Kobiety za kamery!

Ostatnio dużo mówi się o Wonder Woman. I nic dziwnego, bo, zdaniem wielu, jest to pierwszy film z uniwersum DC, który w końcu wyszedł. Chociaż nie jestem wielką fanką komiksów i w ciągu ostatnich miesięcy nie czekałam w napięciu na premierę, Wonder Woman okazała się dla mnie w pewien sposób obrazem przełomowym. Dlaczego? Bo po raz pierwszy z całą mocą uświadomiłam sobie, jak wciąż małą rolę mają do odegrania w kinie kobiety.

Nie chodzi mi tylko o to, że Wonder Woman to pierwsza superbohaterka, która dostała własny film (spuśćmy łaskawie zasłonę milczenia na takie produkcje jak Kobieta-Kot – nikt nie chce o tym filmie pamiętać, nawet Halle Berry). Kiedy po raz pierwszy przeglądałam w sieci informacje na temat najnowszego dzieła Worner Bros, uderzyło mnie to, że wytwórnia na stanowisko reżysera zatrudniła kobietę. Niby żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i takie rzeczy nie powinny nikogo dziwić, ale jednak, fakt ten nieco mnie zszokował. Bo kiedy próbowałam przypomnieć sobie nazwisko innej niż Patty Jenkins kobiety na stanowisku reżysera, zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie wskazać żadnej, może za wyjątkiem Leni Riefenstahl czy naszych rodzimych artystek takich jak Agnieszka Holland czy Małgorzata Szumowska. Założę się, że gdyby kazać przypadkowemu przechodniowi na ulicy wymienić jak najszybciej pięciu najpopularniejszych reżyserów naszych czasów, wskazałby Stevena Spielberga, Petera Jacksona, Martina Scorsese, może Quentina Tarantino, może braci Cohen… W tym zestawieniu nie znalazłaby się żadna kobieta. A to chyba nie najlepiej świadczy o kondycji światowej kinematografii.

cat

Można się zastanawiać, dlaczego w czasach pozornej równości płci, kiedy w tak wielu dziedzinach życia uporaliśmy się już z dyskryminacją, kobiety wciąż stanowią mniejszość wśród reżyserów, operatorów, także scenarzystów (chociaż w tym ostatnim zawodzie stosunek liczby kobiet do liczby mężczyzn wydaje się najbardziej zrównoważony). Wbrew pozorom wcale nie jest tak, że mniej kobiet uczęszcza do szkół filmowych, według badań opublikowanych przez Stephena Followsa (https://stephenfollows.com/) każdego roku dyplomy filmówek zdobywa mniej więcej tyle samo kobiet co mężczyzn. Im więcej jednak czasu mija od ukończenia studiów, tym wyraźniej widać, która z płci dominuje w przemyśle filmowym. I komu chętniej producenci przyznają pieniądze. Według Followsa, 27% procent krótkometrażówek, a więc filmów niskobudżetowych, reżyserowanych jest przez kobiety. W przypadku blockbusterów, których budżety przekraczają niejednokrotnie 100mln dolarów, właściwie trudno znaleźć kobietę na stanowisku reżysera. Nic dziwnego, skoro to panowie odpowiadają za tworzenie 97% filmów wysokobudżetowych.

kathryn-bigelow-e1383061637534

Oczywiście, w poszczególnych krajach sytuacja ta może się różnić, jak już wspomniałam, łatwiej było mi przypomnieć sobie nazwisko Polki niż Amerykanki czy Brytyjki reżyserującej filmy. Bez wątpienia jednak to filmy powstające w Hollywood, czy nawet szerzej – w obrębie kultury anglosaskiej, mają największy wpływ na kształtowanie światopoglądu i wrażliwości widzów. A skoro nawet w Stanach Zjednoczonych, jawiących się niektórym jako utopia, kraj, w którym odrzucono już wszelkie uprzedzenia i nierówności, skoro nawet tam kobiety są w znacznym stopniu dyskryminowane – to o co, do cholery, chodzi?

Być może dominacja mężczyzn w przemyśle filmowym wynika ze struktury i historii Hollywood. Pierwszymi wytwórniami filmowymi kierowali mężczyźni, oni też reżyserowali za oceanem pierwsze filmy (chociaż we Francji, ojczyźnie kinematografu, Alice Guy-Blaché już rok po pokazie braci Lumière stworzyła swój pierwszy ruchomy obraz). Z jakiegoś powodu wśród niektórych osób wciąż króluje przekonanie, że kobiety są w stanie opowiadać jedynie babskie historie, romanse, wyciskacze łez. Przeciętny widz płci męskiej prawdopodobnie nic nie ma do kobiety reżyserującej Dziennik Bridget Jones czy inną komedię romantyczną. Ale ten sam mężczyzna, zapytany, czy jako reżysera najnowszego filmu gangsterskiego widziałby Guya Ritchiego czy jakąkolwiek absolwentkę szkoły filmowej, raczej opowiedziałby się za tym, by to mężczyzna stanął za kamerą.

97e97a3f01823facee81b9107f00344e93e67e7e_52eb16277f979.blog-large-1080x675

Dyskryminacja kobiet w kinematografii wciąż istnieje i stanowi poważny problem. Nie przejawia się ona jedynie w tym, jak niewielki procent członków produkcji stanowią kobiety, wciąż w wielu filmach dominują bohaterowie płci męskiej, a jeśli pojawiają się jakieś bohaterki, to bardzo często nie mają zbyt wiele do grania i występują one w filmie tylko po to, by było na czym zawiesić oko. To chyba jednak temat na zupełnie inny wpis, dlatego dzisiaj zostawiam Was z zawołaniem – kobiety za kamery!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – udostępnij go, skomentuj, polub stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

One thought on “Kobiety za kamery!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s