Jego Wysokość King zaszczyca Netflixa

Rok 2017 zdecydowanie jest rokiem Stephena Kinga, mieliśmy bowiem okazję zobaczyć aż trzy nowe ekranizacje, tudzież adaptacje, jego powieści – słabo ocenianą Mroczną Wieżę, genialne To oraz mającą swoją premierę 29 września Grę Geralda. Niektórzy uważają, że filmy wyprodukowane przez platformy streamingowe i wrzucane od razu do internetu nie stoją na równi z produkcjami, które można obejrzeć w kinie. Może krytykom tej formy wydaje się, że filmy kręcone na zlecenie Netflixa czy Amazona przypominają wszystkie te słabe produkcje telewizyjne, które nigdy nie trafiły na ekran kinowy, za to od razu pojawiły się w paśmie śniadaniowym jakiejś ogólnokrajowej telewizji. Zapewniam Was, że Netflix dysponuje większym budżetem niż niejedna telewizja, a na dodatek scenariusz do Gry Geralda oparty jest przecież na powieści Kinga – ten film  po prostu musiał się udać.

geralds game

O zbliżającej się premierze Gry Geralda dowiedziałam się całkowicie przypadkiem (dzięki, Marta), wcześniej nie słyszałam o powieści pod tym tytułem – a szkoda, bo z pewnością postarałabym się ją przeczytać przed pojawieniem się filmu. Punkt wyjściowy całej historii jest bowiem dosyć intrygujący – dostajemy opowieść o małżeństwie w wieku mocno średnim, które, by dodać nieco emocji do swego życia erotycznego i naprawić swój związek, wyjeżdża do zupełnie pustego wielkiego domu na odludziu. Gerald, który czuje chyba, że niewiele dni mu już zostało, postanawia zrealizować swe najbardziej skryte fantazje i przykuwa Jess kajdankami do łóżka. Kobieta wprawdzie nie wydaje się zachwycona, ale w pierwszej chwili nie protestuje, szybko jednak stwierdza, że gry łóżkowe chyba nie są dla niej i zaczyna domagać się uwolnienia. W pewnym momencie odpycha męża na tyle mocno, że ten pada na atak serca. Gerald umiera, Jess zdziwiona zostaje w, delikatnie mówiąc, bardzo niekomfortowej pozycji, daleko od kluczyków i telefonu. A to wszystko wydarza się w ciągu pierwszych piętnastu minut filmu.

geralds-game-2

Musicie przyznać, że cala historia jest genialna w swej prostocie. King nie musi opisywać wymyślnych potworów z innych wymiarów, by wzbudzić strach i zbudować napięcie – sytuacja przedstawiona w Grze Geralda jest nad wyraz realistyczna. Prawdopodobieństwo, że jakaś kobieta zostałaby wdowa zaraz po tym, jak świętej pamięci małżonek przykuł ją do łóżka, jest dużo wyższe niż prawdopodobieństwo spotkania w opuszczonym domu wampira czy innego potwora. I dlatego Gra Geralda tak mnie zaintrygowała.

No dobrze, z pewnością sytuacja, w której znalazła się główna bohaterka, jest przerażająca, ale w jaki sposób przez prawie dwie godziny opowiadać historię unieruchomionej w łóżku kobiety tak, by nie zanudzić widza? Czy to w ogóle wykonalne? Takie pytania zadawałam sobie przed obejrzeniem filmu. Teraz nie mam wątpliwości, że da się to zrobić.

Przez większą część seansu patrzymy na przykuta do łóżka Jess, która w pewnym momencie postradała zmysły i zaczyna rozmawiać ze swoim zmarłym mężem (nawiasem mówiąc – Gerald cały czas leży na podłodze i powoli zaczyna się rozkładać). Obserwujemy jej próby uwolnienia się z więzów, widzimy jak próbuje przyciągnąć stopą telefon, jak stara się dosięgnąć do szklanki z wodą… Teoretycznie Carla Gugino wcielająca się w postać Jess tylko leży, w praktyce – gra całym ciałem. Na jej twarzy widzimy wyraźnie odmalowane wszystkie emocje, jest to rola bardzo naturalistyczna i wymagająca dużego zaangażowania, dlatego nie boję się napisać, że występ Gugino to chyba jedna z najlepszych kreacji aktorskich, jakie widziałam w tym roku.

geralds game2

Sceny, w których obserwujemy nieporadne próby oswobodzenia się Jess poprzetykane są retrospekcjami z jej mrocznego i traumatycznego dzieciństwa.  Te flashbacki i rozważania na ich temat stanowią drugą warstwę fabularną filmu i cieszę się, że została ona wprowadzona – mimo wszystko nieustanne obserwowanie przykutej do łóżka głównej bohaterki mogłoby się okazać trochę monotonne. Te dwie warstwy fabularne w zupełności by wystarczyły. W filmie pojawia się jednak i trzeci wątek, który – moim zdaniem – można by spokojnie pominąć, mimo że pojawia się w książce. W pewnym momencie do historii zostają bowiem wprowadzone pewne klasyczne elementy horrorowe, co do których nie mamy pewności, czy zaliczyć je do kategorii zjawisk paranormalnych, czy też nie. Myślę, że gdyby twórcy ograniczyli się tylko do tego, co realistyczne i prawdopodobne- cały film tylko by na tym zyskał. Ale cóż, scenariusz oparty został na powieści, rozumiem więc, że za dużo nie można było opuścić (choć to nie jest zasadą – w ekranizacji Mrocznej wieży wycięto pewnie z 80% wątków, da się? Da się).

Gra Geralda to dla mnie wielkie zaskoczenie, nie tylko dlatego, że ten film pojawił się tak znienacka – przede wszystkim dlatego, że nie spodziewałam się, iż w tej, bądźmy szczerzy, dość prostej historii, twórcom uda się utrzymać zainteresowanie widza przez cały film. Na szczęście podołali.

Ocena: 7/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 myśli w temacie “Jego Wysokość King zaszczyca Netflixa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s