Nie wierzcie zwiastunom czyli recenzja „Mrocznej wieży”

W ostatnim odcinku podcastu (znajdziecie go tutaj) powiedziałam, że już po obejrzeniu zwiastuna Mrocznej wieży wiedziałam, że najnowsza adaptacja powieści Kinga nie przypadnie mi do gustu. Z zaskoczeniem muszę przyznać, że bardzo się pomyliłam – z pewnością Mroczna wieża nie dołączy do pierwszej dziesiątki czy nawet dwudziestki moich ulubionych filmów, ale jak na standardy kina wakacyjnego nie jest to wcale zła produkcja. Chociaż rzesze fanów i krytyków zrównały ten film z ziemią, twierdząc, że to profanacja i gwałt na pierwowzorze, że obraz przedstawiony na ekranie w ogóle nie przypomina powieściowego świata i że, o zgrozo!, Idris Elba jest czarnoskóry… Ale po kolei.

Recenzja zawiera spoilery. Jakoś nie mogę się powstrzymać.

Po samym tylko obejrzeniu zwiastuna trudno się zorientować, o co tak naprawdę chodzi w Mrocznej wieży, nie zdradza zbyt wiele, a jednocześnie nie jest na tyle intrygujący, by od razu zachęcić tłumy widzów do kupienia biletów do kina. Z drugiej jednak strony, nazwisko samego Kinga powinna skłonić ludzi do zapoznania się z najnowszą adaptacją jego książki – filmy oparte na jego powieściach zazwyczaj oceniane były jako bardzo dobre czy nawet wybitne (Lśnienie, Zielona mila, Skazani na Shawshank). Pomińmy w tym zestawieniu takie kukułcze jajo jak Mgła. 

The-Dark-Tower.jpg

Akcja Mrocznej wieży częściowo rozgrywa się w Nowym Jorku, gdzie mieszka jedenastoletni Jake Chambers, a częściowo w jednym z wielu równoległych światów, w którym Człowiek w Czerni gromadzi siły, by zniszczyć stojącą w centrum wszechświata Mroczną Wieżę, zapewniającą równowagę między poszczególnymi wymiarami i ochronę przed ciemnością. Oczywiście mamy w tej historii także wojownika stojącego na straży dobra, Rolanda (Idris Elba), ostatniego z Rewolwerowców, który jednak zwątpił już w swoją misję i wszystko, czego pragnie, to zabicie złego czarownika zawsze odzianego w czerń. Niespodziewaną pomoc nasz Rewolwerowiec otrzyma od Jake, który po roku bycia nękanym przez niepokojące wizje wreszcie, w dość dramatycznych okolicznościach, odnalazł przejście do innego wymiaru.

crims

Fabuła nie wydaje się szczególnie oryginalna, dzieciaki przechodzące przez tajemne przejścia do innych światów, by pokonać arcyniebezpiecznego wroga, widzieliśmy już w wielu innych produkcjach, chociażby w Opowieściach z Narni. Główna oś historii może być jednak podobna – ważne, by wpleść w narrację jakieś niepowtarzalne elementy, by zarówno akcja, jak i świat przedstawiony, nie były wtórne. Jeśli chodzi o akcję – momentami jest przewidywalna, kiedy Jake budzi się nocą przy ognisku, słysząc przyzywające go głosy, doskonale wiemy, że zaraz znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ale Rewolwerowiec na pewno go uratuje, bo to dopiero połowa filmu. Nietrudno się też domyśleć, że mieszkańcy wioski, którzy pomogli dwóm głównym bohaterom, zapewne wszyscy zginą – trzy sceny pod rząd były w miarę spokojne, to teraz scenarzyści musieli dowalić jakiś mocniejszy fragment, płonące domy i biegający w panice ludzie zawsze wprowadzają na ekran nieco dramatyzmu.

idris

Paradoksalnie te sceny, w których widz wie, co się stanie za chwilę, nie przeszkadzają aż tak bardzo w odbiorze całego filmu. Fakt, że jesteśmy w stanie przewidzieć zachowania bohaterów, wynika raczej z ich dość słabo zarysowanych charakterów. Nie wiemy natomiast dokładnie, jak potoczą się losy całego wszechświata – możemy oczywiście przypuszczać, jak to się wszystko zakończy, jednak nie sposób przewidzieć w stu procentach, jakie wydarzenia krok po kroku doprowadzą do finału. Głównie dlatego, że nie do końca znamy zasady rządzące światem, który oglądamy. Fani książki uważają to za największą wadę tego filmu, ja – za wielką zaletą. Dlaczego? Cóż, miłośnicy powieściowej wersji Mrocznej wieży z pewnością chcieliby na ekranie zobaczyć jak najwięcej elementów nawiązujących do świata wykreowanego w książce, w uniwersum tym występuje przecież wiele krain, cały wszechświat ma określoną historię i mitologię. Osobiście uważam, że przeładowanie fabuły elementami książkowymi wyrządziłoby temu filmowi wielką krzywdę. Trwa on raptem 90 minut, wyobrażacie sobie, że połowę z tego czasu stanowiłaby ekspozycja? Jak ona miałaby przebiegać? Być może wprowadzono by jakieś retrospekcje, być może Rewolwerowiec musiałby z Jakiem dłużej posiedzieć przy ognisku, by streścić mu całą historię wszechświata… Trochę bez sensu, bo takie zabiegi tylko spowolniłyby akcję filmu. W wersji, którą zobaczyliśmy na ekranie zdobywamy wiadomości o świecie przedstawionym niejako przy okazji, bardzo naturalnie, nie musimy wszystkiego wiedzieć od razu, twórcy wprowadzają pewne informacje stopniowo, co pozwala utrzymać zainteresowanie widza, który niekoniecznie musiał mieć do czynienia z literackim pierwowzorem. Mnie takie podejście się podoba.

tow

O ile jednak przedstawienie tylko pewnego wycinka świata mogę zaakceptować, o tyle napisanie bohaterów po łebkach – już nie bardzo. Jakby się nad tym zastanowić, to właściwie nic nie wiemy o Człowieku w Czerni, jest on antybohaterem, to pewne, ale dlaczego pragnie zagłady świata? Co nim kieruje? Może jest po prostu pieprznięty, i tyle? Taki wniosek można wysnuć, biorąc pod uwagę sposób, w jaki tę postać gra Matthew McConaughey – początkowo jako typowy villain wydawał mi się naprawdę przerażający, ale potem coraz częściej rzucał różnymi żarcikami, które w rezultacie sprawiły, że z postaci autentycznie strasznej stał się jakąś podróbką Jockera. W dodatku tego Jockera granego przez Jareda Letho – McConaughey przez cały czas ma tę swoją czarną koszulę rozpiętą po to, by eksponować pół klaty. Nie przeczę, klata niczego sobie, postać w sumie też fajnie zagrana, ale mam wrażenie, że lepiej by pasowała do innego filmu, bo Mroczna wieża z założenia miała być chyba mroczna, a antybohater jako złoczyńca z komediowym rysem jakoś kłóci mi się z tą wizją.

math.jpg

Tom Taylor, wcielający się w rolę Jake’a, zagrał przyzwoicie. I tyle – ani mnie jego gra nie wzrusza, ani nie irytuje, co w sumie w przypadku dziecięcych aktorów stanowi komplement (swoją drogą – Eleven ze Stranger Things tak wysoko podniosła poprzeczkę, że wątpię, by szybko zachwyciło mnie jakieś dziecko na ekranie). Natomiast z postacią Rewolwerowca miałam pewien problem. Bo przez pierwsze dwa akty filmu miałam wrażenie, że Idris Elba jest bardzo zmęczony życiem i w ogóle to najchętniej skończyłby już zdjęcia i poszedł sobie do domu. Cały czas ten sam beznamiętny wyraz twarzy, cały czas ten sam ton… Potem jednak doszłam do wniosku, że chyba właśnie taka ma być postać Rewolwerowca – wyprana z emocji, skupiona na zadaniu, które ma do wykonania. Poza tym scena w szpitalu, kiedy Idris Elba ze śmiertelną powagą odpowiada na pytania lekarki – świetna. Dla tej jednej sceny warto było przez cały film budować taką właśnie postać. Co do zarzutów fanów, którzy nie mogą pojąć, dlaczego w roli Rewolwerowca obsadzono czarnoskórego aktora – jakie to ma znaczenie? Dla fabuły żadne. Cały film tak luźno opiera się na tekście Kinga, że zmiana koloru skóry jednego z bohaterów jest naprawdę tylko kosmetyczną zmianą. Kwestia rasy w ogóle rzadko kiedy jest na ekranie istotna i odnoszę wrażenie, że problem z castingiem do tego filmu mają przede wszystkim te osoby, które chcą Mroczną wieżę za wszelką cenę skrytykować, ale sformułowały już tyle zarzutów, że same nie wiedzą, do czego by się jeszcze przyczepić.

idris2

Myślę, że jeśli nie jesteście wielkimi fanami sagi Kinga, możecie spokojnie wybrać się do kina, żeby się przez półtorej godziny rozerwać. Jeśli natomiast jesteście bardzo przywiązani do pierwowzoru – możecie się rozczarować. I zdenerwować. A nawet wściec. Wiem, że to trudne, ale jeśli już zasiądziecie w sali kinowej spróbujcie myśleć o oglądanej przez was produkcji jako o zupełnie autonomicznym dziele kultury, a nie o wiernej ekranizacji powieści. Może to pozwoli Wam spojrzeć na Mroczną wieżę nieco łaskawszym okiem.

Ocena: 7/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców.

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.wordpress.com

4 thoughts on “Nie wierzcie zwiastunom czyli recenzja „Mrocznej wieży”

  1. Ja przede wszystkim najpierw muszę poczytać trochę Kinga. Póki co czytałam tylko jedną książkę i to do połowy.
    Mnie trailer nawet zainteresował, ale nie na tyle,żeby ruszyć dupsko do kina. Może to dlatego, że nie czytałam książki 🙂

    Lubię to

    1. Właśnie też miałam problem z tym trailerem, bo on w ogóle nie jest zachęcający – to po prostu zlepek scen, który ani nic mi nie mówi o fabule, ani nie intryguje na tyle, żebym zechciała sprawdzić, o co chodzi w całej historii. Ale wydaje mi się, że „Mroczna wieża” to jedna z lepszych serii Kinga, chociaż osobiście nie czytałam.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s