Spróbuj nie zasnąć CHALLENGE – recenzja „Riverdale” s2e4

Zdaniem scenarzystów czwarty odcinek miał chyba wzbudzić w widzach wielkie poruszenie. U mnie wywołał jednak tylko chęć ziewania.

Przez pierwsze kilkanaście minut czwarty rozdział zapowiadał się naprawdę obiecująco, zawiązało się kilka dramatycznych wątków, które przy odrobinie pomysłu mogłyby się rozwinąć w coś naprawdę ciekawego. Pomysłu jednak zabrakło, zostało natomiast uczucie niedosytu. W pierwszych minutach seansu myślisz sobie, że zaraz nastąpi jakaś kłótnia między Jugheadem a Betty, bo przecież Toni ostatnimi czasy kręci się zbyt blisko chłopaka. Nic takiego jednak nie następuje. Między Jug’iem a Betty dochodzi wprawdzie do ostrzejszej wymiany zdań, ale emocje zaraz zostają ugaszone, chwilę później znowu są szczęśliwymi zakochanymi, którzy wspierają się bez względu na okoliczności. Gdy domorośli śledczy w końcu odszyfrowali wiadomość od Black Hooda i pobiegli poinformować mieszkańców Riverdale, gdzie uderzy morderca, miałam cichą nadzieję, że jednak nie zdążą zapobiec katastrofie. Liczyłam na to, że Jughead zgubi czapkę, Betty spadnie z motocykla, albo nagle rozpęta się zamieć śnieżna, która skutecznie uniemożliwi naszym bohaterom ruszenie się z domu. Nic takiego się jednak nie stało…

bett.jpg

Wcale nie lubuję się w makabrze i nie chcę, żeby wszyscy mieszkańcy Riverdale zginęli. Serio. Ale trochę irytuje mnie, że scenarzyści usuwają bohaterom sprzed nóg wszystkie przeszkody. Niby zawiązuje się jakaś akcja, ale widz nie ma nawet szansy doczekać do momentu kulminacyjnego, bo ten po prostu nie nadchodzi. W tym odcinku było akurat mnóstwo okazji, by skomplikować życie bohaterom – jak już wspomniałam, Betty i Jughead mogli nie zdążyć z ratunkiem na czas, szeryf mógł znaleźć w szafce Archiego pistolet, a w kopercie zaadresowanej do Betty wcale nie musiał znajdować się list, tylko na przykład palec Polly – to dopiero byłyby emocje. A tak – niby na ekranie dzieje się coś dramatycznego, ale jednak nie drżymy ze strachu o losy bohaterów.

pol.jpg

Riverdale wprawdzie cały czas trzyma w napięciu, bo jednak nie znamy tożsamości Black Hooda, ale mimo wszystko uważam, że można by wprowadzić do fabuły nieco więcej suspensu. Wątek przewodni dotyczący psychopaty w skarpecie szalejącego po miasteczku wciąż pozostaje bardzo tajemniczy, choć ostatnio poznaliśmy już część motywacji mordercy. Pozostałe wątki są moim zdaniem jednak dosyć przewidywalne, głównie za sprawą tego, że bohaterowie zawsze wychodzą ze wszelkich kłopotów obronną ręką.

Chapter Four: The Last Picture Show

Nie ukrywam – trochę znudził mnie ten odcinek, trochę zirytował. Nie oznacza to jednak, że nie zawierał on żadnych interesujących elementów. Znowu naszła mnie refleksja na temat serialowych matek. Po pierwsze, to doprawdy zdumiewające, jak szybko można komuś obrzydzić danego bohatera, albo wręcz przeciwnie – przedstawić go w dużo lepszym świetle. Mam wrażenie, że mój stosunek do matki Betty i matki Veronici od początku pierwszego sezonu zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Alice Cooper z zimnej, nieco wyrachowanej zołzy mającej obsesję na punkcie perfekcji przeistoczyła się w postać naprawdę sympatyczną, która w razie czego potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Z kolei Hermione Lodge pierwotnie wydawała się jedynym normalnym, obok Freda Andrewsa, rodzicem w całym orszaku rodziców z Riverdale. Im dłużej oglądam drugi sezon, tym bardziej utwierdzam się jednak w przekonaniu, że matka Ronnie wcale nie jest tak nieskazitelnie czysta, jak mogłoby się wydawać. W scenie, w której przyszła do córki, by przestrzec ją przed zaślepieniem i bezrefleksyjną lojalnością wobec Archiego – zachciało mi się śmiać, bo przecież właśnie poprzez użycie pojęcia ślepa lojalność można najtrafniej opisać stosunek Hermione do Hirama.

ro

Jak na razie czwarty odcinek wypada najsłabiej na tle całego sezonu. Uczciwie jednak zaznaczę, że w tym tygodniu nie potrafię być do końca obiektywna, gdyż po skończeniu Stranger things żaden serial nie jest dostatecznie dobry… 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 thoughts on “Spróbuj nie zasnąć CHALLENGE – recenzja „Riverdale” s2e4

  1. Lodge family nie polubiłam od pierwszego dnia, kiedy się pojawili. Matka V jest sztuczna, bez serca, zimna. Ojciec to taka cicha woda, która odrazu jest podejrzana o najgorsze zło. Nie lubię ich. Co do Matki Betty, wydawało mi się, że jest tylko zapatrzona w tą swoją gazetę, że tylko to ją obchodzi i zrobi wszystko, byleby tylko osiągnąć swój cel. Coś jednak się zmieniło, stała się miękka, bardziej uczuciowa, stała się matką.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s