Mamo, wyjdźmy już z kina – recenzja „Mother”

Na Mother! byłam już jakiś czas temu, ale przez kilka dni nie mogłam się zebrać do napisania recenzji. Darrena Aronofsky’ego pewnie ucieszyłaby taka wiadomość – można by odnieść wrażenie, że tak długo rozmyślałam nad najnowszym dziełem reżysera, ponieważ film tak bardzo mną wstrząsnął i tak bardzo mnie zafascynował, że ostatni tydzień spędziłam na analizowaniu wszystkich symboli i kulturowych nawiązań… Nie do końca tak było. Po prostu musiałam się zastanowić, czy w ogóle chce mi się recenzować tę pretensjonalną kupę, jaką jest Mother! 

Recenzja nie zawiera spoilerów.

O kinie Aronofsky’ego można napisać wiele, ograniczmy się jednak do krótkiej konstatacji, że bez wątpienia jest to kino autorskie, mroczne, wykorzystujące bardzo mocne środki wyrazu. Styl reżysera nie każdemu odpowiada, obok filmów Aronofsky’ego nie można jednak przejść obojętnie – albo się je kocha, albo nienawidzi, ewentualnie odczuwa się w stosunku do nich jakąś dziwną mieszankę obrzydzenia i poirytowania. Ja należę do tej ostatniej grupy odbiorców, dlatego lojalnie uprzedzam, drogi Czytelniku, jeżeli Darren Aronofsky jest dla Ciebie geniuszem, zesłańcem niebios, Artystą przez wielkie A  – ta recenzja raczej nie przypadnie Ci do gustu.

Mother!, reklamowany jako horror, lepiej byłoby chyba określić mianem thrillera doprawionego nie tyle szczyptą, co garścią surrealistycznych elementów. Fabuła na początku nie wydaje się bardzo skomplikowana – akcja rozgrywa się w domu na odludziu, w którym młoda kobieta grana przez Jennifer Lawrence mieszka ze swoim sporo  starszym mężem (w tę rolę wciela się Javier Bardem) – poetą od wielu miesięcy szukającym natchnienia. Ich życie toczy się leniwie, on bezskutecznie stara się coś napisać, ona zajmuje się odrestaurowywaniem zniszczonego po pożarze budynku. Aż chciałoby się rzec – istna sielanka. Niezupełnie. Od początku bowiem czuć w tej historii pewną niepokojącą, duszną atmosferę, która jeszcze bardziej przybiera na sile w chwili, gdy do posiadłości małżonków zaczynają przyjeżdżać niezapowiedziani goście.

mother5.jpg

Kamera właściwie przez cały czas towarzyszy Jennifer Lawrence, operator zdaje się nie odstępować aktorki nawet na krok. Widz ma za zadanie śledzić nie tylko jej poczynania, ale przede wszystkim emocje, co ułatwiają liczne zbliżenia na twarz głównej bohaterki. Z jej mimiki da się wyczytać całą gamę, głównie negatywnych, uczuć – od niepokoju związanego z pojawianiem się w domu nieznajomych ludzi, przez konsternację i przerażenie, aż po rozpacz spowodowaną tragicznymi wydarzeniami rozgrywającymi się w ostatnim akcie filmu. Rola Jennifer Lawrence jest bardzo naturalistyczna i z pewnością wycieńczająca, także fizycznie. Sposób, w jaki Javier Bardem sportretował sfrustrowanego, chwilami agresywnego, artystę nieradzącego sobie z własnymi przeżyciami, również nie pozostawia wiele do życzenia (choć przypuszczam, że Bardem nie musiał się dużo napracować, by wiarygodnie przedstawić bohatera-psychopatę, skoro sam wygląda, jakby był w jakimś stopniu zaburzony). W Mother! wystąpili naprawdę dobrzy aktorzy, do których gry naprawdę nie można się przyczepić. Problem jest tylko jeden – nie za bardzo mieli co grać.

mother1

Mother! był reklamowany jako najodważniejszy, najbardziej kontrowersyjny i najbardziej surrealistyczny film Aronofsky’ego. Bez wątpienia Aronofsky posiada swój własny, charakterystyczny styl, który wyróżnia go spośród całej masy twórców kina komercyjnego, produkujących podobne do siebie filmy, operujące tymi samymi, sprawdzonymi schematami. Sam Aronofsky ma świadomość swojej wyjątkowości i to właśnie go zgubiło. W czasie pracy nad Mother! najważniejszym celem reżysera nie było bowiem opowiedzeniu światu jakiejś historii, a raczej stworzenie apoteozy własnej twórczości. Obrazu, w którym z każdej sceny będzie emanował ten wielki, oryginalny, genialny Aronofsky! Filmu utkanego ze wszystkich tych elementów, które sprawdziły się w poprzednich dziełach reżysera, tylko zwielokrotnionych do granic możliwości. Cóż… Więcej, nie zawsze znaczy lepiej.

mother

W tej historii wszystkiego jest po prostu za dużo. Za dużo krzyku, za dużo odniesień kulturowych, za dużo epatowania ohydą i naturalizmem. Uważam, że odwoływanie się twórców filmowych do innych dzieł kultury, m.in. do literatury, jest rzeczą bardzo cenną, jednak w Mother! reżyser umieścił tak wiele nawiązań do Biblii, że śmiem wątpić, czy rzeczywiście wszystkie te alegorie miały cokolwiek wnieść do opowiadanej na ekranie historii. Miałam raczej wrażenie, że Aronofsky wykorzystał symbole jedynie po to, żeby zagrać z widzami w grę polegającą na wyszukiwaniu w filmie różnych tropów kulturowych. Aż chciałoby się krzyknąć – zbierz je wszystkie! Z tym że wszystkie razem nie mają żadnego sensu. Nie tworzą spójnego obrazu, który pozwalałby na sformułowanie logicznej, niesprzecznej wewnętrznie interpretacji tego filmu. Zakładając, że tytułowa Mother to matka Jezusa, napotykamy trudności z ustaleniem, kogo właściwie symbolizuje postać grana przez Javiera Bardema. Jeśli z kolei uznamy, że niespełniony poeta to alegoria Boga-Artysty – mamy problem ze zinterpretowaniem scen, w której mężczyzna pokazuje swoje bardziej piekielne oblicze.

Arcydzieł się nie kręci. Arcydziełami filmy mogą co najwyżej zostać okrzyknięte. Darren Aronofsky chyba niestety o tym zapomniał i już na etapie pracy nad scenariuszem założył, że stworzy dzieło wiekopomne, które zapisze się w historii kinematografii. Wyszło – jak wyszło.

Ocena: 4/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 thoughts on “Mamo, wyjdźmy już z kina – recenzja „Mother”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s