Kiedy przeszczep się nie przyjmie, czyli o Świętach w popkulturze

Co roku, ledwie wrócimy z cmentarza po Wszystkich Świętych, a już zaczynamy nadstawiać uszu, czy przypadkiem jakaś stacja radiowa nie wyrwie się przed szereg i w połowie listopada nie puści na antenie Last Christmas. I chociaż wszyscy głośno przyznajemy, że to za wcześnie, to i tak założę się, że większość z nas w głębi duszy nie może się doczekać, żeby po raz kolejny usłyszeć te same piosenki…

Każde Boże Narodzenie wygląda właściwie tak samo (chyba że akurat spadnie dwucentymetrowa warstwa śniegu – wtedy można cieszyć się namiastką białych świąt). Święta są do siebie podobne nie tylko ze względu na to konieczność wykonania pewnych czynności, czy to związanych z tradycją kościelną, czy świecką. Nie będę specjalnie oryginalna, stwierdzając, że dla sporej części społeczeństwa przeżywanie Gwiazdki nie wiąże się z doznaniami duchowymi, lecz ma raczej wymiar bardziej komercyjny. Świąteczną atmosferę tworzą raczej repertuar radiowy i telewizyjny. Nie muszę chyba dodawać, że co roku niemalże identyczny. Kiedyś denerwowało mnie, że regularnie, co dwanaście miesięcy nadawcy karmią nas tymi samymi piosenkami i filmami, powoli jednak zaczynam w tym szaleństwie dostrzegać metodę.

pexels-photo-704218 (1).jpeg

Jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się logiczne, że skoro większość ludzi ma w Święta wolne i prawdopodobnie spędza jedne z najbardziej leniwych dni w ciągu całego roku, to dobrym posunięciem ze strony stacji telewizyjnych byłoby uwzględnienie w swoich ramówkach nowych, ciekawych filmów, które publiczność chciałaby oglądać. Tymczasem regularnie, co dwanaście miesięcy, serwuje się nam Kevina, Pana Wołodyjowskiego (nadal nie rozumiem, dlaczego ktoś uznał kiedyś, że to pozycja idealna na Boże Narodzenie…), To właśnie miłość, a od jakiegoś czasu także Listy do M. Filmy, które większość z nas z pewnością widziała po kilka, kilkanaście razy w życiu. Nagradzane, wartościowe produkcje lecą natomiast zazwyczaj o jakichś chorych godzinach w środku zwykłego tygodnia pracy. Gdzie tu sens?

Ano logikę i sens takiego stanu rzeczy da się dostrzec, wymaga to jednak chwili refleksji. Dla wielu osób oglądanie tych samych programów co roku jest taką samą tradycją jak ubieranie choinki czy lepienie pierogów. Przez dwadzieścia lat życia (no dobra, może trochę mniej)  nie znudziło mi się jedzenie piernika i picie barszczu (z kartonu), więc dlaczego komuś miałoby zbrzydnąć oglądanie tego samego filmu? Jeśli przeżywanie przygód Kevina pomaga wczuć się komuś w świąteczny klimat, dlaczego miałabym krytykować ten sposób przeżywania Gwiazdki?

pexels-photo-383646.jpeg

Fakt, że w telewizji lecą w Święta prawie same głupoty, sprzyja zacieśnianiu relacji rodzinnych.  Kiedy ma się do wyboru rozmowę z kuzynami i obejrzenie po raz tysięczny Expressu Polarnego, prawdopodobieństwo wybrania interakcji znacząco wzrasta. No, chyba że darzy się tych kuzynów wyjątkową niechęcią, wtedy nawet oglądanie świątecznego wydania Jaka to melodia? staje się kuszącą alternatywą. Z jednej strony – mamy w Boże Narodzenie znacznie więcej czasu niż zwykle, z drugiej jednak wypadałoby te kilka dni spędzić w towarzystwie rodziny. Jasne, przed telewizorem też można świętować, opychać się ciastami i rozmawiać o chorobach i ostatnich operacjach ciotek i wujków, ale jednak kiedy prowadzi się takie niezobowiązujące pogawędki przy kawie, człowiek skupia na wydarzeniach na ekranie jedynie połowę swojej uwagi. Święta nie są więc chyba odpowiednim czasem na oglądanie filmów oscarowych czy tych nagrodzonych na europejskich festiwalach. Niektóre produkcje aż szkoda oglądać jednym okiem. A takie Listy do M. mogą sobie lecieć w tle, bo i tak nikogo nie obchodzi Karolak biegający po planie w stroju świętego Mikołaja…

Jaki jest więc idealny film na Święta? Ciepły, niezbyt skomplikowany, z pozytywnym przesłaniem. Najlepiej, jeśli na ekranie pojawia się dużo śniegu, mikołajów i prezentów, a bohaterowie nie muszą się zmagać z nadmiernymi trudnościami, no bo przecież jest Gwiazdka – dajmy odpocząć też postaciom fikcyjnym, i tak dostają po tyłku przez resztę roku. Można powiedzieć, że filmy tego typu są zbyt schematyczne, a ich prościutka, przewidywalna fabuła i obowiązkowy happy end często wręcz obrażają inteligencję widza. Jasne, pełna zgoda. Tylko czy właśnie nie taką radosną (nawet iluzoryczną) atmosferę chcemy stworzyć w naszych domach? Oglądanie roześmianych postaci tańczących wokół choinki może w tym pomóc. Oglądanie melodramatu o chorych na białaczkę przeżywających swoje ostatnie Święta w szpitalnej stołówce – niekoniecznie.

pexels-photo-250177.jpeg

Na całe szczęście, nie ma obowiązku spędzania Bożego Narodzenia przed telewizorem. Świąteczny repertuar z założenia odpowiada chyba gustowi ogółu, jeśli jednak czujecie, że nawet w Gwiazdkę nie potraficie zniżyć się do poziomu, poniżej którego już dawno spadły bożonarodzeniowe filmy – nic nie stoi na przeszkodzie, byście obejrzeli sobie coś we własnym zakresie. W czasach Netflixa i VOD to nie powinno być trudne. Proszę Was tylko o jedno – nie oglądajcie żadnych tureckich czy koreańskich dramatów. Nie róbcie sobie tego w Wigilię.

Wesołych Świąt!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 thoughts on “Kiedy przeszczep się nie przyjmie, czyli o Świętach w popkulturze

  1. Ej, co masz do Jaka to melodia? Lubię ten program 😉 a tak serio to już dawno przestałam wierzyć, że telewizja robi coś dla widza – puszcza fajne filmy o porządnych godzinach, chce jego rozwoju czy nawet kulturalnej rozrywki. Telewizja karmi nas w kółko tym samym naprzemiennie z tabletkami na hemoroidy i menopauzę ;(

    Polubienie

  2. Na pewno jest w tym trochę racji. Jak dla mnie te świąteczne wystawy w sklepach są zdecydowanie za wcześnie, ale gdy teraz jest już bardzo blisko Świąt, to podoba mi się oświetlone ozdobami miasto. Co do filmów to w Święta chyba nie oglądam ich tak dużo, bo większość czasu siedzę z rodziną i jest wielki gwar rozmów, śpiewania kolęd itd. Lubię Kevina, jednak miło by było oglądnąć coś nowego, czego jeszcze nie widziałam. Tak samo jest z piosenkami, dlatego zapraszam do siebie, mam krótką listę raczej mniej znanych piosenek świątecznych, może akurat coś Cię zainteresuje. Pozdrawiam:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s