Za dużo botoksu

Wychodząc w piątek z kina z premiery Botoksu, słyszałam same pozytywne komentarze na temat najnowszego filmu Patryka Vegi. Nawet jeśli ktoś miał jakieś obiekcje, raczej się z nimi nie wychylał. Być może trafiłam na seans z największymi fanami twórcy Pitbulla, którym trudno zachować obiektywizm, ale wydaje mi się, że Botoks naprawdę ma kilka elementów, które sprawiają, że film spełnia jedną ze swoich najważniejszych funkcji, czyli – zapewnia rozrywkę. Takie wrażenie można było odnieść, wsłuchując się w reakcje i szepty widzów zgromadzonych na sali kinowej. Co innego po przejrzeniu recenzji w internecie – tam Botoks jawi się przede wszystkim jako paździerz paździerzy. Czy słusznie?

W tym miejscu klasycznej recenzji prawdopodobnie powinien znaleźć się opis fabuły. Zaczęłam się nawet zastanawiać, jakby tu uogólnić, co też Patryk Vega chciał pokazać w swoim najnowszym filmie. Gdybyśmy mieli do czynienia z jedną, poprowadzoną linearnie historią, nie byłoby żadnego problemu. Nawet gdyby reżyser (i scenarzysta w jednym) snuł kilka różnych opowieści, za pomocą których można na przykład pokazać jedno zjawisko z kilku perspektyw – dałoby się jakoś streścić akcję w kilku zdaniach. Ale w przypadku Botoksu naprawdę trudno mi dokonać takiej syntezy. Ze zwiastunów można się domyślać, że film pokazuje chore realia funkcjonowania polskiej służby zdrowia. Że to niby taki długometrażowy Szpital. Coś w tym pewnie jest, chociaż nawet scenarzyści Szpitala, którym kreatywności z pewnością nie można odmówić, nie wpadliby nigdy na pomysł, by w jednym odcinku poruszyć temat zoofilii, alkoholizmu, aborcji, zmiany płci, poronienia, in vitro, badań prenatalnych, hipsterów, molestowania seksualnego, nierówności płci, homofobii, szowinizmu, zdrady małżeńskiej etc. etc. Patryk Vega na taki pomysł wpadł. A że budżet miał większy – to sobie od razu film nakręcił.

botoks2

Botoksie mamy przedstawione historie czterech kobiet, które, najogólniej rzecz ujmując, łączy fakt, że wszystkie mają coś wspólnego ze służbą zdrowia. Każda z nich przeżywa inną tragedię życiową, która pozostaje w mniej bądź bardziej luźnym związku z ich pracą. Ginekolog, która bez mrugnięcia okiem wykonała ponad siedemset aborcji, po zajściu w ciążę stwierdza, że już nie chce wykonywać tego typu zabiegów, najzdolniejsza chirurg w szpitalu traci pracę z powodu szefa-szowinisty… Widz nie powinien mieć wątpliwości, że mężczyźni są źli, system jest zły, świat jest zły. Żeby utwierdzić widza w tym przekonaniu, przekleństwa, wzmacniające obraz beznadziei i rozpaczy, wciśnięte są w prawie każdą scenę. Dzięki temu nikt nie ma wątpliwości.

Największy problem, jaki mam z Botoksem, to jego zupełnie zaburzona konstrukcja. To właściwie nie jest film w klasycznym tego słowa znaczeniu. To bardziej zbiór gagów przeplatanych z wyjątkowo naturalistycznymi, wręcz obrzydliwymi scenami. Na ekranie, zaraz po śmiesznej wymianie zdań, pojawia się gwałt, albo ujęcie łamania kości noworodka. Potem cięcie. Sprawdzamy, co w tym czasie słychać u innej bohaterki… Ta fragmentaryczność trochę przeszkadza. Byłaby bardziej zrozumiała, gdyby reżyser chciał pokazać nam jedno zjawisko z różnych perspektyw, tymczasem dostajemy nie tylko różne perspektywy, ale i zupełnie różne problemy, na podstawie których trudno wysnuć jakiś ogólny wniosek, bardziej wyszukany niż Faceci to świnie. Ktoś już to powiedział, panie Vega. Liczyłam na coś bardziej odkrywczego.

botoks4

Korzystając z takiej fragmentarycznej struktury, przywodzącej na myśl krótkie scenki odgrywane w ramach warsztatów teatralnych, Vega postanowił pokazać jak najwięcej problemów polskiego społeczeństwa i polskiej służby zdrowia, w związku z czym już na samym początku musimy zawiesić naszą niewiarę. Musicie przyznać, że prawdopodobieństwo, iż Polka, która oddała do banku w Danii kilkaset swoich komórek jajowych, pewnego dnia w autobusie siedząc obok swego kumpla transwestyty (który dokonał operacji zmiany płci w Czechach, a wcześniej, jeszcze jako kobieta, przyjaźnił się z naszą panią doktor) ni z tego ni z owego nagle zaproponuje mu, by został ojcem dla jej dziecka, które zostanie poczęte metodą in vitro – jest dosyć niskie. Takich przykładów w tym filmie jest całe mnóstwo. Ale są też dobre wątki, które mogłyby uczynić z Botoksu naprawdę dobry film, gdyby wyrzucić z niego wszystkie te głupawe, nieprawdopodobne historie. Vega pokazuje chociażby dramat lekarki, która nie chce dokonywać aborcji. Katarzyna Wandke jest w swojej roli bijącej się z myślami ginekolog naprawdę świetna. Podobnie Agnieszka Dygant, najpierw próbująca pogodzić się ze skutkami wypadku drogowego, potem z poronieniem. Gra bardzo dobrze, szkoda tylko, że niektóre jej wątki są, po prostu, nieco głupie.

botoks3

Gra aktorska w Botoksie jest jednak mimo wszystko elementem, do którego mogłabym się przyczepić. Z jednej strony mamy świetne Wandke i Dygant, które starają się trochę tak, jakby występowały w innej, lepszej, produkcji. Z drugiej – całą masę przerysowanych, docelowo komicznych postaci, które nie pasują do thrillera, a raczej do skeczu kabaretowego. Grażyna Szapołowska, stojąca na czele koncernu farmaceutycznego, przywodzi na myśl komiksowego antybohatera, a brat Danieli, osiłek-dres nie potrafi wypowiadać się w inny sposób jak tylko poprzez rzucanie w przestrzeń zdań przypominających dowcipy z zeszytów kupowanych w kiosku. Patryk Vega nie tylko nie mógł się zdecydować, o czym chce zrobić film, ale także – jaki chce zrobić film. No i teraz za ten brak zdecydowania płaci.

botoks5.jpg

Niektóre żarty mimo wszystko śmieszą i na Botoksie można się naprawdę dobrze bawić, nawet mając świadomość, że jako całość to nie jest dobrze skonstruowany film. Uważam na przykład za całkiem zabawne te sceny, gdzie ratownicy karetki czy lekarze na SORze muszą ratować ludzi, którzy w wyniku chwilowej perwersji wsadzili sobie coś w odbyt czy zrobili inną głupotę. W niektórych recenzjach spotkałam się z zarzutem, że to przecież niemożliwe, by jedna osoba, jeden ratownik miał styczność z aż tyloma dziwnymi sytuacjami. Fakt, Botoks ukazuje raczej skondensowaną wersję różnych zjawisk, z którymi można mieć do czynienia na SORze, ale zapewniam Was – niecodzienne przypadki medyczne przedstawione w filmie wcale nie stanowią chorej fantazji Patryka Vegi. Jestem w stanie uwierzyć, że zły na żonę mąż wsadził sobie w odbyt butelkę perfum, a starsza pani wypchała sobie waginę mandarynkami. Znam naprawdę dużo osób pracujących w szpitalach i nie raz słyszałam dziwniejsze opowieści.

botoks 1

Botoks z pewnością nie jest dobrym filmem. Jest filmem, który ma kilka lepszych akcentów, ale poza tym można go opisać raczej jako zbiór dowcipów spod bloku i historii zasłyszanych od wujka Wieśka na weselu. W przypadku Patryka Vegi sprawdza się chyba przysłowie Co za dużo, to niezdrowo. Gdyby nie wciskać w ten film tylu różnych, często wziętych z kosmosu, wątków, być może coś by z tego wyszło. A tak – ktoś tu chyba przesadził z botoksem…

Ocena: 5/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

11 myśli w temacie “Za dużo botoksu

  1. Ten film wywołał mnóstwo kontrowersji i mam wrażenie, że to było jego główne zadanie. Oczywiście, że zrobił dużo szumu przez takie przerysowanie rzeczywistości. Jest takie powiedzenie, że „szkoda, że rzeczywistość nie wygląda jak w amerykańskim filmie… Ale na szczęście nie wygląda też tak jak w polskim”. 🙂

    PS Piękny szablon bloga!

    Polubienie

  2. Wokół tego filmu było dużo szumu. I odnoszę wrażenie, że chyba takie było jego główne zadanie. Nie jestem pewna, czy to miało być wyłącznie zwrócenie uwagi na problemy polskiej służby zdrowia, czy też szukanie sensacji. A może jedno i drugie?

    Polubienie

  3. Chyba po prostu trzeba dać temu filmowi odejść w zapomnienie. 🙂 Niestety przekłamywanie rzeczywistości w żadną stronę nie jest dobre. Reżyser chyba zapomniał o pojęciu równowagi, tak ważnym, by nie krzywdzić osób, o których się mówi. Pozdrawiam.

    Polubienie

  4. Pamiętam, jak głośno było o tym filmie! A dziś? Wszyscy o nim zapomnieli. I właściwie to dobrze, ale moglibyśmy wyciągnąc z tego nauczkę, że może nie warto psuć sobie nerwów dyskusjami o rzeczach, które za miesiąc i tak będą nieistotne…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s