Mało gry, mało tronu – kilka słów o „Koronie królów”

To, że Korona Królów w żaden sposób nie będzie dorównywała Grze o tron, wiadomo było od samego początku – wszak sami twórcy nie mieli ambicji (ani budżetu), by stworzyć serial na miarę superprodukcji HBO. Cały czas mogliśmy mieć jednak oczekiwać, że TVP stworzy telenowelę choć trochę nawiązującą poziomem realizacji do tureckiego Wspaniałego stulecia. Po tym tygodniu wiemy już, że i te nadzieje okazały się płonne. Kto by się spodziewał…

korona3

fot. Marcin Makowski

Wiele osób śmiało się z Korony Królów jeszcze przed premierą pierwszego odcinka, przyznaję, ja sama byłam do całego projektu nastawiona dosyć sceptycznie (o swoich przewidywaniach dotyczących serialu pisałam tutaj). Aby jednak nie oceniać całej produkcji jedynie na podstawie krążących w sieci memów i filmików z wpadkami z planu, przemogłam się i obejrzałam trzy odcinki. Trzy! (dodaję wykrzyknik, byście dostrzegli moje poświęcenie). Przed odpaleniem pierwszego miałam jeszcze cichą nadzieję na zobaczenie czegoś oglądalnego. Przy drugim skupiałam się już raczej na wypisywaniu na kartce wszystkich niedorzeczności obecnych w scenariuszu, nieudolnych prób naśladowania Wspaniałego stulecia i, przede wszystkim, koszmarnych dialogów.

Jeżeli wydaje Wam się, że jestem negatywnie nastawiona – nic z tych rzeczy. Chociaż oczywiście wiele rzeczy wskazywało wcześniej, że Korona Królów okaże się katastrofą, wcale nie musiało tak być. Teoretycznie akcja serialu została osadzona w naprawdę interesującym momencie historii Polski i Europy. Dwór wydaje się idealnym miejscem do spiskowania, rycerskie potyczki i bitwy wprowadzają element dramatyczny. Świat wypełniony książętami, rycerzami i pięknymi damami fascynuje ludzi od lat, z czego w dużej mierze wynika popularność opowieści fantasy. Całe to średniowieczne uniwersum ze wszystkimi swoimi archetypami i nieco baśniowymi  elementami w połączeniu z prawdziwymi wydarzeniami z historii Rzeczypospolitej mogłoby stanowić podstawę do nakręcenia porządnego, trzymającego w napięciu serialu. Mogłoby. Problem tylko z tym trybem przypuszczającym.

korona2.jpg

fot. Marcin Makowski

Co nie zagrało? Tu Was zaskoczę – moim zdaniem wcale nie strona techniczna. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu pierwszego odcinka nawet zdziwiłam się, że obraz wygląda tak dobrze. Mając w pamięci wyjątkowo niekorzystne zdjęcia z planu, które zaczęły krążyć w sieci w wakacje, spodziewałam się, że będzie dużo gorzej. Wprawdzie momentami, zwłaszcza przy scenach kręconych we wnętrzach, kadry są zbyt jasne i wyglądają trochę tak, jakby nałożono na nie filtry z instagrama, ale odnoszę wrażenie, że duża część polskich seriali jest zbyt doświetlona.

Wizualnie Korona Królów nie zachwyca i nie ma co porównywać jej z produkcjami takimi jak Gra o tron czy Filary ziemi, bo zwyczajnie TVP nie przeznaczyła na nakręcenie tej telenoweli aż tak dużego budżetu. Podobno nakręcenie jednego odcinka kosztuje mniej niż 200 tys. zł, pastwienie się więc nad tym, jak serial wygląda od strony wizualnej, jest trochę niesprawiedliwe. Można nakręcić ciekawą, wciągającą historię z dobrze napisanymi bohaterami i odpowiednio zarysowanymi konfliktami, nawet jeżeli dysponuje się niewielkim budżetem. Gdyby w Koronie Królów postaci miały chociaż trochę charakteru, a relacje między nimi wydawały się wiarygodne – można by twórcom wybaczyć wszelkie niedociągnięcia związane z wyglądem kostiumów i scenografii. Takich postaci z krwi i kości jednak brak. To, że kiedyś istniały naprawdę, nie wystarczy, by można było w nie uwierzyć.

korona1

fot. Marcin Makowski

Największy problem Korona Królów ma ze scenariuszem, z dialogami i z grą aktorską – czyli ze wszystkimi tymi elementami, które stanowią o sile dobrego serialu. Skopiesz jeden z nich i wychodzi serial w najlepszym razie przeciętny. Skopiesz wszystkie – … No, sami wiecie.

Nie wymagam (i myślę, że żaden rozsądny widz nie wymaga) od telenoweli skomplikowanych intryg, nadmiernej psychologizacji postaci czy rozważania problemów egzystencjalnych. Telenowela to taki gatunek, przy oglądaniu którego można rozwiązywać krzyżówki, czy obierać ziemniaki – raczej nikt nie siedzi bez ruchu i nie śledzi w napięciu rozwoju wydarzeń na ekranie. Nie zwalnia to jednak twórców z obowiązku logicznego konstruowania fabuły. A tutaj takiej brakuje. Serio, większość zwrotów akcji (nazwijmy to tak szumnie) pojawiających się w tym serialu wydaje mi się zupełnie przypadkowa i raczej nie stanowi wyniku jakiejś, chociażby pobieżnej, refleksji scenarzystów. W pierwszym odcinku litewska księżniczka Aldona, córka Giedymina, zostaje wydana za Kazimierza, przyszłego króla Polski. Dziewczyna raczej była niechętna temu związkowi – na Litwie ma ukochanego (przypominającego ojca Legolasa z Hobbita), poza tym musi przyjąć chrzest, choć tak naprawdę nie wierzy w Chrystusa. Wydaje się, że ten wątek można by przerodzić w ciekawy konflikt. W jaki sposób Aldona (przechrzczona na Annę) odnajdzie się na polskim dworze? Czy między nią a Kazimierzem pojawi się prawdziwe uczucie, a jeśli tak – to jak do tego dojdzie? No, niestety tego się nie dowiadujemy, bo w następnym odcinku scenarzyści przenoszą akcję o siedem lat do przodu, porzucając potencjalnie interesujący wątek, pozostawiając widzów bez jakichkolwiek wyjaśnień. Żeby to jeszcze miało jakieś uzasadnienie w fabule. Znajduję tylko jedno – chcą pchnąć akcję do przodu, żeby jak najszybciej uśmiercić Łokietka. Tak… To ma sens.

korona4.jpg

fot. Marcin Makowski

Korona Królów w całości składa się właściwie tylko z kiepskich dialogów wypowiadanych przez kiepskich aktorów. W czasie rozmowy Kazimierza z Łokietkiem, młody książę w pewnym momencie wskazuje na miecz ojca i mówi: To Szczerbiec, miecz koronacyjny królów Polski. Serio? Nie zorientowałabym się, gdyby tego nie powiedział. Idealnym dopełnieniem tej sceny byłoby wyjście obu aktorów przed zamek, wskazanie na Wawel i wyjaśnienie widzom: Oto Wawel, tutaj mieszkamy, tu się koronujemy. Rozumiem, że ten serial ma edukować, ale tak nachalnej, źle przeprowadzonej ekspozycji dawno nie widziałam. Momentami niektóre kwestie przypominają teksty ze szkolnych przedstawień, a wrażenie to potęguje fakt, że obsada nie potrafi grać. Nie piszę tego zgryźliwie, stwierdzam tylko coś, co zaobserwować może każdy widz. Aktorka grająca Aldonę/Annę ma fatalną dykcję, momentami sepleni i zastanawiam się, czy scenarzyści chcieli w ten sposób podkreślić, że Anna nie pochodzi z Polski. Mam nadzieję, że to jednak ta dykcja, bo Litwini mogliby się obrazić…

korona 1.jpg

W dwóch słowach – nie wyszło. Po prostu. Nie jestem nawet szczególnie rozczarowana, bo też niczego nie oczekiwałam po tej produkcji, ale z drugiej strony – trochę mi smutno. Bo Polacy już nie raz pokazali, że potrafią kręcić filmy i seriale na światowym poziomie – dlaczego więc telewizja publiczna wciąż się tego nie nauczyła?

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

6 thoughts on “Mało gry, mało tronu – kilka słów o „Koronie królów”

  1. Taka uboga krewna Gry o tron… tak właśnie podejrzewałam jak widziałam migawki w reklamach. Brrrr! Wiedźmin był złe zrobiony, ale przynajmniej miał białego! No i był Wiedzminem 😉

    Polubienie

  2. Taka uboga krewna Gry o tron… tak właśnie podejrzewałam jak widziałam migawki w reklamach. Brrrr! Wiedźmin był złe zrobiony, ale przynajmniej miał białego! No i był Wiedzminem 😉 chciałam ładnie napisać komentarz, ale krzyczy mi tu coś, ze jest juz taki komentarz 😤

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s