You’re tearing me apart! – 5 myśli o „The Disaster Artist”

Miałam to szczęście, że The Room po raz pierwszy obejrzałam, nie mając całego tego bagażu doświadczeń w postaci memów i filmików ze scenami z filmu krążącymi w internecie. Zasiadając przed telewizorem, kompletnie nie wiedziałam, czego oczekiwać. Na pewno nie spodziewałam się tego, co zobaczyłam.

Tekst nie jest recenzją, a raczej zbiorem przemyśleń, w związku z czym – nie zawiera spoilerów.

The Room Tommy’ego Wiseau z Tommym Wiseau w roli głównej jest obrazem naprawdę fascynującym – nie tylko dlatego, że został on okrzyknięty najgorszą w produkcją w dziejach kinematografii. Na przestrzeni lat powstało wiele, nawet bardzo kasowych, filmów, które, delikatnie mówiąc, nie wyszły najlepiej. W większości przypadków niezadowalający efekt końcowy wynika z dziur fabularnych w scenariuszu, trudności technicznych, niewiarygodnie napisanych postaci czy sztucznej gry aktorskiej – zwykle jednak te problemy pojawiają się w wyniku jakiegoś nieprzewidzianego splotu okoliczności i filmy złe z założenia wcale nie miały takie być. Z The Room jest inaczej. Tej produkcji nie można zarzucić, że nie wyszła, ponieważ Tommy Wiseau od początku chciał opowiedzieć swoją historię w taki właśnie, bardzo dziwny sposób.

Przyznam, że (podobnie jak duża część widzów na całym świecie, nie będę tu specjalnie oryginalna) czekałam na premierę The Disaster Artist z niecierpliwością – nie tylko dlatego, że chciałam się pośmiać, patrząc na to, jak James Franco w genialny sposób naśladuje niespełnionego aktora, reżysera i scenarzystę. W przeciwieństwie do niektórych osób, oczekujących, że zobaczą komedię, nie nastawiałam się na dwie godziny niekontrolowanych wybuchów śmiechu – jasne, można by bardzo łatwo nakręcić parodię The Room i pewnie taki film też cieszyłby się ogromnym powodzeniem wśród publiczności. The Disaster Artist robi jednak coś o wiele więcej niż tylko wyśmiewa się z aktorów zaangażowanych w powstawanie najgorszej produkcji kinowej świata. James Franco (a pośrednio także i Greg Sestero, którego książka stanowiła przecież podstawę do napisania scenariusza The Disaster Artist)  starał się pokazać na ekranie motywacje i osobowość Tommy’ego, jego relacje z otoczeniem, jego plany i marzenia – słowem, starał się go zrozumieć. Twórcom The Disaster Artist udała się rzecz niezwykła, bo z jednej strony nakręcili film, który zawiera naprawdę spore pokłady potencjału komediowego, z drugiej zaś traktują oni materiał źródłowy i swoich bohaterów z dużym szacunkiem. Opowiadając pozornie bardzo prostą historię, Franco w The Disaster Artist pokazuje Tommy’ego Wiseau z nieco innej strony i zadaje bardzo poważne pytania o to, czym tak naprawdę jest sztuka, przyjaźń, marzenia… Nie na wszystkie podaje odpowiedzi, po seansie zasiewa jednak w widzu chęć do snucia, mniej lub bardziej filozoficznych, rozważań.

1.Oni wiedzieli!

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam The Room, wydawało mi się, że występujący w nim aktorzy (tak na marginesie – przez dobre kilka minut zastanawiałam się, czy brać ten rzeczownik w cudzysłów) naprawdę wierzyli, że branie udziału w tym szalonym przedsięwzięciu będzie dla nich stanowiło przepustkę do kariery w Hollywood. The Disaster Artist udowodniło mi coś zupełnie przeciwnego. Być może obsada filmu pierwszego dnia zdjęć miała jeszcze jakieś złudzenia, z pewnością jednak wszystkie szybko prysły. Wobec tego dlaczego aktorzy tak długo wytrzymali na planie? Cóż, na pewno pieniądze odegrały swoją rolę, jednak w przypadku Grega Sestero chodziło o coś jeszcze – o przyjaźń.

2. Historia pewnej przyjaźni

Greg doskonale zdawał sobie sprawę, że całe to przedsięwzięcia zmierza w kierunku nieuniknionej katastrofy, a mimo to cały czas wspierał swojego przyjaciela, chwalił go za grę aktorską i pocieszał, gdy ludzie śmiali się z jego dziwactw. Oczywiście można by zarzucić Sestero, że oszukiwał Wiseau i pozwolił uwierzyć niespełnionemu artyście, że jest on w stanie stworzyć coś wielkiego. Prawdziwi przyjaciele nie kłamią i nie boją się wytknąć ci błędów – głosi wieść ludowa. Tylko czy gdyby Greg uświadomił Tommy’ego, że tak naprawdę The Room nie ma potencjału, by zostać hollywoodzkim hitem – Wiseau zrezygnowałby z kręcenia filmu? Co właściwie osiągnąłby młody aktor, poza tym, że zraniłby uczucia ekscentrycznego mężczyzny posiadającego mentalność dziecka? Nic. Kiedy dwaj przyjaciele udają się do Los Angeles, by zrealizować marzenie o karierze aktorskiej, to Tommy zapewnia byt swemu młodszemu towarzyszowi. W istocie jednak Tommy wcale nie opiekuje się Gregiem – to Greg opiekuje się Tommym. Chroni, sporo przecież starszego, milionera przed wyśmianiem i wszystkimi okrucieństwami tego świata, co pokazuje ogromną wrażliwość i dojrzałość Sestero, wtedy niespełna dwudziestoletniego chłopaka. Przyznam szczerze, że nie rozumiem, jaka siła sprawiła, że ci dwaj mężczyźni zdołali nawiązać nić porozumienia, jestem jednak pewna, że relację, która ich łączy można określić mianem prawdziwej, niekiedy trudnej, przyjaźni.

3. O dwóch takich, co chcieli nakręcić film…

Zauważcie, że sytuacja twórców The Disaster Artist bardzo przypomina okoliczności, w jakich powstawało The Room. W 2003 roku Tommy Wiseau postanowił wyreżyserować film, w którym zagrał główną rolę. W 2017 roku James Franco postanowił wyreżyserować film, w którym zagrał główną rolę. Oglądając obydwa filmy, można wyczuć taką familiarną atmosferę – Tommy tworzy swoją produkcję razem z najlepszym przyjacielem, Franco idzie o krok dalej i do współpracy zaprasza brata i swoich ziomków z Hollywoodu. Podobieństw jest sporo, dlaczego więc efekty w obu przypadkach są tak diametralnie różne? Czemu The Disaster Artist otrzymał nominację do Oscara, a The Room od lat zajmuje najwyższe pozycje w rankingach najgorszych filmów w historii. Pod wpływem impulsu chciałoby się odpowiedzieć, że winę za wszystko ponosi budżet, a raczej jego brak, ten argument należy jednak od razu odrzucić – przypomnę, że The Room kosztował 6 milionów dolarów (dla porównania – Rocky’ego nakręcono za mniej niż milion dolarów…). Nie odkryję Ameryki, stwierdzając, że pieniądze to nie wszystko, ale taki właśnie morał, podany w niebanalnej formie, płynie z The Disaster Artist. Można mieć górę pieniędzy, ale jeśli nie ma się chociaż odrobiny talentu, – wtedy trudno osiągnąć spektakularny sukces, nie tylko w sztuce.

4. Czy warto spełniać marzenia? 

Kino przyzwyczaiło nas do opowieści o ludziach, którzy mimo przeciwności losu cały czas prą do przodu, by w końcu zrealizować swój cel. James Franco zdecydował się przedstawić historię zupełnie inną. Tommy’ego Wiseau zupełnie nieironicznie można nazwać postacią tragiczną, bo z jednej strony jest bardziej zdeterminowany niż większość ludzi, z drugiej zaś – w ogóle nie posiada predyspozycji do osiągnięcia sukcesu w dziedzinie, którą obrał sobie za cel. Czy w takiej sytuacji warto dążyć do spełnienia marzeń? Film nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, podobnie jak nie wynika ona z życiorysu Tommy’ego. Wszak The Room zyskał miano produkcji kultowej – tyle że nie do końca w takim wymiarze, w jakim życzyłby sobie autor tego dzieła.

5. Zrozumieć artystę 

Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co zrobili twórcy The Disaster Artist z materiałem źródłowym i postacią Tommy’ego Wiseau. Przede wszystkim bardzo szanuję braci Franco i w ogóle całą obsadę za to, że podeszli z tak dużą dozą zrozumienia do swoich bohaterów. The Disaster Artist to nie jest kpina, choć można się zaśmiać na niejednej scenie. Film Franco to przede wszystkim próba zrozumienia i przedstawienia widzom złożonej osobowości Tommy’ego Wiseau, który choć pod względem ekscentryczności znacznie wybija się ponad średnią, ma przecież swoje uczucia, wrażliwość, aspiracje. Nie wiem, czy na miejscu Dave’a Franco dałabym radę się nie śmiać i nie odczuwać odrobiny złośliwej satysfakcji, kiedy mój brat wygląda i zachowuje się jak przybysz z innej planety. A w filmie nie czuć ani nuty szyderstwa.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

3 myśli w temacie “You’re tearing me apart! – 5 myśli o „The Disaster Artist”

  1. Nie lubię takich dziwnych filmów. Trochę może nie rozumiem zamysłu, trochę może denerwuje mnie, że idę na film z jakimiś konkretnymi przemyśleniami, a tutaj nie wiedziałabym zupełnie czego się spodziewać

    Polubienie

    1. Chodzi Ci o „The Disaster Artist” czy o „The Room”? Jeśli o ten nowszy film, to wydaje mi się, że dobrze jest przed seansem zobaczyć najpierw „The Room”, żeby mieć pewną bazę, wiedzieć, do czego odnoszą się twórcy. Tak bez kontekstu rzeczywiście może być trochę trudno zrozumieć przekaz.

      Polubienie

  2. Ojej! Swego czasu naśmiewałyśmy się z koleżanką z „The Room” i w pewnym sensie żyłyśmy tym filmem, naśladowałyśmy wiele scen itd. Muszę koniecznie zobaczyć „The disaster artist”.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s