50 twarzy Erazma z Rotterdamu

Gdzie się nie rozejrzysz – tam humaniści. I nie chodzi mi wcale o humany, ludzi, którzy w szkole średniej rozszerzali polski i historię i którzy potem nie za bardzo wiedzą, dokąd dalej chcą zmierzać w życiu. Nie. Mam na myśli tych renesansowych humanistów, ludzi wszechstronnie uzdolnionych, posiadających szeroką wiedzę i umiejętności z różnych, często bardzo odległych od siebie dziedzin. Humaniści są wśród nas, żyją i mają twarz Cary Delevingne.

renesans.jpg

Idąc ulicą, zauważyłam ostatnio plakat reklamujący debiutancką powieść Cary Delevingne pt. Mirror, mirror. Pomyślałam sobie, że teraz wszyscy dziennikarze będą mieli problem, pisząc o Carze, gdy będą chcieli uniknąć powtarzania jej imienia i nazwiska. Samo napisanie modelka będzie w jakiś sposób deprecjonować osiągnięcia dziewczyny jako aktorki. Z kolei użycie rzeczownika pisarka również wydaje się nieco na wyrost, a w dodatku – określenie to nie uwzględnia innych dziedzin artystycznych, którymi zajmuje się Cara… Miłośnicy precyzji mogą oczywiście pisać o niej jako o modelce/aktorce/pisarce (niepotrzebne skreślić). Tym, którzy przykładają mniejszą wagę do detali, sugeruję pozostanie przy, wprawdzie mało eleganckim, odnoszeniu się do naszej bohaterki po nazwisku.

Otaczają nas ludzie, którzy są ekspertami w niemal każdej dziedzinie, którzy, osiągnąwszy raz sukces na jednym polu działalności, mogą od razu awansować do roli autorytetu w jakiejkolwiek innej dyscyplinie. Chociaż zapewne 99,9% ludzi nie słyszało wcześniej o planach napisania przez Carę Delevingne powieści – i tak jej książka reklamowana jest jako debiut literacki, na który wszyscy czekali. Oczywiście, każdy ma prawo do spełniania marzeń i nikogo nie powinno się krytykować za chęć rozwijania swoich umiejętności, ale, na Boga, dlaczego nie różnicujemy w żaden sposób pól działalności poszczególnych celebrytów? To, że Cara Delevingne napisała jedną książkę, nie czyni z niej od razu poczytnej autorki. Czy fakt, że Bruce Willis nagrał kiedyś album, automatycznie sprawia, że aktor stał się nagle piosenkarzem? Nie – to ciągle aktor, tyle że z własną płytą na koncie. Czy Kylie Jenner, wydając swą grafomańską powieść (która, jak się potem okazało, miała zupełnie inną autorkę), uzyskała prawo do tytułowania się pisarką? Myślę, że każdy zna odpowiedź.

cara (1).jpg

Problemem nie jest wcale to, że znane persony próbują swoich sił w różnych dziedzinach aktywności artystycznej – ich święte prawo. Niektórzy piosenkarze posiadają talent aktorski, i odwrotnie – istnieją aktorzy, którzy całkiem nieźle śpiewają. Za niebezpieczny uważam jednak sposób, w jaki przedstawiana jest działalność poszczególnych celebrytów. Duża część publicystów zdaje się zupełnie nie zauważać różnicy między odmiennymi sferami życia, w które angażują się znani ludzie. Aktor piszący książkę staje się pisarzem. Piosenkarka występująca w krajowej edycji Tańca z gwiazdami spokojnie może być nazywana tancerką. Nie powinno tak być. Lwia część celebrytów wcale nie jest tak wszechstronnie uzdolniona, jak chciałyby nam to pokazać media. Na budowaniu tego fałszywego obrazu rzeczywistości tracą przede wszystkim ludzie, którzy naprawdę posiadają wiele talentów, ale w tym całym informacyjnym szumie często trudno odróżnić prawdziwego renesansowego humanistę od jego papierowej imitacji. Skutkuje to tym, że odbiorcy kultury za swe autorytety obierają sobie jednostki, które nie do końca na to miano zasługują. Smutne, ale prawdziwe.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

7 thoughts on “50 twarzy Erazma z Rotterdamu

  1. Trochę te dziwne wyświetlanie polskich znaków rozpraszało mnie podczas czytania tekstu.

    Poniekąd masz rację, choć czasami trudno to ocenić, a zawody artystyczne łączą się ze sobą. Osoby grające w musicalach są niejednokrotnie równocześnie aktorami, tancerzami, śpiewakami oraz muzykami (rozdzieliłem śpiewaka od muzyka, bo mam również na myśli instrumentalistów). Trudno byłoby określić ich jednym słowem, dlatego można używać słów tych wymiennie. A często do ludzi „przylepiają się” zawody, określania, po których są najlepiej kojarzeni albo które wychodzą im najlepiej.
    Owszem, jedna książka nie czyni człowieka pisarzem, ale jeśli nie napisanie książki, to co? Kiedy się zaczyna ta granica? Od trzech w górę? Określanie takich osób może wtedy również zależeć od kontekstu.

    Przepraszam za chaos, ale są to moje luźne dywagacje na poruszony przez Ciebie temat. To co mi przyszło do głowy. 😀
    Dobry temat wpisu! Pobudza do myślenia. 😉

    Przesyłam jeżowe pozdrowienia
    Nikodem z Zaczytanych Jeży
    https://zaczytanejeze.blogspot.com/

    Polubienie

    1. Kwestia nazwania kogoś „pisarzem” nie powinna zależeć od liczby wydanych publikacji, a raczej od ic merytorycznej jakości. Oczywiście dochodzi tutaj jeszcze kilka innych kwestii – czasami publikacja książki jest prostym przedłużeniem kariery scenicznej czy filmowej, gdy np. znany aktor wydaje swoją autobiografię. O to nie mam pretensji.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s