Porozmawiajmy o Oscarze…

Niewiele jest imprez, które potrafią w jednakowym stopniu rozpalić emocje mieszkańców bardzo różnych i odległych od siebie krajów. Do takich wydarzeń należy jednak bez wątpienia zaliczyć przyznanie Nagród Akademii Filmowej, a wcześniej – także ogłoszenie nominacji do Oscarów. Kilka dni temu wśród widzów na całym świecie rozgorzały gorące dyskusje, tylko w Polsce wszystkie głosy są wydają się nieco cichsze i jakby przytłumione. I nic dziwnego – bo jak tu dywagować na temat filmów, które nie miały jeszcze polskiej premiery?

Podczas gdy w innych krajach zwykli, szarzy widzowie, odwiedzający kino choćby i raz w miesiącu, wymieniają się już opiniami na temat filmów nominowanych do Oscara, w Polsce możemy jedynie oglądać zwiastuny produkcji, które w znakomitej większości na ekrany wejdą dopiero w przyszłym tygodniu. Trzy Billboardy za Ebbing. Missouri światową premierę miały czwartego września zeszłego roku, my zaś będziemy mogli go zobaczyć dopiero 2 lutego. Podobnie sprawa ma się z innymi tytułami nominowanymi do Nagrody Akademii w kategorii Najlepszy film. Czwartą władzę widzowie za oceanem po raz pierwszy obejrzeli w grudniu – polska premiera odbędzie się dopiero 16 lutego. Myślicie, że z Kształtem wody, okrzykniętym faworytem tegorocznego rozdania, jest inaczej? A gdzieżby – tutaj różnica wydaje się jeszcze bardziej absurdalna, bo (uwaga, uwaga) wynosi prawie… pół roku.

Taktyka dystrybutorów znana jest od dawna – filmy, które są w kuluarach przedstawiane jako kandydaci do Oscara, zwykle nie trafiają do polskich kin przed lutym. Opóźnienie to jest bardzo korzystne z punktu widzenia marketingowców – po ogłoszeniu nominacji Akademii można bez obaw o pomyłkę napisać na plakatach reklamujących film chwytliwe hasło w rodzaju Nominowany do Oscara, a nierzadko również Zdobywca Złotego Globu. Właściciele kin i dystrybutorzy chcą jak najwięcej zarobić i trudno ich z tego powodu winić. Ale dlaczego przy okazji próbują robić z widzów idiotów?

Przesuwanie polskich premier względem  światowych pokazów jest nieuczciwe z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, i chyba najważniejsze, w przypadku filmów oscarowych taka taktyka pozbawia nas części doświadczenia wynikającego z uczestnictwa w tym ogólnoświatowym oczekiwaniu. W momencie ogłoszenia nominacji ludzie w innych krajach mają już wyrobione opinie na temat wyróżnionych przez Akademię filmów, podczas gdy w Polsce przeciętny  może jedynie opierać się na recenzjach krytyków. Oczywiście – istnieją pokazy przedpremierowe i jeżeli komuś bardzo zależy, pewnie znajdzie sobie kino studyjne, w którym wcześniej puszczany jest chociażby Ladybird (oficjalnie polska premiera będzie w marcu – to chyba tegoroczny rekordzista, jeśli chodzi o opóźnienie) czy właśnie Kształt wody. Jasne, naprawdę zdeterminowany kinoman zawsze sobie poradzi. Chodzi jednak o zasadę. Polska od lat jest traktowana przez dystrybutorów (nie tylko filmów, ale także programów telewizyjnych czy seriali) jak kraj drugiej kategorii. Oczywiście, bywa i tak, że w innych krajach jakiś tytuł pojawia się jeszcze później niż nad Wisłą, ale nie zmienia to faktu, że w większości rankingów i tak pozostajemy w ogonie Europy i świata…

Opóźnienia w pokazywaniu filmów, zwłaszcza tych z oscarowej stawki, stwarzają jeszcze jeden dosyć istotny problem. Nawet jeśli ktoś stara się podchodzić do każdego oglądanego filmu obiektywnie, w przypadku tytułów nominowanych do Nagród Akademii, zachowanie świeżego spojrzenia może być dosyć trudne. Przez trzy tygodnie, które miną od ogłoszenia nominacji do premiery Kształtu wody, z pewnością będzie się dużo mówić o najnowszym obrazie del Toro. Już teraz wiele osób jest przekonanych, że historia uczucia niemej kobiety i humanoidalnej ryby z penisem to mocny kandydat do głównej nagrody w najważniejszej kategorii. Znaczna część z tych, którzy tak twierdzą, nie widziała jeszcze filmu. Nie twierdzę, że Kształt wody to zła produkcja, ale jednocześnie nie wiem, czy wszystkie zachwyty pod jej adresem mają swoje uzasadnienie. Chciałabym iść do kina i jak najszybciej się o tym przekonać, ale dystrybutorzy odbierają nam nie tylko część zbiorowej radości i ekscytacji – pozbawiają nas także możliwości samodzielnego formułowania opinii. Żeby nie sugerować się recenzjami krytyków i komentarzami w internecie, trzeba by chyba na kilka tygodni  odciąć się od wszystkich mediów i wyjechać do Puszczy Białowieskiej (póki jeszcze stoi).

PS: Jakoś tak się składa, że przegapiłam pierwszy odcinek Riverdale po świątecznej przerwie i teraz nie mogę się zmobilizować, żeby obejrzeć jeszcze kolejny. Pamiętam o recenzjach i na pewno w jakiejś formie pojawią się na blogu, ale nie wiem, kiedy dokładnie. Sesja, drodzy Państwo, sesja…

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

6 myśli w temacie “Porozmawiajmy o Oscarze…

  1. Niestety to nie tylko pozbawia emocji, ale też wpływa na opinię. Ciężko potem oglądać już nominowany film i się nie sugerować. Z drugiej strony oczekiwania też drastycznie rosną.
    Plus jest taki, że w lutym będzie na co iść do kina 🙂 Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć „Trzy Billboardy…”.

    Polubienie

  2. Nie działa na mnie ta oskarowa gorączka i bardzo się z tego cieszę, bo przynajmniej nie jestem zawiedziona jesli mój film nie wygra, choć przecież powinien, bo dla mnie jest najlepszy 😛 Nawet nie wiedziałam, które filmy są nominowane oraz że nie miały jeszcze polskich premier 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s