Wredna ruda, kumpel gej – porozmawiajmy o „Riverdale”

Wprawdzie ostatni odcinek jednej z najnowszych produkcji Netflixa, czyli Riverdale, pojawił się na platformie już dwa miesiące temu, jednak dopiero teraz udało mi się w końcu usiąść i obejrzeć ten serial w ramach akcji Nadrabianie zaległości w wakacje. Początkowo planowałam zobaczyć tylko jeden odcinek, żeby zorientować się, o co tak naprawdę chodzi w tej historii – krótki opis fabuły wcale mnie nie zachęcił, a jedynie odstraszył, wydawało mi się, że będzie to kolejna głupia opowieść o amerykańskich nastolatkach, w której obowiązkowo pojawi się wredna cheerleaderka, najlepszy przyjaciel gej, nerd, sportowiec i wszystkie stereotypowe postaci, które po prostu muszą pojawić się w produkcjach tego typu. Nie pomyliłam się. Co nie zmienia faktu, że, wbrew wszelkim zasadom logiki, zakochałam się w Riverdale. 

Recenzja nie zawiera spoilerów.

Akcja serialu rozgrywa się w typowym amerykańskim miasteczku z rodzaju tych, w których wszyscy mieszkańcy nie tylko osobiście się znają, ale potrafią wymienić imiona dziadków i pradziadków swoich sąsiadów. Fakt, że bohaterowie tworzą taką zamkniętą społeczność sprawia, że już w pierwszym odcinku daje się wyczuć atmosferę niepokoju i wzajemnych podejrzeń. Kiedy bowiem w jeziorze ginie Jason Blossom, nastolatek pochodzący z jednej z najbardziej wpływowych rodzin w mieście, wiadomo, że do śmierci chłopaka przyczynił się ktoś z Riverdale. Kto i dlaczego? Na te pytania, oprócz policji, która, jak w wielu innych filmach działa dość nieudolnie, stara się odpowiedzieć grupa uczniów liceum, do którego chodził również Jason.

rrr

Historia wydaje się bardzo prosta i niemalże sztampowa, z pewnością można znaleźć tuzin innych filmów i seriali opowiadających o grupie dzieciaków starających się rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną. Paradoksalnie jednak,to nie sprawa śmierci Jasona jest tym, co przyprawia widza o największe emocje. Wprawdzie w każdym odcinku wychodzą na jaw nowe fakty związane z morderstwem chłopaka, jednak przez większość czasu stanowią one jedynie tło wydarzeń, nie znajdując się w ich centrum. To, co sprawia, że Riverdale ogląda się tak dobrze, to świetnie napisani bohaterowie i relacje między nimi. Chociaż oczywiście interesowało mnie, kto zabił (w końcu zawsze wszystko sprowadza się do tej kwestii), to jednak włączałam kolejne odcinki nie po to, by w końcu odkryć tożsamość mordercy, ale po to, by obserwować, jak potoczą się losy poszczególnych bohaterów.

W pierwszej chwili może się wydawać, że postaci występujące w Riverdale nie mogłyby być bardziej archetypiczne i stereotypowe. Już sam wygląd postaci sugeruje nam, jakie cechy charakteru posiadają konkretne osoby – mamy rudą cheerleaderką pomalowaną krwistoczerwoną szminką (ta na pewno będzie zimną suką), jest blondynka o delikatnej urodzie (no tak, ostoja moralności), pojawia się też jej przyjaciel-gej, który (jakżeby inaczej?) już w pierwszych scenach komentuje wygląd innych chłopców ze szkoły i zastanawia się nad tym, kto jest obecnie najgorętszą partią, bohaterki, przynajmniej te główne, mają różniące się od siebie kolory włosów, tak żeby łatwiej było je odróżnić… Można by pomyśleć, że Riverdale obraża inteligencję widza i utrwala w kulturze jakieś krzywdzące stereotypy. Otóż nie, drodzy państwo. Wszystko to jest zabiegiem w pełni świadomym i uzasadnionym, Riverdale stanowi bowiem uwspółcześnioną ekranizację (czy też raczej wariację na temat) komiksów wydawnictwa Archie Comics, które pierwsze zeszyty publikowało pod koniec lat 30. Bohaterowie serialu Netflixa są w Stanach Zjednoczonych postaciami kultowymi, trzeba było je więc pokazać na ekranie w taki sposób, w jaki życzyła sobie tego amerykańska widownia.

cher

Pierwsze wrażenia na temat stereotypowości postaci szybko jednak mijają.W Riverdale każdy bohater ma osobowość, jego charakteru nie ogranicza się do jednej tylko dominującej cechy. Veronica Lodge nie jest jedynie nieco zarozumiałą panienką z bogatego domu – potrafi być również ciepła, ma w sobie dużo empatii, a jednocześnie nie rezygnuje ze swojej przebojowości. Betty Cooper, choć wydaje się delikatną, kruchą blondynką, być może ma w sobie najwięcej siły i determinacji. Scenarzystom należy się również uznanie za dopracowanie postaci rodziców. W wielu produkcjach dla młodzieży rodzice stanowią tylko jakieś przezroczyste postaci bez charakteru, które na ekranie pojawiają się tylko od czasu do czasu, zazwyczaj w takich momentach, gdy trzeba pchnąć akcję do przodu i pokazać wielką rodzinną awanturę. Riverdale udało się uniknąć takiej skrótowości. Rodzice również mają swoje osobowości, swoją przeszłość, o każdym z nich widz jest w stanie powiedzieć coś więcej niż np. że Fred Andrews jest ojcem Archiego. Jednocześnie Riverdale nadal pozostaje przede wszystkim serialem o nastolatkach, wydarzenia ze świata dorosłych nie zdominowały wcale czasu na ekranie, a raczej stanowią dopełnienie całej historii.

alice

Aktorsko ten serial stoi na bardzo wysokim poziomie, brak tutaj jakiejkolwiek sztuczności, nawet przerysowana gra Cheryl Blossom (zimnej suki-cheerleaderki) tak nie razi – być może dlatego, że wiemy, iż postać ta wyglądała i zachowywała się tak również w komiksie. Jestem w stanie uwierzyć we wszystkich bohaterów, chociaż niektórych lubię bardziej, innych mniej, Archie na przykład denerwował mnie swoim niezdecydowaniem – raz chciałby być z tą, raz z inną… Może to jednak świadczy o autentyczności tej postaci. Jeśli już jesteśmy przy wątkach miłosnych, to muszę przyznać, że zostały one poprowadzone bardzo dobrze. Dawno nie kibicowałam tak parze filmowej (nie zdradzę o kogo chodzi – miało być bez spoilerów), ta nastoletnia miłość została przedstawiona w sposób jednocześnie uroczy i nieprzesłodzony, paradoksalnie nie ma aż tak wielu pocałunków na ekranie, a mimo to czuje się chemię między aktorami. I to się wydaje zaskakujące – w Riverdale zagrali młodzi aktorzy, których średnia wieku wynosi pewnie ok. 20 lat. A mimo to odegrali swoje role tak dobrze. W tych nastoletnich związkach widziałam więcej chemii i autentyczności bijących z ekranu niż w Pięćdziesieciu twarzach Greya. Co wydaje się nieco paradoksalne, bo w filmie z tak małą liczbą słów, rekompensowanych liczba scen łóżkowych, co jak co, ale chemia – powinna być.

archie-betty-riverdale-214092-1280x0

Spotkałam się z kilkoma negatywnymi opiniami, w których głównym zarzutem formułowanym w stosunku do Riverdale był fakt, że jakoby fabuła przypomina za bardzo 13 reasons why. No nie. Jedyne podobieństwa to śmierć nastolatka stanowiąca punkt wyjściowy dla fabuły oraz umiejscowienie akcji w liceum w małym miasteczku. Reszta – nie mogłaby się bardziej różnić. W 13 reasons why pokazane są problemy, z jakimi zmagają się nastolatki, jednak zawsze urastają one do rangi wielkiego dramatu, który odciska piętno na psychice młodego człowieka. W Riverdale bohaterowie również mają pewne kłopoty, czy to w domu, czy w relacjach z rówieśnikami, ale brak tu tego patosu, wszystko jest podane w dużo lżejszej formie, a sceny dramatyczne są przeplatane dużą dawką humoru. Poza tym, w 13 reasons why nie ma ani jednego bohatera, którego szczerze bym polubiła, paradoksalnie – w tamtym serialu, który jednak bardziej powinien skupiać się na psychologii postaci, osobowość bohaterów została przedstawiona dużo słabiej, a te cechy, które pokazali nam twórcy na ekranie jakoś nie skłoniły mnie do obdarzenia kogokolwiek cieplejszymi uczuciami. W Riverdale natomiast, jak już napisałam, bohaterowie są naprawdę świetni. A wśród nich króluje Jughead 😉

cole-sprouse-riverdale-thecw

Jeśli już miałabym porównać Riverdale do jakiejś innej produkcji, powiedziałabym, że to takie miasteczko Twin Peaks dla młodzieży (i nie tylko – dużo dorosłych jest zachwyconych tym serialem). Tajemnica, atmosfera grozy i niepewności to niejedyne elementy, które nasuwają mi skojarzenia z tym tytułem. Przede wszystkim warstwa stylistyczna – zdjęcia, scenografia – przywodzą na myśl produkcje z lat 90., chociaż trudno określić dokładnie czas akcji, bohaterowie korzystają bowiem ze smartfonów, używają internetu i instagrama, są więc zawieszeni w czasoprzestrzeni. Jest niby realistycznie, ale nie do końca. Do mnie to przemawia.

Nawet jeśli wydaje Wam się, że Riverdale to serial zupełnie nie w Waszym stylu – obejrzyjcie, spróbujcie. Może przeżyjecie zaskoczenie?

Ocena: 9/10

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Advertisements
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s