Biedny recenzent i spoilerowe pandemonium

SPOILER ALERT! Uwaga! Recenzja zawiera spoilery! – kilka lat temu sporo osób nie wiedziało jeszcze, czym są spoilery, dzisiaj jednak takie hasła są niemalże wymaganym elementem każdej recenzji. Polonistka w podstawówce kłamała, twierdząc, że na początku recenzji powinno podawać się informacje o autorze i treści utworu. Gdyby jakiś krytyk trzymał się tego klasycznego, szkolnego schematu, najpewniej zostałby zlinczowany przez odbiorców. Bo przecież filmu czy książki streszczać nie wypada. Pod żadnym pozorem.

jon.jpg

We wszystkich recenzjach, które pojawiają się na blogu, staram się zaznaczać komunikato tym, czy wpis zawiera spoilery. Napisanie jednego zdania więcej nie kosztuje mnie wiele wysiłku, a w jakiś sposób wydaje mi się uczciwe wobec czytelnika, który być może wybiera się na dany film do kina i przed seansem chce wiedzieć o fabule jak najmniej, by nie psuć sobie zabawy. Rozumiem to, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że słowo spoiler, mimo że ostatnio tak rozpowszechnione, wciąż oznacza dla każdego trochę coś innego. A ta różnica semantyczna stwarza ogromny problem dla recenzenta – bo czy wyjawienie jakiejś konkretnej informacji jest jedynie zarysowywaniem fabuły, czy też takie działanie trzeba uznać za wchodzenie w spoilery?

Oczywiście, najmniejsze wątpliwości budzi kwestia wszelkich niespodziewanych zwrotów akcji czy rozwiązań zagadek kryminalnych – te z założenia powinny pozostawać dla czytelnika/widza tajemnicą aż do samego końca, dlatego pisanie o tych elementach w recenzji wydaje się z gruntu nieuczciwe. Odkrycie jakiegoś sekretu przed obejrzeniem filmu może skutecznie zepsuć całą zabawę z seansu i w znacznym stopniu zubożyć doświadczenie filmowe. Spoilery są jednak wszędzie i czasami nawet zupełnie niechcący można dowiedzieć się czegoś, czego wiedzieć się nie chciało. Przykład? Przypomnijcie sobie, co się działo przed premierą VII części Gwiezdnych wojen. Niektórzy ludzie, jeśli nie udało im się wybrać na seans premierowy, przez kilka dni rezygnowali z korzystania z internetu, by odizolować się od jakichkolwiek informacji na temat filmu. Przez kilka dni w sieci panowała istna pandemia, powstawały memy, które w dosyć oczywisty sposób sugerowały, co wydarzy się w Przebudzeniu mocy. W tym przypadku nie ma chyba wątpliwości, że takie informacje należy uznać za spoilery, bo zgodnie ze swoim źródłosłowem – psują one rozrywkę, eliminują efekt zaskoczenia. W pełni więc rozumiem wszystkich tych, którzy oburzali się na osoby publikujące na swoich tablicach na facebook’u komentarze w stylu XYX nie żyje. Pozdrawiam. (celowo nie piszę tutaj nazwisk – a nuż ktoś jeszcze siódmych Gwiezdnych wojen nie widział i jakimś cudem nie wie, co tam się stało).

spo.jpg

Kiedy ktoś w internecie celowo ujawnia istotne dla fabuły szczegóły tylko po to, by zepsuć innym widzom seans – zgadzam się, że takie zachowanie należy tępić. Ten kij ma jednak dwa końce. Coraz częściej w komentarzach na różnych blogach i portalach ludzie oburzają się za każdym razem, gdy recenzent wspomni choć słowem o akcji danego filmu czy serialu. Łapię się za głowę, kiedy widzę takie rzeczy, bo przecież samo zarysowanie fabuły nie jest spoilerem! Trzeba chociaż pokrótce opisać, o co chodzi w danej historii, żeby zachęcić odbiorcę do jej bliższego poznania. Gdyby każdą informację na temat fabuły traktować jako spoiler, musielibyśmy zakazać zwiastunów, bo przecież one też ujawniają co nieco z tego, co wydarzy się na ekranie. Wyeliminujmy recenzje, wyeliminujmy trailery i opisy na ulotkach w kinie – co nam zostanie? Same tytuły. Co w sumie mogłoby być zabawne, bo przypominałoby grę w skojarzenia. Dostawalibyśmy tytuł i musielibyśmy zgadywać, o czym opowiada dany film. Żądło? Prościzna, film o pszczołach. Odyseja Kosmiczna? Świetnie, film o kosmitach, będzie dużo akcji i dużo strzelania…

Nie popadajmy w paranoję – nie każda informacja na temat fabuły filmu/książki to spoiler. Nawet znajomość zakończenia nie musi oznaczać, że nie będziemy się dobrze bawić w czasie seansu. Wszak czasami sami autorzy w pierwszej scenie pokazują nam, jak to się wszystko skończy, a kolejne wydarzenia to jedynie retrospekcje. Czy fakt, że znamy już finał historii, wpływa jakoś na poziom naszego zaangażowania? Moim zdaniem nie. Bo nawet gdy wiemy już, jakie jest zakończenie, dany film (albo książka czy serial) wciąż ma nam wiele do zaoferowania. Musimy przecież dowiedzieć się, co doprowadziło bohatera do tego miejsca, w którym znalazł się na samym końcu. Jaką drogę przeszedł? W jaki sposób się zmienił? To są ciekawe pytania, o których często zapominamy, gdy za bardzo skupiamy się na przewidywaniu kolejnych posunięć fabularnych. Kiedy już na wstępie mamy pokazaną końcową scenę, możemy więcej uwagi poświęcić chociażby analizowaniu psychologii bohaterów.

g.jpg

Czy w ogóle możliwe jest jednoznaczne określenie definicji spoilera? Najbardziej klasyczna recenzja zakłada, że jest to niepożądana informacja wyjawiająca treść zakończenia utworu filmowego, literackiego, telewizyjnego czy teatralnego, ale jak widać ta formułka jest funta kłaków nie warta. Jak więc funkcjonować w tej atmosferze spoilerowego pandemonium, tak by nie zwariować, a jednocześnie nie ograniczać dyskusji na temat kultury? Być życzliwym. Tak po prostu. Jeśli czujemy, że znajomość jakiegoś szczegółu z fabuły, mogłaby nam zepsuć przyjemność z poznawania danego dzieła – po prostu o tym nie piszmy. A jeżeli już koniecznie chcemy podzielić się ze światem swoimi przemyśleniami na temat wyjątkowo głupiego rozwiązania fabularnego zaproponowanego przez autorów – oznaczmy spoiler, chociażby magiczną frazą SPOILER ALERT. To nic nie kosztuje, a pozwala zaoszczędzić sporo nerwów.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 thoughts on “Biedny recenzent i spoilerowe pandemonium

  1. Ja na szczęście mam tak, że spoilery mi nie przeszkadzają – owszem, lubię sama wszystko odkrywać, ale czasem wręcz pytam co się wydarzy, bo nie mogę się doczekać 😉 ale sama staram się nie ujawniać nic ponad zarys fabuły (ktory moim zdaniem tez jest konieczny)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s