Znowu ten Archie… – recenzja „Riverdale” s2e1

Są takie filmowe światy, do których chce się wracać. Światy, o których nie da się myśleć bez banana na twarzy. Istnieją fikcyjne miasta i miasteczka, których mieszkańcy wydają nam się często bliżsi (a już na pewno ciekawsi) niż właśni sąsiedzi. Wczoraj wszyscy mogliśmy z powrotem odwiedzić Riverdale i jego mieszkańców – pierwszy odcinek drugiego sezonu pojawił się na Netflixie. Jak wypadł?

Recenzja zawiera spoilery. Jeśli nie oglądaliście pierwszego odcinka drugiego sezonu Riverdale, sugeruję, żebyście wrócili tu, gdy już nadrobicie zaległości. Ale jeśli  wszystko Wam jedno – zapraszam do czytania.archie

 

Pierwszy odcinek drugiej odsłony Riverdale wypadł przeciętnie. Ale tak też wypaść musiał, nie było innej możliwości, biorąc pod uwagę zakończenie poprzedniego sezonu. W ostatnim odcinku sprzed kilku miesięcy twórcy urwali całą opowieść w kulminacyjnym momencie, łatwo więc było przewidzieć, że na początku sezonu drugiego napięcie będzie stopniowo opadać. Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby wywołać u widza jeszcze większe emocje. Logicznym posunięciem ze strony scenarzystów wydawało się domknięcie w czternastym odcinku wątku Freda Andrewsa, jako widzowie musieliśmy więc przebrnąć przez, mimo wszystko dosyć sztampowe, sceny rozmów w  szpitalu i miotania się w kadrze Archiego, który serwuje nam całe litanie pretensji do siebie i świata. Mało tu dramatyzmu, dużo spokojnego prowadzenia fabuły. Co wcale nie jest wadą – scenariusz nie może cały czas doprowadzać widza do palpitacji serca, bo wszyscy zeszliby na zawał przed finałem, a nie o to tu chodzi.

pop.jpg

Podejrzewam, że zarówno w tym, jak i w następnym odcinku będzie przygotowywane tło pod historię przedstawioną w całym sezonie. Oczywiście, część wątków będzie pokazanych jako prosta konsekwencja wydarzeń z poprzedniego sprzed kilku miesięcy (jak np. relacje Cheryl z matką, którym, co tu kryć, i wcześniej daleko było do normalności). Myślę, że może obserwowanie rozwoju tych postaci z pewnością będzie ciekawe – wszak scenarzyści Riverdale mają to do siebie, że świetnie potrafią pisać charaktery z krwi i kości. Od początku wiadomo, że Cheryl ma w sobie jakiś demoniczny pierwiastek skryty pod przebraniem idealnej cheerleaderki, ciekawie będzie więc patrzeć, jak jej szaleństwo stopniowo coraz bardziej wychodzi na powierzchnię. Coś czuję, że również postać Jugheada przejdzie jakąś przemianę, Betty i członkowie The Serpents prawdopodobnie będą toczyć walkę o jego duszę. Możemy założyć, że jednak Betty zwycięży i Jughead pozostanie po dobrej stronie mocy, ale kto wie, co się wydarzy do tego czasu?

Riverdale nie ogląda się jednak tylko po to, by analizować psychikę bohaterów. W tym serialu chodzi przede wszystkim o rozwiązywanie zagadek. Tych większych i tych mniejszych – odkrywanych z odcinka na odcinek. Sekretów z pewnością nam nie zabraknie i tak jak w zeszłym sezonie motywem przewodnim całej opowieści była śmierć Jasona, tak w tym sezonie fabuła skupiać się będzie prawdopodobnie głównie na próbie zamordowania Freda Andrewsa. W materiałach promocyjnych serialu pojawiło się całkiem sporo nowych postaci, możemy więc przypuszczać, że i wokół nich będą rozwijały się jakieś intrygi.

Zostawiwszy te ogólne dywagacje i przewidywania, wróćmy jednak do oceny pierwszego odcinka. To, za co należy pochwalić twórców, to oczywiście klimat. Stylistyka, chyba nawet bardziej niż w poprzednim sezonie, wciąż nawiązuje do popkultury lat 80. I 90. Jednocześnie Riverdale zachowuje swój komiksowy charakter, co widać szczególnie w scenie, w której Cheryl przychodzi do szpitala – jest jeszcze bardziej przerysowana niż zwykle. Przerysowana do tego stopnia, że nie tylko nie sprawia wrażenia bohaterki realistycznej, ale wręcz samym swoim wyglądem przypomina bardziej postać narysowaną kreską niż żywego człowieka. O dziwo – to działa. Riverdale miesza style ikonwencje, ale robi to w na tyle umiejętny sposób, że ten miszmasz gatunkowy w ogóle nie przeszkadza.

original.jpg

Nie obejdzie się jednak bez zarzutów. Zdenerwował mnie, a jakże – wątek Archiego i Veronici. Wszystkie wątki, w których Archie pojawia się na pierwszym planie zawsze wydawały mi się najsłabsze, co jest pewnym paradoksem, bo przecież w oryginalnych komiksach to nasz rudy bohater stanowił oś dla całej fabuły. W serialu zazwyczaj zachowuje się on po prostu głupio. W połowie tego odcinka nawet byłam gotowa pochwalić scenarzystów, bo gdy Fred leżał w szpitalu, Archie poszedł do domu, żeby wyprowadzić psa na spacer. Wydało mi się to bardzo realne i ludzki; pójściem po najmniejszej linii oporu byłoby pokazywanie przez kilkanaście minut Archiego ślęczącego przy łóżku ojca, tymczasem wydaje mi się, że w sytuacjach kryzysowych ludzie oddają się właśnie takim prostym, codziennym czynnościom, żeby odreagować. Tak sobie pomyślałam, a zaraz potem zobaczyłam scenę pod prysznicem. Dlaczego wydarzyło się to, co się wydarzyło?! Nie potrafię powiedzieć. Wiem tylko, że ta scena w kontekście całego odcinka była tak absurdalna,  że mam ochotę jak najszybciej o niej zapomnieć.

To nie by zły odcinek. Jako osobny film wypadł wprawdzie przeciętnie, ale ma jedną niepodważalną zaletę. Tworzy podwaliny do nowej, ciekawej historii, której rozwój będziemy mogli obserwować przez następne tygodnie. Zaprezentowano nam dopiero prolog. Liczę, że z każdym kolejnym rozdziałem tej opowieści będzie coraz ciekawie.

Recenzje kolejnych odcinków będą pojawiać się na blogu co tydzień.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

3 thoughts on “Znowu ten Archie… – recenzja „Riverdale” s2e1

  1. O tak, powrót Riverdale to zdecydowanie bardzo dobry znak. Cieszy mnie również fakt, że odcinki będà pojawiać się na bieżąco, dzięki temu nie połknę wszystkiego w jeden wieczor. Też nie lubię Archiego, za to jestem platonicznie zakochana w Jugheadzie.
    Scenę z Cheryl w szpitalu? Genialna. Idealna. Cała Cheryl.

    Polubienie

  2. Jak ja kocham ten serial! Scena prysznicowa również moim zdaniem była niepotrzebna, taka zapchajdziura. Myślę, że Betty skrywa jakiś sekret (jej zachowanie przy scenie z Veronicą i zaciskanie pięści do krwi) i mam nadzieję, że będzie to rozwinięte w tym sezonie. Fajnie się czyta Twoje recenzje, będę tu zaglądać co tydzień! 🙂

    Polubienie

  3. Jestem świeżo po obejrzeniu i zgodnie z obietnicą wpadam przeczytać 🙂
    Przy scenie prysznicowej zrobiłam minę, jakbym oglądała film dla dorosłych przy rodzicach. Twórcy mogli sobie akurat ten moment odpuścić.
    Postaci Cheryl nie lubię i uwielbiam ją jednocześnie.
    Myślę, że to będzie całkiem przyjemny sezon do oglądania 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s