Nie taka „Cicha noc” – recenzja

Mam taki zwyczaj, że przed Bożym Narodzeniem staram się iść do kina na jakiś film o tematyce świątecznej. Taki lekki, przyjemny, w którym niezależnie od tego, jakie problemy napotkali bohaterowie w trakcie rozwoju historii, w ostatniej scenie wszyscy i tak łapią się za ręce i tańczą wokół choinki, bo przecież jest Gwiazdka. Cicha noc Piotra Domalewskiego wprawdzie opowiada o świętach, jednak dramat ten z pewnością nie jest filmem łatwym w odbiorze. Ale wiecie co? W ogóle mi to nie przeszkadza. Bo dawno nie widziałam tak realistycznego przedstawienia polskiego Bożego Narodzenia na ekranie.

Recenzja nie zawiera spoilerów.

ciii.jpg

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam plakat reklamujący Cichą noc, odruchowo pomyślałam – To nie mogło się udać. Rodzina przy stole, na środku oczywiście wódeczka, a pod spodem napis Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Takie hasło może mieć tylko komedia, a jak wiadomo – ostatnia dobra polska komedia ujrzała światło dzienne jakieś dwie dekady temu… Na szczęście po pierwszym złym wrażeniu przyszła pora na refleksję, zerknęłam na obsadę coś zaczęło mi się nie zgadzać. Dawid Ogrodnik i Arkadiusz Jakubik są kojarzeni raczej z bardziej ambitnymi produkcjami, dlaczego więc nagle mieliby być tak zdesperowani, żeby wystąpić w jakimś głupawym filmie? No i najważniejsze – czemu jury na festiwalu w Gdyni miałoby przyznać główną nagrodę Piotrowi Domalewskiemu, reżyserowi Cichej nocy?  

Cicha noc jest filmem zupełnie innym, niż można by się spodziewać jedynie po zerknięciu na ulotki w kinie. W żadnym razie nie jest to głupia komedia wyszydzająca biednych Polaków, którzy do barszczu dolewają Wyborową, a do kompotu spirytus. Wbrew opinii wielu osób, Domalewski nie próbował nakręcić historii w stylu Wojciecha Smarzowskiego, fakt – w obsadzie znajdziemy ulubionego aktora Smarzowskiego, Arkadiusza Jakubika, a w jednej ze scen bohaterowie biegną z siekierą przez las, to jednak chyba zbyt mało, by stwierdzić, że Cicha noc to nowe Wesele. Budowanie, świadome bądź nie, kampanii reklamowej wokół tego skojarzenia to moim zdaniem błąd, który wprawdzie przyciągnie do kina fanów reżysera Drogówki i Domu złegoale jednocześnie odstraszy tych, którzy za twórczością Wojciecha Smarzowskiego nie przepadają. Jeśli więc nie zamierzaliście kupować biletów na Cichą noc, ponieważ obawialiście się, że nie zniesiecie półtoragodzinnej ekranowej libacji – bez obaw. Alkohol stanowi w tym filmie jedynie rekwizyt.

cii.jpg

Główny bohater filmu, Adam (Dawid Ogrodnik), na co dzień pracujący w Holandii, niespodziewanie wraca na święta do domu. Można by pomyśleć, że rodzina będzie wniebowzięta z powodu przyjazdu najstarszego syna, jednak zarówno rodzice, jak i rodzeństwo reagują na pojawienie się chłopaka raczej chłodno. Są oczywiście uściski i pocałunki, brakuje jednak słów, które powinny paść między bohaterami – kto jednak miałby czas na poważne rozmowy w tak pracowity dzień jak 24 grudnia, kiedy w przerwie między lepieniem pierogów i pieczeniem ciasta trzeba jeszcze ukraść sąsiadowi choinkę? Adam chciałby może poruszyć w dyskusji pewne ważne kwestie, ale nie umie dogadać się ani z ojcem, który połowę życia spędził na emigracji, ani z młodszym bratem Pawłem (Tomasz Ziętek), chowającym jakąś urazę.

ci.jpg

Domalewski ma niezwykły talent do wyczuwania i przedstawiania rzeczywistości. Cicha noc dotyka ważnego problemu emigracji, dotychczas mało obecnego w polskim kinie, jednak robi to w sposób bardzo subtelny. Na siłę tego filmu składają się pojedyncze sceny, do złudzenia przypominające sytuacje, które każdego 24 grudnia rozgrywają się w większości polskich domów. Oglądając Cichą noc, nie da się wyczuć nawet nutki fałszu. Ileż to razy widzieliśmy na ekranie szczęśliwe rodziny śpiewające razem kolędy przy wigilijnym stole i zastanawialiśmy się, dlaczego w naszym domu babcia woli włączyć Jaka to melodia? Domalewski zamiast pokazać nam roześmianych, szczęśliwych ludzi, portretuje rodzinę, która zamiast zaintonować Dzisiaj w Betlejem, woli posłuchać występu Beaty Kozidrak. Rodzinę, w której członkowie młodszego pokolenia wolą pisać na messengerze, zamiast zajmować się całą tą krzątaniną. Rodzinę, w której dziadek (piękna scena!) zamiast w dużym pokoju, woli sobie posiedzieć w nowiutkim samochodzie, żeby chociaż raz mieć fajne święta.

Psychologia postaci jest w Cichej nocy dopracowana do perfekcji. Jestem przekonana, że każdy widz odnajdzie wśród bohaterów przynajmniej kilka osób, które będą przywodzić mu na myśl członków własnej rodziny. Rodzice i rodzeństwo Adama mają swoje, mniejsze i większe, wady, nikt nie zostaje jednak przedstawiony w sposób jednoznacznie negatywny.  Ta rodzina to zbiorowisko nieszczęśliwych ludzi, których relacje zostały w dużej mierze zniszczone przez emigrację. Widać, że wśród bliskich reżysera były i są osoby, które wyemigrowały w celach zarobkowych – Domalewski unika patetycznego tonu, a problemy rodzinne przedstawia z dużą dozą subtelności, ale również humoru (choć momentami czarnego).

Do wczoraj miałam wrażenie, że najlepszym filmem, jaki widziałam w tym  roku, zostanie Sieranevada , ale chyba jednak rumuńska produkcja spadnie na drugą pozycję w moim prywatnym rankingu. Jeżeli polskie debiuty mają wyglądać tak jak Cicha noc, to mam nadzieję, że co roku będą pojawiać się nowi debiutujący reżyserzy.

Ocena: 9/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

2 thoughts on “Nie taka „Cicha noc” – recenzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s