Wstyd! Scenarzysta był pijany – recenzja Riverdale s2e7

Po dwutygodniowej przerwie spowodowanej obchodzonym w USA Świętem Dziękczynienia na Netflixie pojawił się kolejny odcinek Riverdale. Odcinek, który powinien w jakiś sposób zrekompensować widzom kilkunastodniowe oczekiwanie. Czy sprostał temu zadaniu?

Wielokrotnie podkreślałam, że ekipa odpowiadająca za kręcenie Riverdale bawi się różnymi motywami i gatunkami, tworząc połączenia, które z jednej strony zaskakują, z drugiej zaś nawiązują do starych przyzwyczajeń widzów obeznanych z różnymi dziełami popkultury. W siódmym odcinku twórcy zdecydowali się dodatkowo na jeszcze jeden zabieg, mający urozmaicić akcję, a mianowicie poeksperymentowali z czasoprzestrzenią i w ciągu pięćdziesięciu minut przedstawili trzy osobne (aczkolwiek połączone ze sobą) historie z perspektywy różnych bohaterów. Zabieg ten nie jest oczywiście niczym nowatorskim i szczególnie odkrywczym, jednak w Riverdale nie został on jeszcze wykorzystany, dlatego też siódmy odcinek jawi się jako wyraźnie bardziej urozmaicony niż poprzednie odcinki. Jeżeli nie w warstwie fabularnej, to na pewno w technicznej.

Oczywiście, normalny widz niecierpiący na nerwicę natręctw nie ogląda raczej seriali po to, aby analizować obecne w nim zabiegi narracyjne. Zawsze najważniejsza jest opowiedziana na ekranie historia, dlatego też skupmy się na tym, co wydarzyło się w tym  amerykańskim centrum grzechu i rozpusty (przynajmniej zdaniem Black Hooda), jakim jest Riverdale. A wydarzyło się z pewnością sporu. Może nawet trzy razy więcej niż zwykle, ze względu na to, że przecież ostatni odcinek składał się właściwie z trzech różnych sekwencji.

jo.jpg

Na samym początku trzeba scenarzystów opieprzyć. Za co? Ano za lenistwo. Bo przecież cały odcinek zaczyna się od sceny, w której Betty i Jughead, jak gdyby nigdy nic, leżą obok siebie na łóżku i zdają się nie pamiętać o dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się między nimi w ciągu ostatnich tygodni. Dlaczego Betty nie wyjaśniła Jughedowi motywów swojego postępowania? Czy w ogóle doszło między nimi do jakiejś rozmowy, a jeżeli tak, to dlaczego odbyła się ona poza kamerami? Jedynym sensownym wytłumaczeniem tego niedopatrzenia wydaje się nieporadność scenarzystów, którzy nie wiedzieli, w jaki sposób rozwiązać całą sytuację. Tak się nie robi. Nie po to przez kilka odcinków rozwija się jakiś, bardzo dramatyczny zresztą, wątek, żeby nagle urwać go niespodziewanie, wywołując u widzów uczucie konsternacji.

Tę swoistą demencję scenarzystów można na szczęście wybaczyć, choć nie bezwarunkowo. Choć twórcy zdają się zapominać o pewnych wydarzeniach, które miały miejsce całkiem niedawno, ich skleroza nie dotyczy pamięci długotrwałej. W całym sezonie drugim powraca bowiem mnóstwo postaci i wątków, które teoretycznie mogłyby się już nigdy nie pojawić na ekranie. W siódmym odcinku zobaczyliśmy chociażby Chucka, który w poprzednim sezonie w dosyć drastyczny sposób został spacyfikowany przez Betty i Veronikę. Dobrze wiedzieć, że postaci które raz pojawiły się w serialu, nadal gdzieś istnieją i rozwijają się, choć niekoniecznie przed kamerami. Uwzględnianie w fabule postaci drugo- i trzecioplanowej wydaje się szczególnie istotne z punktu widzenia fanów komiksu, którzy często oglądają Riverdale, porównując wydarzenia z wersji filmowej z tym, co pamiętają z zeszytów i albumów. W drugim sezonie da się wyraźnie zauważyć, że twórcy dużo więcej czasu poświęcają postaciom, które wcześniej były nieco marginalizowane i wykorzystywane tylko do popychania konkretnych wątków na przód. W siódmym odcinku dowiedzieliśmy się nie tylko, co słychać u Chucka, ale także poznaliśmy bliżej Josie. Trochę liczyłam wprawdzie na to, że powróci problem jej relacji ze zbyt wymagającym ojcem, ale może jeszcze kiedyś postać jazzmana się jeszcze pojawi. W tym odcinku wprowadziłby chyba tylko zbyt wiele zamieszania.

jos.jpg

Muszę przyznać, że zanim Betty głośno sformułowała podejrzenie, jakoby to szeryf Keller był Black Hoodem, przez chwilę sama uważałam, że to ojciec Kevina kryje się za maską zabójcy. Oczywiście kiedy tylko Betty powiedziała Veronice o swych przypuszczeniach, stało się jasne, że to raczej nie stróż prawa odpowiada za morderstwa – gdyby tak było, z pewnością nie poinformowano by o tym widzów w samym środku sezonu. Sposób, w jaki zbudowano napięcie i próbowano przekonać publiczność co do winy policjanta, dowodzi jednak, że scenarzyści w bardzo sprawny sposób mylą tropy i pozwalają fanom Riverdale uwierzyć, że zdołali rozwiązać zagadkę. Gdyby (przed tym, jak Betty zaczęła to swoje godne pożałowania polowanie na czarownice) ktoś chciał się ze mną założyć o to, kim okaże się Black Hood, bez wahania postawiłabym na szeryfa Kellera. Oczywiście, najpierw musiałabym mieć pieniądze…

kel.png

Gdyby nie było pewne, że Black Hood to mężczyzna, można by było odnieść wrażenie, że Cheryl ma coś wspólnego z tym uzbrojonym psychopatą. Z jakiegoś przecież powodu wysyłała Josie i jej matce pogróżki. Ale w przypadku Cheryl wszystko jest możliwe. Najbardziej prawdopodobne, że po prostu musiała dać upust swoim sadystycznym zapędom – wszak od paru miesięcy nie doprowadziła do niczyjego poparzenia… A to już całkiem sporo.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

3 thoughts on “Wstyd! Scenarzysta był pijany – recenzja Riverdale s2e7

  1. Strasznie mnie rozczarował ten odcinek. Tyle czasu czekałam, a tutaj taki klops. Fakt, że miedzy B i J nic się nie stało tez mocno mnie zastanawia. Ktoś tutaj próbuje na sile szybko rozwiązać wszystkie zamierzone wątki…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s