„Dark” godnym następcą „Stranger things”?

Na premierę pierwszego niemieckojęzycznego serialu Netflixa wcale nie czekałam, ba – nie wiedziałam nawet, że są plany wypuszczenia takiej produkcji. Kilka dni temu coś mnie jednak podkusiło, żeby w przerwie między nauką do jednego i drugiego kolokwium, zobaczyć, co też nowego pojawiło się na platformie. Zanim się spostrzegłam, na ekranie pojawiły się napisy końcowe po ostatnim odcinku.

Recenzja nie zawiera spoilerów.

darkk.jpg

Akcja Dark rozgrywa się w małym niemieckim miasteczku Wilden, położonym (dosłownie i w przenośni) w cieniu ogromnych reaktorów jądrowych pobliskiej elektrowni atomowej. Już sam tytuł sugeruje, że cały serial będzie mroczny, niepokojący i pełen tajemnic. Być może dla widzów z Europy nawet bardziej niż dla publiczności z innych części świata, w popkulturze mieliśmy już bowiem dziesiątki obrazów amerykańskiej prowincji, na której (zwykle w okolicach halloween) zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Bez obaw – Dark nie należy do tanich horrorów wykorzystujących schematy przemielone przez kino już tysiące razy. W zasadzie w ogóle nie jest horrorem, a niezwykłą mieszanką thrillera, kryminału, serialu obyczajowego i science-fiction.

Posępną, niepokojącą atmosferę czuć już od pierwszego odcinka, kiedy to bez śladu znikają dwaj chłopcy. Dark nie daje się jednak zaszufladkować jako prosta historia kryminalna, śledztwo policyjne szybko schodzi na dalszy plan, kiedy na jaw wychodzą sekrety z przeszłości. Okazuje się, że ponad trzydzieści lat wcześniej, w zapomnianym przez Boga i ludzi, położonym niemalże na krańcu świata, gdzieś w zachodnich Niemczech, Wilden, miały miejsce równie niejasne wydarzenia, które nie pozostały bez wpływu na losy czterech rodzin. Aż chciałoby się napisać, że historia lubi się powtarzać, ale w przypadku Dark nie da się zastosować tego wyświechtanego cytatu. Dlaczego miałoby się dać, skoro cała historia wymyka się wszelkim schematom?

dark.jpg

Od strony technicznej serial prezentuje się bardzo dobrze, widać, że Netflix wyłożył spore pieniądze, żeby zrealizować produkcję na amerykańskim poziomie. Jednocześnie jednak da się zauważyć dużą różnicę między sposobem prowadzenia narracji w Dark i w filmach kręconych za oceanem. Chłodna paleta barw, momentami dosyć powolny rozwój akcji i pogłębiona analiza psychologiczna bohaterów przywodzą na myśl raczej kino skandynawskie niż obrazy kręcone w Hollywood. To cieszy, bo jeżeli Netflix nadal będzie chciał inwestować w produkcje lokalne, to istnieje nadzieja, że będą one w dosyć wiarygodny sposób uwzględniać atmosferę danego regionu.

Dark występuje naprawdę dużo bohaterów i, szczególnie na początku, trzeba z uwagą śledzić akcję, by nie pogubić się, kto jest kim. Z jednej strony mamy w serialu zarysowanych mnóstwo postaci i wątków, z drugiej zaś – wszystkie wydają się bardzo dopracowane i trudno wytknąć twórcom jakiekolwiek dziury scenariuszowe. Historia w żadnym momencie nie wydaje się naciągana, w żadnym odcinku nie miałam poczucia, że scenarzyści zastosowali jakieś głupie rozwiązanie fabularne, ponieważ nie wiedzieli, jak popchnąć akcję do przodu. Każda scena logicznie wynika z innej, a jeżeli nawet przez pewien czas nie wiemy, o co dokładnie chodzi, to możemy mieć pewność, że prędzej czy później wszystko zostanie na ekranie wyjaśnione.

dark-netflix-trailer.png

Kiedy w czołówce pierwszego odcinka zobaczyłam napis Netflix präsentiert, wybuchnęłam śmiechem i zwątpiłam, czy uda mi się przez dziesięć odcinków słuchać języka niemieckiego, który, delikatnie mówiąc, dla ucha zbyt miły nie jest. Udało się. W zetknięciu z grą aktorską na tak wysokim poziomie człowiek przestaje nawet zwracać uwagę na fakt, że musi kibicować bohaterom, którzy noszą imiona takie jak Jonas czy Ulrich. A przyznaję, że obsada ma co grać. Biorąc pod uwagę fakt, że na ekranie pojawia się stosunkowo wielu bohaterów, nie wszystkim dano tyle samo czasu, by mogli przekonać do siebie publiczność. Obsada wypada jednak zaskakująco dobrze i przede wszystkim – równo.

Aby nie psuć Wam zabawy z seansu, nie mogę napisać zbyt wiele o fabule, ale uwierzcie mi, że naprawdę warto dać szansę Dark. W internecie można przeczytać, że serial ten jest niemieckojęzyczną odpowiedzią na Stranger things, jednak wydaje mi się, że to stwierdzenie może całej produkcji bardziej zaszkodzić niż pomóc. Choć w obu produkcjach dużą rolę odgrywa nostalgia za latami 80. i kiczowatą atmosferą tamtej dekady, w każdej z historii nawiązania do czasów minionych są umieszczone w nieco innym kontekście. Dark poza tym wydaje się serialem dużo mroczniejszym i poważniejszym niż Stranger things, które jednak posiada ogromne pokłady humoru. Jeśli już coś te dwa seriale łączy, to fakt, że nikt na nie czekał, a mimo to obydwa mają potencjał do stania się światowymi hitami. Stranger things ten status osiągnęło już w zeszłym roku. Pytanie, jak potoczą się losy Dark.

Ocena: 9/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

5 myśli w temacie “„Dark” godnym następcą „Stranger things”?

  1. Wypowiem się jako osoba, która pół życia spędziła oglądając niemiecką telewizję. Od pierwszego momentu, kiedy usłyszałam o Dark, czułam małe podniecenie. W końcu odkąd wyprowadziłam się z domu nie mam dostępu do niemieckiej telewizji ani w legalny, ani w mniej legalny sposób (Niemcy mają fioła na punkcie praw autorskich). Dlatego, kiedy zobaczyłam, że na Netflixie pojawi się serial niemiecki i nawet będzie można go obejrzeć w oryginale, zaczęłam niemal podskakiwać.
    Sam serial jest świetny, jak napisałaś. Jedynie jedna rzecz nie do końca mi się podoba. Wprowadzono tu bardzo dużo postaci, jak na tak małą liczbę odcinków. Dlatego ciężko jest się przywiązać do kogokolwiek, bo po prostu bohaterowie mają zbyt mało czasu antenowego „na głowę”. A seriale oglądam właśnie dlatego, że lubię się przywiązywać.
    Jestem teraz na piątym albo szóstym odcinku (nie lubię binge-watchingu), więc to może się jeszcze zmienić.

    Polubienie

    1. To ciekawe, co piszesz, bo owszem – zauważyłam, że wprowadzono dużą liczbę bohaterów, ale jednocześnie nie mam wrażenie, że nie zostały one wystarczająco rozwinięte. Postaci pierwszoplanowe moim zdaniem zarysowano całkiem porządnie, ja się przywiązałam do Ulricha i naprawdę mu kibicowałam 🙂 Wydaje mi się jednak, że to nie jest błąd narracji, tylko po prostu zwracamy uwagę na inne elementy w serialach, ja chyba nie mam aż takiej potrzeby przywiązywania się do postaci.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s