To nie jest głupi serial o nastolatkach – recenzja „Riverdale” s2e13

Kolega zapytał mnie raz, po co ja właściwie oglądam ten chłam, przecież to całe Riverdale to taki typowy, głupi serial o nastolatkach wykorzystujący wszystkie popularne schematy i motywy… Nie do końca tak jest.  Riverdale czerpie wprawdzie garściami ze znanych tropów kulturowych, ale robi to tak świadomie jak mało która produkcja – co doskonale widać chociażby w trzynastym odcinku drugiego sezonu.

Recenzja zawiera spoilery.

W większości seriali młodzieżowych  rodzice bohaterów istnieją tylko po to, by pełnić jedną z dwóch funkcji. Albo wkraczają na ekran w najmniej odpowiednich momentach, tylko po to, by zabronić swym dzieciom wyjścia z domu i zrealizowania jakiegoś istotnego dla fabuły zadania. Ewentualnie rodzice od czasu,  do czasu migają gdzieś w tle, nie mając żadnego konkretnego celu, poza tym, że muszą istnieć, bo scenarzysta uznał, iż nastoletni protagoniści nie mogą jeszcze mieszkać sami. Riverdale to jedna z niewielu produkcji, w których rodzice są bohaterami z krwi i kości, mającymi swoje charaktery i historie. Z tego powodu nazywanie Riverdale głupim serialem o nastolatkach nie wydaje mi się do końca właściwe – może to być co najwyżej głupi serial przygodowy, obyczajowy, serial opowiadający o całych rodzinach… Ale z pewnością nie tylko o nastolatkach.

Ostatni odcinek właściwie w całości skupia się na postaciach rodziców. Przede wszystkim obserwujemy postać matki Betty, która zdaje się zaślepiona miłością do odnalezionego po latach syna i zupełnie nie dostrzega, że Chic może sprowadzić na całą rodzinę Cooperów całą masę problemów. O Alice Cooper jako widzowie wiemy już jednak całkiem sporo, o jej mężu zaś dotychczas nie mieliśmy zbyt wielu informacji i  jeżeli już mielibyśmy zarzucić którejś z postaci bezbarwność i brak charakteru, to Hall Cooper wydawałby się najlepszym kandydatem. Dotychczas dowiedzieliśmy się o tym bohaterze tylko tyle, że lubi mieć pretensje do całego świata i zwykle pojawia się na ekranie, żeby pokłócić się z żoną, zabronić czegoś Betty albo nakrzyczeć na kogoś, kto akurat jest pod ręką. W tym odcinku Hall Cooper dostał jednak, chyba po raz pierwszy od początku emisji serialu, swój w pełni autonomiczny wątek. Romans z Penelope Blossom z jednej strony szokuje, z drugiej jednak rodzice Betty i Cheryl w pewien sposób do siebie pasują. Obydwoje w pierwszym sezonie sprawiali wrażenie raczej antypatycznych bohaterów, ale od zeszłego roku sporo się nacierpieli i być może właśnie fakt, że obydwoje zostali skrzywdzeni przez życie, pozwolił im się do siebie zbliżyć.

pen

W poprzednim wpisie dotyczącym Riverdale zarzucałam twórcom, że dość nieudolnie zbudowali postać agenta Adamsa na znanych i zużytych już schematach. Wydawało mi się, że aktor grający postać funkcjonariusza służby federalnej gra w sposób niesamowicie sztuczny i przerysowany. No bo gra. Tyle, że robi to w pełni świadomie, bo przecież gra nie tylko przed widzami, ale także przed Archiem. Rozwiązanie całego wątku FBI po prostu wbiło mnie w fotel i, przyznaję bez bicia, tym razem zawiodła mnie intuicja. Chociaż czułam, że z postacią Adamsa jest coś nie tak, nie wpadłabym na to, że mężczyzna może wcale nie być tym, za kogo się podaje. A już na pewno nie przyszłoby mi do głowy, że został wynajęty przez rodziców Veroniki. Co chyba świadczy o tym, że jestem dobrym targetem dla twórców serialu.

adams.png

Za sprawą rodziny Lodge’ów z Riverdale robiła się powoli taka mini-wersja Rodziny Soprano. Zauważcie, przez jak wiele gatunków przeszliśmy już od początku pierwszego sezonu – zagadka śmierci Jasona Blossoma to klasyczny kryminał, wątek Black Hooda wprowadza nam elementy dreszczowca/slashera, a teraz mamy do czynienia z czymś na kształt filmu gangsterskiego. Na całe szczęście osoby odpowiadające za produkcję, decydując się na zmianę konwencji, nie odrzucają zupełnie tego, co wypracowały w poprzednich odcinkach, a mieszają różne style i konwencje. Sceny, w których Betty i Jughead zacierają ślady zbrodni, bardzo nawiązują do tego, co pamiętamy z pierwszego sezonu, ale – ponownie – mamy w nich do czynienia z zupełnie odwróconą optyką. W pierwszych odcinkach Riverdale bohaterowie musieli bowiem dowiedzieć się, kto zamordował brata Cheryl, teraz natomiast próbują zatuszować morderstwo. Z jednej strony tematyką i stylistyką powracamy do sezonu pierwszego, z drugiej jednak nie może być tu mowy o jakiejkolwiek powtarzalności.

RD-Promo-2x08-House-of-the-Devil-02-Jughead-FP.jpg

Zgodzę się z każdym, kto stwierdzi, że Riverdale wykorzystuje schematy obecne w popkulturze od dziesięcioleci. Zacznę jednak krzyczeć i kopać, kiedy ktoś powie mi, że ten serial robi to, bo twórcy są leniwi i nie chce im się wymyślać niczego nowego. Wykorzystywanie uznanych wzorców wcale nie jest oznaką nieudolności, a ich odwrócenie i pokazanie od zupełnie innej strony wymaga sporej kreatywności. Kto nie wierzy – niech obejrzy odcinek trzynasty.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

5 myśli w temacie “To nie jest głupi serial o nastolatkach – recenzja „Riverdale” s2e13

  1. Mnie Riverdale zaczyna poważnie męczyć. Bohaterowi robią coraz to głupsze rzeczy i podejmują coraz głupsze decyzje. Cała postać Chica niesamowici działa mi na nerwy, a o ile Betty była jedną z moich ulubionych bohaterek tak teraz nie mogę uwierzyć, że to ta sama postać. Zapewne są to celowe działania, ale cóż trochę mnie to boli. Poza tym od kąt złapali „Blackhooda” robi się coraz nudniej, a mam świadomość ile jeszcze odcinków przed nami. Nie wiem co dalej będzie się działo w Riverdale. Możliwe, że jeszcze odszczekam wszystkie moje słowa, ale jak na razie oglądam tylko z sentymentu bez większego zainteresowania jak jeszcze niedawno.

    Polubienie

    1. Wierzysz, że złapali Black Hooda? 😉 Ja obstawiam, że to jednak nie był Svenson.

      Co do zmęczenia materiałem – co kilka odcinków też mam wrażenie, że trochę się nudzę (może w nieco innych momentach niż Ty), ale zwykle nie mija parę scen, aż dzieje się coś takiego, co wbija mnie w fotel i znowu z zainteresowaniem śledzę fabułę. Serial nie może się składać z samych punktów kulminacyjnych, może akurat teraz trafiłaś na taki przestój 🙂

      Polubienie

  2. I znowu nie jestem na bieżąco! Ale wiesz co mnie cieszy najbardziej w Riverdale? Że nie ulega nikomu i niczemu i wciąż jest nieco schematyczne, w jednym nurcie przez cały czas, a czerwone neony u Popa zawsze swiecà tak samo mocno

    Polubienie

  3. Najlepiej zarabia się na produkcjach, które nie wnoszą nic nowego. To, że Ci się podoba ten serial nie podnosi jego rangi czy atrakcyjności. Sam mam też durne ulubione durne seriale, które lubiłem oglądać i to nie jest guilty pleasure – zwyczajnie jesteś w targecie tej produkcji. Acha i serial jest o nastolatkach, tyle, że nie jest w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości – twórcy komiksu nie udawają, że jest inaczej – tylko dlatego spróbowałem obejrzeć ten serial, bo znudziły mnie amerykańskie nastolatki żyjące w rodzinnej próżni o dojrzałości co najmniej 40-latków ;]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s