Jak Marvel zmienił oblicze kina

26 kwietnia w polskich kinach zawita Avengers: Infinity War (w polskim tłumaczeniu, jak zwykle bardzo udanym i świetnie brzmiącym: Wojna bez granic…). W najnowszej produkcji braci Rousseau mają wystąpić wszystkie postaci, które dotychczas pojawiły się w fimach MCU (Marvel Cinematic Universe), nic więc dziwnego, że fani na całym świecie z niecierpliwością czekają na premierę. Jeszcze kilka lat temu, bohaterowie tacy jak Thor, Iron Man czy Czarna Wdowa znani byli głównie w Stanach Zjednoczonych – dzisiaj kojarzy ich niemal każdy, kto nie jest uwięziony w piwnicy bez dostępu do internetu. Marvel niewątpliwie zmienił oblicze współczesnej popkultury – i właśnie dlatego warto przyjrzeć się drodze, którą przeszło to największe kinowe uniwersum od czasu pojawienia się pierwszego Iron Mana.

Ekranizacje komiksów nie są bynajmniej konceptem nowym – w latach 70. można było obejrzeć film o przygodach Supermana, a w latach 90. Tim Burton nakręcił, uznawanego dzisiaj za kultowego, Batmana. Dopiero jednak Marvel wpadł na pomysł, by stworzyć wielkie filmowe uniwersum, w którym wszyscy superbohaterowie będą co jakiś czas spotykać się na kinowych ekranach, by wspólnie ratować ludzkość . Słysząc o tych planach, wielu pukało się w czoło – bo jak tu połączyć nordyckie mity (Thor), drugą wojnę światową (Kapitan Ameryka), zimną wojnę i sowieckich szpiegów (Czarna wdowa) z kosmicznymi piratami (Strażnicy Galaktyki)? I jeszcze zrobić to w taki sposób, żeby widzowie, którzy nigdy w życiu nie trzymali w ręku komiksów, nie czuli się zdezorientowani z powodu takiego bogactwa postaci? Cóż, Marvel pokazał, że się da.

Każde wyjście do kina na kolejny film MCU to jak odpalenie sobie następnego odcinka ulubionego serialu. Zauważcie jednak, że ciągłość fabularna, z jaką mamy do czynienia w przypadku tego uniwersum, zasadniczo różni się od ciągłości np. w Gwiezdnych Wojnach. W serii o Jedi każdy kolejny film jest kontynuacją tej samej niedokończonej (przynajmniej w ramach jednej trylogii) historii. Aby wiedzieć, co dokładnie wydarzyło się dawno, dawno temu w odległej galaktyce, trzeba obejrzeć wszystkie części (dobra, darujmy sobie prologi…). W świecie MCU wydarzenia z jednego filmu wpływają i znajdują swoje odzwierciedlenie w następnych, ale nie trzeba nadrabiać wszystkich Iron Manów czy Thorów, żeby zrozumieć wydarzenia rozgrywające się chociażby w Avengers. Skonstruowanie świata przedstawionego w taki sposób, żeby zasady nim rządzące były zrozumiałe dla wszystkich widzów, niezależnie od poziomu wiedzy na temat bohaterów, ich supermocy i łączących ich relacji – wcale nie jest takie proste. Nikt przed Marvelem (i nikt po, chociaż DC wciąż próbuje), nie zdołał tego zrobić.

Ten nieco serialowy charakter filmów MCU przejawia się w jeszcze jednym istotnym elemencie, jest mianowicie widoczny w scenach po napisach. Po każdym filmie, począwszy od Iron Mana z 2008 roku pojawia się scena stanowiąca swoistą zapowiedź wydarzeń, jakie mają rozegrać się w następnym filmie – niekoniecznie opowiadającym o tym samym bohaterze. Zarówno po Czarnej Panterze, jak i w Thor: Ragnarok, widzowie mogli poczuć przedsmak Avengers: Infinity War. Jasne, sceny po napisach wykorzystywano już wcześniej, głównie w celu pokazania nieudanych ujęć czy śmiesznych sytuacji na planie. Dopiero jednak Marvel zaczął traktować je jako zapowiedzi w stylu W następnym odcinku. 

Stworzenie ogromnego, spójnego uniwersum kinowego nie jest oczywiście jedyną zasługą MCU. Przed 2008 rokiem mało kto poza Stanami Zjednoczonymi słyszał o Kapitanie Ameryce czy Iron Manie. Były to ważne postaci w popkulturze amerykańskiej, zwłaszcza Kapitan Ameryka, o którym pierwsze komiksy powstały już w latach 40. – niemniej jednak były to postaci szerzej nieznane po naszej stronie oceanu. Dzięki ekranizacjom komiksów Marvela kultura popularna staje się moim zdaniem dużo bogatsza. Zaryzykuję stwierdzenie, że czytelników komiksów jest stosunkowo niewielu, podczas gdy właściwie każdy może się nazywać widzem. Kino pozostaje najpowszechniejszym medium, jeśli więc już rozpowszechniać jakieś idee i motywy – to właśnie poprzez ten środek przekazu. Zwłaszcza, że w komiksach Marvela znajduje się naprawdę mnóstwo interesujących postaci i wątków. Weźmy na przykład Czarną Panterę – ktoś słyszał o tym komiksie przed pojawieniem się filmu? Ja nie słyszałam. Gdyby nie kinowa wersja historii o Wakandzie, nigdy nie pomyślałabym, że można przedstawić afrykańską kulturę w tak, bądź co bądź, nowatorski sposób – jako tło dla przygód superbohatera.

Marvel Cinematic Universe stanowi bez wątpienia fenomen współczesnej popkultury. Fenomen, który kiedyś pewnie prędzej czy później spowszednieje i zacznie nastręczać samym twórcom problemów – można by się chociażby zastanawiać, czy Iron Man zostanie uśmiercony, kiedy Robert Downey Junior osiągnie już wiek, w którym stwierdzi, że nie chce dłużej grać faceta w blaszanej zbroi. Albo czy jeśli jakiś aktor zostanie podmieniony, to czy wpłynie to na odbiór całości i uniwersum zacznie się sypać. Pewnych odpowiedzi może nam dostarczyć seans Avengers: Infinity War. Jednocześnie – kreując tysiąc nowych pytań.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 myśli w temacie “Jak Marvel zmienił oblicze kina

  1. Przyznam szczerze, że nie przepadam za Marvelem, ale nie mogę odmówić tym filmom polotu i dobrego przygotowania (bo coś tam widziałam w TV i u chłopaka). Na pewno jest to pewnego rodzaju rewolucja, która się udala

    Polubienie

  2. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że MCU to rewolucja w popkulturze – raczej właśnie ostatnie stadium ewolucji. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale kiedy ja myślę o rozwoju popkultury i w jaką stronę ona idzie to widzę tylko okrągły stół bogatych producentów, którzy się zastanawiają co się ludziom podoba, na co ludzie pójdą itd. Jak sama zauważyłaś, MCU to zlepek tych najoczywistszych motywów fantastycznych, czy w ogóle fabularnych. Ci producenci wiedzą jakie motywy przyciągną ludzi do kina, wiedzą też jak je ubrać, by wyglądały na oryginalne. Sam jestem fanem Marvela i świadomie daję się nabrać i wciągnąć. Tylko że to wciąż jest widowisko i przerost formy nad treścią, tak jak najnowsze Gwiezdne Wojny.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s