A nie mówiłam? – recenzja Riverdale s2e5

Czasami seriale w pewnym momencie stają się bardzo przewidywalne. Wszystko jest jednak w jak najlepszym porządku, jeśli widz może jedynie domyślać się kierunku, w którym podąży dana opowieść, ale nie wie dokładnie, jaki kształt przybiorą konkretne wydarzenia. Przewidywania dotyczące dalszego rozwoju fabuły publikowałam bodajże w pierwszej bądź drugiej recenzji i z satysfakcją mogę się przyznać, że część z moich proroctw zaczyna się sprawdzać. Co wcale nie oznacza, że gorzej się bawię, oglądając Riverdale. 

Recenzja zawiera spoilery.

 

Po niezbyt udanym czwartym odcinku twórcy odkupili swoje winy. Wszystkie słabsze elementy z zeszłego tygodnia, które wypunktowałam w poprzedniej recenzji, zostały naprawiono. Przeszkadzało mi, że scenarzyści usuwają bohaterom spod nóg wszystkie przeszkody – proszę bardzo, w piątym odcinku właściwie żaden z głównych wątków nie kończy się dobrze. Narzekałam na brak napięcia – w ostatniej scenie naprawdę serce zabiło mi mocniej.

black

Na początkowym etapie tego sezonu mogliśmy przypuszczać, że to Archie przez cały czas będzie znajdował się w centrum uwagi, a wątki dotyczące pozostałych bohaterów będą stanowić jedynie dodatek. Na szczęście tak się nie stało, co z pewnością stanowi powód do radości dla tych fanów Riverdale, którzy niekoniecznie darzą Archiego wielkim uwielbieniem. Im dłużej obserwujemy wydarzenia na ekranie, tym bardziej klarowna staje się koncepcja scenarzystów – to wcale nie nasz rudowłosy bohater odgrywa w tym sezonie pierwsze skrzypce.

bb.png

W każdym odcinku uwaga widza ma skupiać się na emocjach i problemach jednego tylko bohatera – w trzecim odcinku dowiedzieliśmy się nieco więcej o Kevinie, a od dwóch tygodni możemy obserwować rozterki Betty. Niby w pierwszym sezonie też bawiono się optyką i na ekranie pojawiało się mnóstwo postaci, których wątki kończyły się tak samo niespodziewanie, jak się zaczynały, w poprzedniej odsłonie Riverdale twórcy żonglowali jednak bohaterami przede wszystkim po to, by pokazać rozwijające się w różny sposób wątki uczuciowe. Choć oczywiście wątki miłosne ciągle są obecne, nie odgrywają już one pierwszoplanowej roli. Tym razem widz ma przyjmować perspektywę różnych bohaterów nie po to, by kibicować im w tworzeniu nowych związków i zachwycać się tym, jak Jug i Betty uroczo razem wyglądają przed kamerą. W nowej odsłonie serial podejmuje znacznie poważniejsze problemy niż młodzieńcze zakochanie i pierwsze pocałunki, co zdecydowanie wychodzi całej produkcji na plus, ponieważ wpisuje się w bardziej mroczny charakter drugiego sezonu Riverdale.

odcinek5

W tym miejscu warto zastanowić się, do kogo właściwie skierowany jest ten serial. Teoretycznie do młodzieży, chociaż wydaje się, że jednak wiek docelowej grupy odbiorców nieco wzrósł w porównaniu z pierwszym sezonem. Bynajmniej nie z powodu postaci zamaskowanego psychopaty biegającego po miasteczku z pistoletem – ten motyw na poziomie dramaturgii nie różni się wiele od zagadki morderstwa licealisty, którą bohaterowie musieli rozwiązać kilka miesięcy wcześniej. W Riverdale pewne wątki obyczajowe ujmowane są jednak obecnie w nieco odważniejszy sposób. W drugim sezonie pojawiły się już narkotyki (jingle jangle), usiłowanie gwałtu na Cheryl, problemy Kevina z akceptacją jego orientacji seksualnej, dosyć naturalistyczne ukazanie obrażeń Jugheada po próbie, której został poddany przez członków Southside Serpents. Mroczniejsza stała się więc nie tylko warstwa kryminalna fabuły, ale także sfera obyczajowa.

toni.jpg

Piąty odcinek zdecydowanie należał do Betty – myślę, że nie mnie jedną bolało serce, kiedy musiała zerwać z Jugheadem (a nie mówiłam?). Oczywiście przed finałowym odcinkiem na pewno do siebie wrócą, ale ufam, że nie nastąpi to zbyt szybko – jak już ustaliliśmy, kiedy bohaterowie mają w życiu za łatwo, widzowie zaczynają się nudzić. Skupiając się jednak za bardzo na dramacie Betty, można pominąć inną istotną informację, którą scenarzyści ujawnili w tym rozdziale opowieści, a mianowicie – fakt, że Alice Cooper należała do Southside Serpents. Chociaż matka Betty nie ma wcale dużo czasu ekranowego, w każdym odcinku dowiadujemy się o niej czegoś nowego, bohaterka grana przez  Mädchen Amick cały czas się rozwija. Nie można tego powiedzieć o Hiramie Lodge’u, klasycznym złolu bez charakteru, którego widz ma darzyć szczerą niechęcią od pierwszej chwili, kiedy pojawia się w serialu. Na początku wydawał mi się bardzo ciekawą postacią z dużym potencjałem, chociaż im dłużej oglądam serial, tym bardziej utwierdzam się jednak w przekonaniu, że ojciec Veronici na zawsze pozostanie papierowym łotrem bez charakteru. Riverdale dowiodło jednak już wiele razy, że potrafi zaskoczyć widza w najmniej oczekiwanym momencie – mam więc nadzieję, że stanie się tak również w przypadku tego bohatera.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

2 thoughts on “A nie mówiłam? – recenzja Riverdale s2e5

  1. O tak, ich zerwanie złamało mi serce! Zwłaszcza, że Jugh całował się z inną i to patowa sytuacja – bo przecież poczuł się odrzucony, ale dorzucony został z musu… sytuacja robi się coraz ciekawsza i z niecierpliwością oglądam kolejne odcinki

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s