kilka tygodni temu do kin wszedł Ready Player One, będący idealnym przykładem tego, w jaki sposób nie nawiązywać do innych dzieł kultury. Przez ponad dwie godziny na ekranie pojawia się kilkaset nawiązań do popkultury lat 80., bohaterowie znają na pamięć cytaty z popularnych wtedy filmów, przerzucają się niemalże encyklopedycznymi informacjami na temat gier powstałych w tamtym okresie. W jakim celu? Ano nie do końca wiadomo. Bo lata 80. były fajne, więc może warto przypomnieć widzowi w 2018 roku, że istniało kiedyś coś takiego jak Mortal Combat…

Moda na nostalgię za latami 80. zużywa się bardzo szybko. I to widać. Co miało zostać zreinterpretowane, zostało już zreinterpretowane i twórczo przetworzone, teraz zaś publiczności można co najwyżej zaproponować konkurs na znalezienie w filmie jak największej liczby easter eggów – cytatów, kadrów czy postaci, które już kiedyś pojawiły się w kinie. Ready Player One (z jakiegoś powodu polski dystrybutor uznał, że tenże Player nie jest chyba jeszcze na coś gotowy, ale Player One brzmi dla mnie tak kuriozalnie, że wolę pozostać  przy oryginalnym tytule).

Nostalgia za minionymi dekadami przejawia się w jeszcze jeden, mniej patologiczny niż w Ready Player One, sposób. Zauważcie, że w ostatnich latach powstało kilka sequeli filmów, które w latach 70. czy 80. zyskały miano kultowych. Mowa oczywiście o Gwiezdnych wojnach czy Blade Runnerze 2049. W obu przypadkach jednak wykorzystywanie stylistyki i postaci od lat obecnych w popkulturze wydaje się jednak w pełni uzasadnione – z oczywistych względów, których nikomu nie trzeba tłumaczyć. W Ostatnim Jedi Rian Johnson bardzo umiejętnie połączył stare przyzwyczajenia widzów z nowatorskimi rozwiązaniami. Z jednej strony w ósmej części Gwiezdnej Sagi znalazło się wszystko to, co powinno – były i miecze świetlne, i źli szturmowcy, i urocze roboty. Z drugiej jednak, zupełnie przedefiniowano pojęcie Mocy i wprowadzono nieznane wcześniej w tym świecie typy postaci. Kiedy starsze wytwory kultury są wykorzystywane do tego, by wytworzyć jaki nowy nurt, schemat czy choćby element fabularny – nie ma nic złego w aluzjach i nawiązaniach. Szkoda tylko, że tendencja widoczna w kinie jest zupełnie odwrotna – twórcy często po prostu bezrefleksyjnie sprawdzone rozwiązania, bo im się to marketingowo opłaca.

Czy moda na lata 80. w kinie nigdy się nie skończy? Skończy. A po niej przyjdzie tęsknota za latami 90. A jeszcze później za pierwszą dekadą XXI wieku. I być może, kiedy już zaczną powstawać seriale z piosenkami Lady Gagi jako przewodnim motywem muzycznym, dojdę do wniosku, że bez sensu jest oglądanie cudzych wyobrażeń na temat czasów, które przecież sama pamiętam.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

8 myśli w temacie “Nostalgio, zgiń, przepadnij!

  1. Ostatnio byłam w muzeum PRL i przeżyłam lekki szok, że przedmioty, które pamiętam z dzieciństwa, trafiają już na muzealne półki. Straszne!!!

    A powód ejtisowej nostalgii jest moim zdaniem prosty i marketingowy – pokolenie wychowane w latach 80. najchętniej wydaje teraz pieniądze 😉 To z lat 90. depcze im po piętach. Do tego dochodzi fakt – ale może to tylko ja tak myślę, że pokolenie lat 90. wchłonęło też dużo kultury lat 80., bo dostęp do nowości był mocno ograniczony. No i mniejszy wybór dóbr kultury, co ułatwia powstanie wspólnego kodu kulturowego. Więc ta grupa docelowa jest znacznie większa.

    Ale dlaczego szaloną popularność przeżywa też dwudziestolecie międzywojenne, to nie mam pojęcia 🙂

    Polubienie

    1. Rzeczywiście, lata 90., szczególnie w Polsce, wyglądały trochę podobnie do lat 80. na Zachodzie. To opóźnienie o dekadę jest zresztą bardzo ciekawe, bo w sumie Polski widz nie ogląda na ekranie swoich wspomnień, tylko raczej swoje wyobrażenie na temat tego, jak ostatnia dekada XX wieku wyglądała w zupełnie innej rzeczywistości za oceanem.

      Polubione przez 1 osoba

    1. Wydaje mi się,że w przypadku Stranger Things te wszystkie nawiązania służą jednak fabułę, są twórczo przetwarzane i łamane. Za to taki np. Player One po prostu wrzuca je do scenariusza i robi z nich niestrawną zupę. Nawiązywać trzeba umieć 🙂

      Polubienie

  2. Cierpię na nostalgię za XIX wiekiem – bo na literaturze z tego własnie okresu się wychowywałam. Dlatego oglądałam Stranger Things czy Everything Sucks (lata 90. tym razem) jako w scenerii dziwacznej, nietypowej, i zupełnie dla mnie abstrakcyjnej. I w tej drugiej produkcji już miałam wrażenie, że niektóre elementy są wciskane na siłę, tylko po to żeby ktoś poczuł się nostalgicznie. To już niekoniecznie mi się podoba. Na Ready Player One na pewno nie pójdę, bo nie wyłapię żadnych odniesień do popkultury – nie wychowywałam się na niej. Przykro mi, popkulturo, nie masz jak mi żerować na nostalgii…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s