Co łączy polskich youtuberów i himalaistów? – o „Czarnym Lusterku”

Nie wszyscy fani zdążyli obejrzeć cały czwarty sezon Czarnego Lustra, a Netflix już uraczył nas kolejnymi wizjami, bliższej i dalszej, zawsze jednak niezbyt kolorowej przyszłości. Mogłoby się wydawać, że polscy youtuberzy zaproszeni do współpracy przez amerykańską platformę, w najlepszym razie zdołają nakręcić kilka ciekawych historii w luźny sposób nawiązujących do serialu.  Tymczasem – gdyby nie krótszy metraż (i znajome twarze), właściwie trudno byłoby odróżnić produkcje polskich twórców od filmów oficjalnie wchodzących w skład antologii.

Na miniserię Czarne lusterko składają się cztery krótkometrażowe filmy fabularne przygotowane przez najpopularniejszych z polskich youtuberów – Krzysztofa Gonciarza, Martina Stankiewicza, Grupę Filmową Darwin oraz Emce. Podobnie jak w przypadku oryginalnego serialu Netflixa, historie opowiedziane w Czarnym lusterku również opowiadają o zgubnym wpływie technologii na życie człowieka, odcinki nie są jednak ze sobą powiązane, a każdy z nich dotyka nieco innej tematyki. Widać, że autorzy poszczególnych filmów (konsekwentnie nie będę ich nazywać filmikami, bo to określenie w jakiś sposób wydaje mi się deprecjonujące)  mieli realny wpływ na to, jaki kształt przyjmą ich dzieła. Może dlatego cały projekt wyszedł tak dobrze – gdyby Netflix jedynie wynajął Darwinów czy Gonciarza, nie pozostawiając im wolnej ręki, moim zdaniem ta inicjatywa tylko by na tym straciła. Już sam fakt, że Netflix zaprosił do współpracy polskich youtuberów jest dosyć istotny, jednak przyznanie im tak dużej swobody w procesie produkcyjnym stanowi prawdziwą nobilitację. Członkowie G.F.Darwin, Martin, Kasia i Gonciarz nie tylko zagrali w filmach, użyczając swojego wizerunku, ale przede wszystkim napisali scenariusze i wyreżyserowali swoje odcinki. Pewnie bezpieczniejszym wyjściem ze strony Netflixa byłoby zostawienie youtuberom gotowych scenariuszy, spółka jednak się na to nie zdecydowała. I dobrze. Bo to pokazuje, że na świecie ceni się kreatywność polskich twórców.

Nie chciałabym w tym wpisie szczegółowo analizować każdego odcinka – biorąc pod uwagę fakt, że cała inicjatywa jest swego rodzaju eksperymentem, lepiej jest chyba wypowiadać się o serii jako o całości. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że w ten sposób można dojść nawet do ciekawszych wniosków. Niektórych może zaskoczyć wysoki poziom realizacji całego przedsięwzięcia – obraz, udźwiękowienie, scenografia… Wszystko zostało przygotowane tak jak do regularnej produkcji filmowej. Mam dla Was propozycję – pokażcie któryś z odcinków Czarnego lusterka któremuś z rodziców, cioci albo babci, komuś, kto YouTube’a kojarzy jako tę platformę, na której ogląda się śmieszne koty kręcone kamerką internetową. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak szybko ta platforma ewoluowała i jak bardzo stała się sprofesjonalizowana. Przyznam Wam szczerze, że YouTube w pewien sposób mnie fascynuje i chciałabym, żeby kiedyś jakiś naukowiec przeprowadził poważne badania socjologiczne dotyczące tego obszaru internetu. Bo rzeczywiście – jeszcze kilka lat temu na YouTube’a wchodziło się, żeby oglądać teledyski, śmieszne pandy i koale albo ludzi spadających z bieżni na siłowni. Kanały, na których pojawiałyby się merytoryczne treści, jeżeli w ogóle istniały, należały do zdecydowanej rzadkości. Dzisiaj jest ich coraz więcej, mamy Emce Kwadrat, mamy Polimaty, mnóstwo kanałów rozrywkowych, które nie tylko są ciekawsze od tego, co oferuje nam telewizja, ale także znacznie lepiej prezentują się wizualnie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że treści dostępne w internecie,  początkowo tworzone przez amatorów, którzy z czasem stali się coraz bardziej profesjonalni – co do zasady są bardziej interesujące i angażujące niż materiały produkowane przez telewizję. Szkoda tylko, że ludzie z tradycyjnych mediów tego faktu nie dostrzegają.

Na szczęście dostrzegł to Netflix. A właściwie nie sam Netflix, a społeczność międzynarodowa. Oczywiście, może trochę wyolbrzymiam – zrealizowanie jednego projektu z grupą ludzi z odległego kraju gdzieś w Europie Środkowo-Wschodniej nie świadczy jeszcze o jakimś znaczącym podniesieniu rangi Polski na arenie międzynarodowej. Faktem pozostaje jednak to, że polscy twórcy wideo internetowego mają się czym pochwalić, a polskie kanały na YouTubie na tle innych krajów wypadają naprawdę bardzo profesjonalnie. W wielu dziedzinach Polacy są pionierami (w końcu mamy w tym naszym narodowym panteonie Gonciarza, prawda?), ale jakoś na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. Stąd moje skojarzenie z himalaistami. Mało kto wie, że to Polacy wymyślili himalaizm zimowy. Kiedy wyjazdy w najwyższe góry świata w końcu stały się dla polskich wspinaczy łatwiejsze (w PRL-u nie tak łatwo było polecieć do Nepalu), wszystkie ośmiotysięczniki były już zdobyte. Trzeba było coś wymyślić, żeby zapisać się na kartach historii – skoro nie dało się zaliczyć pionierskich wejść na Lhotse czy Mount Everest, można było przynajmniej spróbować po raz pierwszy w historii wdrapać się na te szczyty zimą. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że himalaizm zimowy to nasz sport narodowy – do tej pory polscy wspinacze jako pierwsi ludzie zimą postawili stopy na wierzchołkach dziesięciu z czternastu ośmiotysięczników. Chwalmy się więc polskimi himalaistami. I youtuberami też.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Jedna myśl w temacie “Co łączy polskich youtuberów i himalaistów? – o „Czarnym Lusterku”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s