Nie idźcie oglądać klaty Kriszczjana

Multikino rozpoczęło dzisiaj przedsprzedaż biletów na Nowe oblicze Greya, trzecią (i na szczęście ostatnią) część miłosnych (czy raczej – łóżkowych) perypetii Christiana i Any, miliardera-psychopaty i aspołecznej szarej myszki, których losy z jakiegoś powodu tak zafascynowały miliony czytelników i widzów na całym świecie. Przyznam, że nie rozumiem, czemu po koszmarnie nudnej części drugiej ktoś miałby chcieć iść do kina na zakończenie trylogii. A tym bardziej – czemu z prawie miesięcznym wyprzedzeniem miałby zaopatrywać się w bilety? Żeby inni przypadkiem nie wykupili, czy po to, żeby usiąść bliżej ekranu i poznawać klatę Christiana (i inne części ciała) ze wszystkimi detalami?

nn

Nie ma nic złego w oglądaniu słabych filmów (o czym pisałam chociażby tutaj ) – każdy czasami lubi pośmiać się z nieudolności twórców, z zabawnych dialogów czy wątpliwej jakości gry aktorskiej. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że Pięćdziesiąt twarzy Greya nie jest przykładem kinematografii najwyższych lotów, pierwszą część dało się jednak jeszcze oglądać. Nie w kinie, raczej przed telewizorem ze znajomymi, w wakacyjnej atmosferze, kiedy można się głośno śmiać i wyciszyć aktorów wyraźnie nieradzących sobie z tekstem aktorów, aby włożyć w ich usta bardziej adekwatne, a na pewno dużo zabawniejsze, wypowiedzi, niż zaplanowali to scenarzyści. Pierwsza część trylogii, ze wszystkimi idiotycznymi dialogami i błędami w konstrukcji fabuły, miała całkiem spory potencjał komiczny i jeśli tylko nie podchodziło się do seansu zbyt na poważnie, można było spędzić całkiem zabawny wieczór.

Ciemniejsza strona Greya, zgodnie z tytułem, okazała się produkcją dużo bardziej mroczną, przez co ze słabego, ale przynajmniej śmiesznego, filmu stała się filmem po prostu słabym. I koszmarnie nudnym. Takim, w którym człowiek dostrzega wprawdzie wszystkie błędy, ale tak bardzo go one nie obchodzą, że widz nie ma ochoty nawet szydzić ze scenarzystów i gry aktorskiej. Licząc, że będę mogła się pośmiać tak jak przy pierwszej części, próbowałam przebrnąć przez kolejną odsłonę tej jakże romantycznej sagi. Usnęłam około piętnastej minuty filmu i obudziłam się przy samej końcówce. Mam wrażenie, że niczego z całej historii nie straciłam.

Niby cały internet drwi z tej serii i wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak słaba jest trylogia o Anie i Christianie. A mimo to wciąż istnieje całkiem spora grupa osób, która chce zobaczyć trzecią część. Ba, chce zobaczyć ją tak bardzo, że kupuje bilety na miesiąc przed polską premierą. Przyznam Wam szczerze, że nie rozumiem tego fenomenu. Z co najmniej kilku powodów.

1.Nic Was nie zaskoczy

Już październikowe rozpoczęcie sprzedaży biletów na ósmą część Gwiezdnych Wojen wydawało mi się nieco przedwczesne, w przypadku Star wars ta zbiorowa panika była jednak jeszcze w jakiś sposób uzasadniona – wszak Ostatni Jedi miał dostarczyć publiczności odpowiedzi na nurtujące wszystkich od blisko dwóch lat pytania. Czyją córką jest Rey? Czy Kylo powróci na jasną stronę Mocy? Kim jest Snoke? Nic dziwnego, że najwięksi ani sagi chcieli zapewnić sobie możliwość obejrzenia filmu w jak najwcześniejszym terminie, by po długim oczekiwaniu poznać rozwiązanie chociaż części zagadek.

W przypadku Nowego oblicza Greya nie ma żadnej zagadki. Żadnej. O największym potencjalnym zaskoczeniu filmu dowiedzieliśmy się wszyscy ze zwiastuna i z plakatu, na którym widzimy napis Pani Grey zaprasza. Jeśli ktoś jeszcze się zastanawiał, czy główni bohaterowie będą razem, to największy spoiler zaserwowali nam specjaliści od marketingu.

wed.jpg

2. Romans? Gdzie tu romans? 

Nieustannie się dziwię, dlaczego kolejne części tego filmu zawsze wypuszczane są w okolicach walentynek. Z założenia Pięćdziesiąt twarzy Greya mają prezentować niezwykle emocjonujący romans. Problem tylko w tym, że o uczuciu rzekomo łączącym bohaterów dowiadujemy się z dialogów, nie zaś z akcji. Pomiędzy Dakotą Johnson i Jamiem Dornanem nie ma ani trochę chemii, a w scenach łóżkowych oboje wyglądają, jakby bardzo cierpieli – wcale nie dlatego, że uprawiają seks sadomaso, ale z powodu konieczności przebywania na planie tej nikomu niepotrzebnej produkcji.

gh.jpg

3. Patologia jest sexy 

Podobno milion kobiet na całym świecie pokochały historię Any i Christiana, a Grey stał się ich ideałem mężczyzny, współczesnym odpowiednikiem rycerza na białym koniu. Zauważcie, jaki to paradoks – w mediach z jednej strony prowadzi się kampanie społeczne mające pomóc kobietom doświadczającym przemocy domowej, z drugiej zaś przedstawia miliardera-psychopatę jako wcielenie cnót wszelakich. Nie chodzi nawet o to, że Grey stosuje przemoc w łóżku. Problem z tym bohaterem polega na tym, że Christian ma obsesję kontroli, odcina Anastasię od społeczeństwa, nie daje jej samodzielnie podejmować decyzji, a przede wszystkim – traktuje ją jak swoją własność. Osobiście nie wydawałabym pieniędzy na promowanie takiej patologii.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

 

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

2 thoughts on “Nie idźcie oglądać klaty Kriszczjana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s