Bajki hipsterów

Tak jak każde przeciętne polskie dziecko urodzone pod koniec lat 90. wychowałam się przede wszystkim na produkcjach Disneya, który na przełomie wieków był niekwestionowanym królem na rynku  filmów animowanych. Król lew, Mulan Lilo i Stich należą chyba do moich ulubionych obrazów stworzonych przez tę wytwórnię. Na przełomie wieków Disney wciąż nie miał jeszcze zbyt wielkiej konkurencji, choć przecież w tym okresie powstały takie filmy jak kultowy Shrek (stworzony przez studio DreamWorks Animation) czy świetne Toy Story (nakręcone przez Pixara we współpracy z Disneyem).

Żaden z filmów, które wymieniłam, nie był nigdy nawet pretendentem do miana mego ulubionego – może z wyjątkiem Króla Lwa, którego wciąż nie potrafię obejrzeć bez łezki kręcącej się w oku. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego tak się działo, ale kiedy byłam mała, największe wrażenie wywierały na mnie tytuły, o których żadne inne dziecko nawet nie słyszało. W przedszkolu byłam więc hipsterem, choć raczej z przypadku, niż z wyboru. Dzisiaj widzę, że animacje, którymi się zachwycałam, mając pięć czy sześć lat, znacznie różniły się od świetnie zrealizowanych, ale nieco schematycznych produkcji Disneya, w których musiała pojawić się księżniczka, antybohater i piękny książę. Obecnie chwalimy Disneya za tworzenie takich postępowych bajek, w których bohaterowie nie skupiają się jedynie na takich wartościach jak miłość (romantyczna), ale podejmują także szereg innych problemów i wątków – od relacji w rodzinie, problemów z akceptacją, niepełnosprawnością, różnicami kulturowymi. Disney nie odkrywa jednak Ameryki – produkcje tego typu powstawały już wcześniej. Tyle że mało kto je kojarzy.

1.Anastazja (1997) 

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy obejrzałam Anastazję byłam absolutnie oczarowana tą historią. I był to innego rodzaju zachwyt niż ten, który odczuwałam chociażby po zobaczeniu Króla Lwa. W przypadku historii Simby, Timona i Pumby nie miałam wątpliwości, że na ekranie przedstawiono fikcję, jeśli zaś chodzi o Anastazję – przez jakiś czas byłam święcie przekonana, że twórcy 20th Century Fox opowiedzieli w animacji prawdziwe losy córki Mikołaja II (czemu nikt mnie nie wyprowadzał z błędu – to do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką). Wiele można powiedzieć o Rasputinie, ale wątpię, by nawet najwięksi zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że posiadał on aż tak diabelskie umiejętności, jak pokazano w filmie. Niezależnie jednak od tego, w jak bardzo swobodny sposób zostały w Anastazji przedstawione prawdziwe wydarzenia, musicie przyznać, że bardzo ciekawym, a zarazem rzadko w kinematografii spotykanym, pomysłem jest oparcie fabuły filmu animowanego na faktach historycznych. Właściwie poza Anastazją nie przychodzi mi do głowy żaden film, w którym twórcy wprost odwoływaliby się do autentycznych postaci znanych z imienia i nazwiska. A szkoda.

anasta

2. Magiczny miecz – Legenda Camelotu (1998)

Niedawno powtórzyłam sobie ten film i z bólem przyznaję, że w mojej pamięci zapisał się on jako dużo lepszy niż jest w rzeczywistości. Jak łatwo się domyślić – w historii tej pojawia się król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu, jednak występują oni jedynie w tle, główna oś fabularna dotyczy losów młodej dziewczyny i jej niewidomego towarzysza, którzy wyruszają w podróż w poszukiwaniu tytułowego miecza. Wydaje mi się, że jak na koniec lat 90. to dosyć postępowy film – mamy wszak poruszony temat niepełnosprawności, i nie chodzi mi tu tylko o niewidomego bohatera, w jakiś sposób niepełnosprawne są tutaj także smoki (syjamskie?). Jestem trochę rozdarta, bo z jednej strony zapamiętałam Magiczny miecz jako film w każdym aspekcie piękny, a obecnie nie dość, że nie mogę sobie przypomnieć, na czym dokładnie to piękno miałoby polegać, to jeszcze w tych najbardziej dramatycznych scenach, dotyczących złych bohaterów, dostrzegam mnóstwo mroku i groteskowej brzydoty i zastanawiam się, jak ja mogłam spać spokojnie po takich bajkach.

miez

3.Droga do El Dorado (2000)

Po pierwsze – w głównej roli nie występuje księżniczka, a to już coś. Droga do El Dorado opowiada historię dwóch oszustów, Tulio i Miguela, którzy wygrali w kości mapę do tytułowego El Dorado i chcą za wszelką cenę dotrzeć do legendarnego miasta. Oczywiście udaje im się odnaleźć mityczną krainę, mało tego – jej mieszkańcy uznają tajemniczych przybyszów za bogów. To jeden z tych filmów dla dzieci, na podstawie których można by spokojnie nakręcić niezłe kino przygodowe dla dorosłych, wystarczyłoby trochę zmodyfikować scenariusz. Teoretycznie bohaterowie nie powinni stanowić wzoru postępowania dla młodych widzów, ale nie sposób nie polubić Tulio i Miguela, to tacy typowi bad boys, tyle że w wersji animowanej.

drog.jpg

4.Mustang z Dzikiej Doliny (2002)

Podejrzewam, że duża część z Was mogła widzieć ten film. Mam wrażenie, że twórcy Mustanga z Dzikiej Doliny  silili się trochę na stworzenie ambitnego kina dla najmłodszych – mamy tutaj parę chwytów, które wyraźnie odróżniają tę produkcję od innych animacji. Widz nie ma skupiać się głównie na akcji, a na emocjach i przemyśleniach towarzyszących głównemu bohaterowi – Mustangowi. Zabieg ciekawy, z mojej dzisiejszej perspektywy. Bo pamiętam, jak się męczyłam na tym filmie, jak on mnie znudził, jak przez niemal cały seans czekałam, aż ten koń  w końcu coś powie (no i się nie doczekałam). Pamiętam tę irytującą muzykę (może dlatego nie po drodze mi z Hansem Zimmerem, wszystko zaczęło się w przedszkolu) i pełne melancholii ujęcia, które w ogóle mi się nie podobały – chyba już wtedy zdawałam sobie, że są one wstawione do filmu tylko po to, by wyciskać łzy. Mimo tych wszystkich wad,które wymieniłam, a które dla innych z pewnością są zaletami, na koniec popłakałam się jak głupia. A w dzieciństwie raczej nigdy nie płakałam na bajkach, zaczęłam to robić dopiero potem, na przykład oglądając Zaplątanych. Muszę więc chyba uznać, że Mustang z Dzikiej Doliny to dobra animacja, chociaż grająca na emocjach widza w sposób bardzo natarczywy.

mus.jpg

5.Ruchomy Zamek Hauru (2004)

Nie lubię anime, nie oglądam anime, gdyż odrzuca mnie ta stylistyka, i jestem jak najdalsza od fascynacji kulturą Japonii. A mimo to uważam Ruchomy Zamek Hauru za jedną z najlepszych animacji, jaka kiedykolwiek powstała. I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o walory estetyczne, jak już napisałam, nigdy chyba w pełni nie przekonam się do tej charakterystycznej japońskiej kreski. Piękna jest przede wszystkim cała historia przedstawiona na ekranie. Film ten opowiada o osiemnastoletniej Sophie, która została przez złą wiedźmę zamieniona w 90-letnią staruszkę. Przerażona Sophie ucieka z domu i, jakżeby inaczej, trafia do Ruchomego Zamku, gdzie zaczyna mieszkać i gdzie pomiędzy nią a Hauru rodzi się miłość, nie od razu jednak romantyczna, trudno wszak zakochać się w kobiecie starszej o dwa pokolenia. W tej fantastycznej rzeczywistości pojawia się cała gama uczuć, granica między dobrem i złem nie jest tak wyraźna jak w produkcjach Disneya, na pewno zaś bohaterowie Ruchomego Zamku Hauru są dużo bardziej skomplikowani niż postaci pojawiające się w tych klasycznych disneyowskich filmach. To nie do końca film dla dzieci, myślę, że może oczarować widza w każdym wieku. Rzadko nakłaniam ludzi do zobaczenia jakiejś konkretnej produkcji, ale w tym przypadku naprawdę polecam i zachęcam do obejrzenia, bo myślę, że nawet jeśli jesteście sceptycznie nastawieni, to możecie przeżyć bardzo miłe zaskoczenie.

ruhc.jpg

.Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

4 thoughts on “Bajki hipsterów

  1. Uwielbiam Anastazję! Bardzo magiczna historia i bardzo smutna, oparta na legendach. Nawet niedawno ją oglądałam 🙂
    Zdziwiłam się kiedyś, że nie jest to bajka Disney’a 🙂
    Z podanych kojarzę jeszcze Drogę do El Dorado.
    Jest jeszcze Książę Egiptu z przepiękną muzyką 🙂

    Polubienie

  2. Anastazja, Droga do El Dorado i Mustang z Dzikiej Doliny to moje ulubione filmy animowane. ❤ Awwhh kocham Rosję, a historia o Anastazji jest tak świetnie zrobiona! ❤
    Również wychowałam się na bajkach Disneya, bo mam 10 lat starszą siostrę i zostały jej kasety video… Potem poszły płyty dvd, a na końcu internet i cda. Hah jestem stara…
    Buziaki,
    StormWind z bloga https://cudowneksiazki.blogspot.com/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s