Polskie komedie tragiczne… Przepraszam – romantyczne

Rzadko chodzę do kina na komedie romantyczne, a w szczególności – na polskie komedie romantyczne. Kiedy jednak przypadkowo mam okazję zapoznać się z najnowszym dziełem polskiej kinematografii z Karolakiem w jednej z głównych ról, zawsze odnoszę wrażenie, że reżyserowi pomyliły się gatunki, a twórcy wcale nie chcieli zaprezentować widzom komedii, tylko dramat. Katastrofę. Gwałt na kulturze i inteligencji odbiorcy.

Nieraz słyszeliście zapewne utyskiwania jakiegoś niedzielnego znawcy sztuki i kultury, który narzekał na fatalny poziom kręconych w Polsce filmów. Nie zgadzam się z osobami, które twierdzą, że polskie kino jest słabe, wręcz przeciwnie – w ostatnich latach powstaje coraz więcej obrazów naprawdę ambitnych i dobrze zrealizowanych, mamy przecież Ostatnią rodzinę, Wołyń, Moje córki krowy, Idę (zostawmy rozważania na temat tego, czy ten film ma antypolski wydźwięk czy też nie – faktem pozostaje to, że został nagrodzony Oscarem). Polskie produkcje coraz częściej nagradzane są na międzynarodowych festiwalach, a przekonanie o wyższości filmów zachodnich (w szczególności amerykańskich) nad rodzimym kinem powoli na szczęście odchodzi do lamusa. Mimo to wciąż niektórzy uparcie powtarzają, że polskie kino jest złe i okropne i od samego na nie patrzenia można dostać raka. Winę za taki pogląd ponoszą oczywiście te nieszczęsne komedie romantyczne.

ko

Dlaczego polskie komedie romantyczne są takie słabe? Powodów jest co najmniej kilka.

1. Syndrom Karolaka

Oczywiście, przesadą jest twierdzenie, że Tomasz Karolak gra w każdej polskiej komedii romantycznej. Jeśli w jakiejś akurat się nie pojawia, to reżyser angażuje zazwyczaj Pawła Domagałę, spokojnie więc można by obsadzać role we wszystkich polskich komediach romantycznych, zatrudniając jedynie tych dwóch aktorów… Przykład Karolaka i Domagały dobrze ilustruje pewien problem, z którym nasz rodzimy przemysł filmowy zmaga się od dłuższego czasu, a mianowicie – reżyserzy zatrudniają wciąż tych samych aktorów. Jasne, Polska wcale nie jest tak dużym krajem jak Stany Zjednoczone, w związku z czym osoby zajmujące się castingiem mają ograniczony wybór, ale wydaje mi się, że nawet w państwach z mniejszą populacją niż w Polsce ta powtarzalność obsady w filmach aż tak bardzo nie rzuca się w oczy. Dlaczego? Ano może dlatego, że aktorzy nie muszą grać ciągle takich samych ról. Tymczasem w polskich komediach zawsze Domagała (ewentualnie Karolak) wciela się w takiego śmiesznego, nieco niezdarnego bohatera pozostającego jakby z boku akcji, Maciej Zakościelny wciąż chętnie obsadzany jest jako amant, łamacz kobiecych serc, Małgorzata Socha albo Weronika Książkiewicz rzadko występują na pierwszym planie, za to bardzo często występują jako przyjaciółki głównych bohaterek… Kiedy ogląda się któryś film z kolei, można pogubić się w fabule, bo przecież ci bohaterowie są wszędzie tacy sami. Wkręceni, Och Karol, Nie kłam kochanie – co za różnica? Twarze podobne? Podobne. Może tak łatwiej się ogląda?

karola.jpg

2. Za dużo IKEI  i pasteli 

Część polskich komedii, szczególnie tych tworzonych w koprodukcji z TVN, cierpi na pewną przypadłość objawiającą się tym, że niemal w każdym kadrze widoczne są meble z IKEI. Wnętrza prezentowane na ekranie sprawiają czasami wrażenie żywcem wyjętych z folderów reklamowych słynnej szwedzkiej firmy i nie byłoby w tym pewnie nic złego, gdyby nie fakt, że polska rzeczywistość nie do końca tak wygląda. Dlaczego pół wieku temu Sami swoi odnieśli taki sukces? Ponieważ był to film, w którym w dosyć wierny sposób przedstawiono realia PRL-u. Zapewniam Was, że nie każdy ma meble z IKEI. I nie każdy akceptuje w filmach bohaterów, którzy narzekają na życie w modnie urządzonej kawalerce położonej w warszawskim Śródmieściu.

dzie

3. Ale to już było…

Oderwanie scenarzystów i reżyserów od polskich realiów może wynikać nie tylko z fascynacji skandynawskimi meblami, ale raczej z pragnienia kręcenia takich filmów jak w Hollywood. Właściwie wszystkie polskie komedie romantyczne powstałe w ostatnich latach sprawiają wrażenie skierowanych do amerykańskiej publiczności. Weźmy na przykład Planetę Singli – film, w którym Maciej Stuhr wciela się w rolę charyzmatycznego prowadzącego program komediowy. Wszystko fajnie, tylko w Polsce właściwie nie istnieje taki format programu. Postać Stuhra to ktoś pomiędzy Ellen DeGeneres i Jimmym Fallonem, trudno porównać go do jakiegoś polskiego dziennikarza, bo w naszym kraju zwyczajnie NIE MA takich dziennikarzy (niektórzy chcieliby roli takiego naczelnego komika widzieć Kubę Wojewódzkiego, pozwólcie, że tego nie skomentuję…). Kolejny przykład? Uwielbiane przez wielu Listy do M. Tutaj twórcy w jeszcze bardziej bezpośredni sposób sugerują widzom, że inspirowali się kinematografią amerykańską. A konkretniej filmem To właśnie miłość. Obejrzyjcie, porównajcie.

planeta.jpg

4. Przerwa na reklamy w kinie

Komedie romantyczne są z założenia produktem komercyjnym, a nie kinem artystycznym, trudno więc winić twórców o to, że pragną jak najwięcej zarobić na dystrybucji filmu. Istnieją jednak pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Do niedawna oczywistym było, że seansu w kinie nie przerywa się blokiem reklamowym, obecnie jednak producenci różnych produktów znaleźli sposób na ominięcie tej zasady. Komedie romantyczne to przecież idealne medium, by zareklamować torebkę, sklep z ubraniami, czy nawet… parówki. To ostatnie wydaje się kuriozalne, ale nie żartuję – w Poradach na zdrady jest scena, w której bohaterka kroi parówki do sałatki i z grobową miną oświadcza, że To nie są zwykłe parówki. To Berlinki. Musicie przyznać, że coś tu chyba jest nie tak…

ofilmie3.jpg

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

6 thoughts on “Polskie komedie tragiczne… Przepraszam – romantyczne

  1. Berlinki! Ta scena rozbroiła mnie najbardziej… Chociaż muszę przyznać, że był to jednej z filmów, w którym umeblowanie jednego z pomieszczeń było niesamowite!
    Co do reszty, niestety wszystko robione jest na jedno kopyto (jeśli chodzi o komedie romantyczne), co po pewnym czasie staje się nie do zniesienia…
    Myślę, że wcześniejsze komedie były dużo lepsze od tych kręconych obecnie, być może dlatego, że przez dłuuuugi czas nie było na czym oka zawiesić jeśli chodzi o naszą kinematografię. A co do Sochy i Rosati, ja zauważyłam tendencję obsadzania ich w roli wrednych femme fatale 😉

    Polubienie

  2. Jak na to, że nie lubisz polskich komedii romantycznych to sporo ich znasz 😉 połowy wymienionych przez Ciebie nigdy nie widziałam, a o niektórych nawet nie słyszałam. I oczywiście zgadzam się z Tobą – one są straaaaszne

    Polubienie

    1. Powiedzmy, że obejrzałam je, poświęcając się dla wyższych celów 😉 Chociażby po to, żeby przygotować tę analizę. A tak serio, oglądam zawsze z kimś, przy okazji, w domu, nigdy nie chodzę na komedie romantyczne do kina, bo zwyczajnie szkoda pieniędzy.

      Polubienie

  3. Polskie komedie romantyczne to naprawdę ciekawe zjawisko! 🙂 Większość jest tak bardzo złych, że nie sposób tego nawet opisać. Reklama parówek w wymienianym przez Ciebie filmie rozwaliła mnie totalnie:D Z resztą ten film był taak bardzo przewidywalny! Z polskich komedii (o dziwo) nawet śmiałam się na Planecie singlii i to chyba jedyna, która (serio) mi się podobała! 😮

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s