Kevin sam w lesie – recenzja „Riverdale” s2e3

Po dwóch pierwszych, nieco ekspozycyjnych, odcinkach wiadomo już mniej więcej, jaki serial chcą zaprezentować twórcy Riverdale w najnowszej odsłonie. Teraz fabuła rozkręca się już na dobre i coraz wyraźniej widać, że cały drugi sezon będzie o wiele bardziej mroczny niż poprzedni. Nie tylko ze względu na grasującego po okolicy mordercę…

Scenarzyści wzięli sobie do serca słowa Hitchcocka, który powiedział kiedyś, że Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Po obejrzeniu pierwszego odcinka serii trudno było przypuszczać, że poziom dramaturgii cały czas będzie zmierzał ku górze, oglądanie produkcji złożonej z samych punktów kulminacyjnych mogłoby się okazać dość męczące, jednak niewątpliwie drugi sezon Riverdale obfituje w przerażające wydarzenia. Momentów, w których serce widza zaczyna bić mocniej, jest moim zdaniem znacznie więcej niż w pierwszej odsłonie serialu. Wynika to z kilku czynników – jak już wspominałam w poprzedniej recenzji, twórcy postanowili zmienić nieco konwencję całej produkcji o przesunąć ją w kierunku horroru/thrillera. Po drugie, wydaje się, że bohaterowie zmagają się z poważniejszymi problemami niż wcześniej. W pierwszym sezonie, kiedy Archie i cała ekipa akurat nie zajmowali się sprawami ze świata dorosłych (do których, jak powszechnie wiadomo, zalicza się także rozwiązywanie zagadek kryminalnych), poświęcali czas raczej na normalne rozrywki typowe dla nastolatków. Wielkim życiowym dramatem było dla Archiego choćby wystąpienie na scenie (swoją drogą – czy on już zupełnie porzucił muzykę?), a Betty rozpaczała z powodu nieszczęśliwej miłości… Teraz nie mamy już takich tragedii, a fabuła, nawet w tych momentach, gdy nieco odbiega od głównego wątku, bynajmniej nie ucieka od podejmowania poważnych problemów natury społecznej czy psychologicznej – w tym odcinku pod lupę wzięto przede wszystkim rozterki Kevina związane z jego orientacją seksualną.

kev.png

Bardzo się cieszę, że w tym sezonie aktorzy drugoplanowi dostali więcej czasu na ekranie, w drugim odcinku trochę bardziej poznaliśmy Reggiego, teraz skupiono się przede wszystkim na postaci Kevina. To dobrze, bo dzięki temu widz może się cieszyć coraz to nowymi wątkami. Dotychczas Kevin Keller, najlepszy kumpel Betty, syn szeryfa i homoseksualista w jednej osobie, był traktowany przez twórców nieco instrumentalnie i jawił się raczej jako stereotypowy gej, który ze swoją przyjaciółką rozmawia o ubraniach i obgaduje innych chłopców. W związku ze swoją orientacją Kev nie miał jednak żadnych problemów, co właściwie powinno zaintrygować uważnego obserwatora, bo przecież Riverdale to jednak małe miasteczko, w którym zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa powinien znaleźć się co najmniej jeden homofob czyniący pod adresem tego bohatera nieprzyjemne komentarze. Do tej pory jednak żaden taki wątek się nie pojawił, a Kevin wydawał się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, który nie ma żadnych problemów w związku ze swoją odmienną orientacją. Teraz wiemy, że to nie do końca prawda.

Czego dowiedzieliśmy się o Kevinie z tego rozdziału? Po pierwsze – chłopak ma poczucie, że przez to kim jest, w pewien sposób zawodzi swojego ojca. Wcześniej można było odnieść wrażenie, że szeryf w pełni akceptuje syna, ale teraz widać, że akceptacja to chyba zbyt duże słowo, właściwiej byłoby napisać o milczącym przyzwoleniu. Scena, w której dochodzi do rozmowy dwóch Kellerów (bardzo wzruszająca zresztą), pokazuje, jak wielkim problemem jest brak komunikacji i wsparcia w rodzinie.

sher

Po drugie – Kevin szuka miłości. Pewnie część z Was w tym miejscu uniosła oczy ze zdziwienia, ale tak, to prawda. Nawet jeśli po obejrzeniu trzeciego odcinka doszliście do wniosku, że chłopak poszukuje raczej doświadczeń erotycznych, a nie żadnych głębszych, dojrzalszych relacji, musicie mi uwierzyć, że wycieczki do lasu są powodowane samotnością i pragnieniem nawiązań z kimś bliższej relacji, a nie tylko zaspokajaniem jakichś dzikich żądz. Zarzuty, które Kevin formułuje wobec Betty (jakkolwiek nieco niesprawiedliwe – to nie jej wina, że jest heteroseksualna), są dosyć trafnym podsumowaniem ogólnej sytuacji gejów i lesbijek na świecie. Niby akcja serialu rozgrywa się w tolerancyjnej Ameryce, ale wyobrażam sobie, że w tak małej miejscowości jak Riverdale homoseksualiści mają dosyć ograniczone spektrum możliwości związania się z kimś na stałe. Nie do końca podoba mi się jednak to, co Kevin robi, by zmienić tę sytuację. Otóż, chłopak chodzi nocą do lasu, licząc na znalezienie kogoś chętnego na szybki numerek. Trochę idiotyczny pomysł, bo scenarzyści osiągają efekt przeciwny do zamierzonego. Chcieli pokazać, że bohater, podobnie jak jego rówieśnicy, też chciałby się zakochać i przeżywać wielkie uniesienia związane z pierwszą miłością, a co ostatecznie wyszło na ekranie? Ano, mamy geja, który nie może zahamować swoich popędów i myśli spodniami, zamiast głową. Głupie.

k

Powoli zaczyna mnie irytować postać Hirama Lodge’a. Już wiem, że jest klasycznym, komiksowym, przerysowanym złolem. Już wiem, że ma nieczyste intencje i że mam go nie lubić. To rzeczywiście sporo informacji, przyznaję, ale mimo wszystko chciałabym się dowiedzieć o ojcu Veronicci nieco więcej, bo na razie cały czas widzimy tylko jego twarz przybierającą na przemian dwie maski. Raz Hiram uśmiecha się, sprawiając, temperatura wokół niego spada o kilka stopni, a raz po prostu wprowadza niepokojącą atmosferę, nie musząc się przy tym nawet uśmiechać. Na pierwszy rzut oka widać, że facet ma jakieś mroczne sekrety i na każdym kroku kłamie – spoko, niech sobie kłamie. Tacy bohaterowie też są w kinie potrzebni. Ale jednak mam nadzieję, że w końcu scenarzyści zaczną odkrywać przed widzami karty i dowiemy się czegoś o przeszłości i prawdziwych motywacjach tego bohatera.

Myślę, że zdążymy. Mamy jeszcze dziesięć odcinków.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Dzięki!
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

2 thoughts on “Kevin sam w lesie – recenzja „Riverdale” s2e3

    1. Moim zdaniem to bardzo komiksowa scena i mam nadzieję, że taka miała być z założenia – bo jednak pewne granice absurdu istnieją. Ale jak się weźmie tę scenę w nawias konwencji, to można przymknąć oko na takie drobne głupotki.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s