Dlaczego w szkole nie ma wiedzy o filmie?

Kiedy tylko w mediach pojawia się temat polskiego systemu edukacji, najczęściej słychać przede wszystkim głosy krytyczne, które zazwyczaj nie mają na celu znalezienie rozwiązań pewnych problemów, stanowią natomiast niezawodne narzędzie, by dokopać przeciwnikom politycznym. Osobiście uważam, że w polskiej szkole wcale nie dzieje się tak źle (chociaż zapewne ten optymizm wynika z moich, przeważnie pozytywnych, doświadczeń), dostrzegam jednak sporo wad, które niestety rzutują na fakt, że kształcone są kolejne pokolenia ludzi nieprzystosowanych do życia we współczesnym świecie.

movie-918655_1920.jpg

Zauważcie, że w szkole istnieje pewna niepisana hierarchia przedmiotów – lekcje dzielimy na te ważne (matematyka, polski, biologia…) i na takie, podczas których można grać na telefonie czy spisywać od jakichś dobrych dusz pracę domową (informatyka, wiedza o kulturze, podstawy przedsiębiorczości…). Oczywiście, jest to pewne uogólnienie, ale mogę się założyć, że w 80% przypadków właśnie tak poszczególne przedmioty traktowane są przez polskich uczniów, i pewnie też w dużej mierze nauczycieli, którzy decydują się na poprowadzenie dodatkowych lekcji, byle tylko dorobić sobie do pensji. I to jest trochę przerażające, bo przecież te przedmioty, które traktuje się po macoszemu, powinny być z perspektywy dorastającego człowieka równie ważne, ponieważ pozwalają lepiej zrozumieć nasze czasy i zjawiska, które nas otaczają. Tyle mówi się o tym, że w szkole młodzież zdobywa przede wszystkim wiedzę, ale po ukończeniu edukacji nie posiada żadnych umiejętności. Ciekawe czemu? Może właśnie dlatego, że podczas informatyki ludzie korzystają z messengera, a jeśli już coś robią, to przeważnie wykonują jakieś obliczenia w Excellu (co samo w sobie też jest bez sensu, bo szkoła po raz kolejny przekazuje nam wiedzę na temat jednego określonego programu, ale nie uczy bardziej ogólnych mechanizmów korzystania z innych narzędzi).

startup-593327_1920.jpg

Najbardziej zastanawia mnie jednak to, dlaczego w szkole nie ma osobnego przedmiotu poświęconego edukacji filmowej. Kino to nie jest jakaś nowinka, od pierwszego publicznego pokazu Wyjścia robotników z fabryki minęło ponad 120 lat, w czasie których kinematografia urosła do miana najprężniej rozwijającej się gałęzi sztuki. Dla wielu osób (szczególnie tych, u których pojawiają się pierwsze objawy wtórnego analfabetyzmu) oglądanie filmów to jedyny kontakt z kulturą, chociażby popularną. Wydaje mi się to co najmniej niepokojące, że szkoła co roku wypuszcza w świat kolejne zastępy młodych ludzi, którzy nie posiadają żadnych, ale to absolutnie żadnych, kompetencji pozwalających na interpretowanie filmów, chociażby w najbardziej podstawowym zakresie.  Bo po co? Niech się gawiedź cieszy, że na ekranie coś się rusza, faceci w rajtuzach biegają, ładne potwory zrobione w CGI… No, fajnie, fajnie. Po co tu szukać drugiego dna?

Filmy w szkołach wyświetlane są, a i owszem – tylko w jakich sytuacjach? Zazwyczaj nauczyciele przychodzący na zastępstwa, niemający ani ochoty, ani pomysłu na prowadzenie zajęć, włączają jakąś ekranizację lektury, względnie kasetę VHS zakupioną przez szkołę jeszcze w latach 90., i dzięki temu cieszą się 45 minutami wolności. Oczywiście, zdarzają się bardziej ambitni nauczyciele, którzy na lekcjach języka polskiego, wiedzy o kulturze czy na zajęciach artystycznych starają się zaznajamiać swoich uczniów z historią kinematografii (i chwała im za to!). Tylko ilu jest takich pedagogów z pasją? Garstka.

Po co więc nam ta edukacja filmowa? Jak już napisałam, po to, byśmy rozumieli pewne mechanizmy pojawiające się w kinie. Żebyśmy wiedzieli, że za pomocą obrazu można wpływać na opinię społeczną, na zmiany obyczajowe – film prawie nigdy nie stanowi jedynie historii osadzonej na ekranie, zawsze wpisuje się jakoś w szerszy kontekst kulturowy. Trzeba rozumieć, że poza funkcją czysto rozrywkową kino może spełniać także inne zadania, jak nie raz pokazała historia, jest ono narzędziem, za pomocą którego bardzo łatwo da się manipulować odbiorcą. Z tego powodu wydaje mi się, że szkoła powinna zaopatrzyć uczniów chociażby w podstawowe informacje na temat tego, jak rozpoznawać określone mechanizmy w strukturze filmu i jak nie dać się im zwieść.

audience-828584_1920.jpg

Wiedza o filmie, jak sama nazwa wskazuje, powinna być przedmiotem, na którym nauczyciele przekazują swym podopiecznym… wiedzę. O tym, że w ogóle jakiś film nakręcono. Zaskoczeni? No cóż, istnieje kilkadziesiąt filmów, o których, nawet jeśli się ich nie oglądało, wypadałoby przynajmniej coś słyszeć. Niestety, nie każdy ma w sobie tyle samozaparcia, by samodzielnie wyszukiwać arcydzieła kinematografii (swoją drogą, ile może zająć wpisanie tej frazy w Google – kilka sekund?). Spora grupa odbiorców ogląda jedynie to, co leci w telewizji, bądź właśnie wchodzi do kin, wielu nastolatków zapytanych o to, czy oglądało chociażby Absolwenta czy Obywatela Kane’a, pewnie otworzyłoby szeroko oczy ze zdumienia, słysząc te tytuły. Naprawdę nie chcę żyć w społeczeństwie, które za najlepszy film wszechczasów uważa Szybkich i wściekłych. Tutaj zaznaczam – to jest fajny film. Ale trzeba mieć jakąś hierarchię.

Ze wspomnianym powyżej problemem łączy się jeszcze jedno zjawisko – większość osób ogląda przede wszystkim filmy zaliczające się do szeroko rozumianej kultury popularnej. Nie ma w tym nic złego, o czym już pisałam tutaj. W mojej, nieco idealistycznej, wizji lekcji edukacji filmowej nauczyciele powinni się skupiać przede wszystkim na omawianiu elementów tego głównego nurtu kina, po to, by jak największa liczba uczniów wykorzystała jakoś tę wiedzę w przyszłości – nie każdy musi przecież zostać krytykiem. Warto byłoby jednak porozmawiać o produkcjach bardziej ambitnych, o kinie intelektualnym. Bo gdy nie zna się chociażby jednego filmu Felliniego czy Zanussiego, to nagle odnosi się wrażenie, że Szczęki są jakimś niesamowicie ambitnym dziełem odwołującym się do naszych pierwotnych, egzystencjonalnych lęków. Serio?

Reforma systemu edukacji nie przewiduje niestety wprowadzenia do szkół wiedzy o filmie, zamiast tego pojawić się ma podobno nauka gry w szachy. No fajnie… A teraz się zastanówcie, kiedy ostatnio graliście w szachy, a kiedy ostatnio oglądaliście jakiś film.

No właśnie.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – wyślij link do kogoś z Ministerstwa Edukacji Narodowej. A tak serio – skomentuj, polub post i stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂

 

 

 

Advertisements
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.wordpress.com

4 thoughts on “Dlaczego w szkole nie ma wiedzy o filmie?

  1. Na polskim jest kilka godzin, szczególnie w pierwszej klasie gimnazjum, ale to 6 może 8 godzin, zależy od programu. Też sądzę, że powinno być więcej wiedzy o filmie i o teatrze. Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

  2. Pozwoliłam sobie polubić twoją stronę na FB 😉

    Osobiście chętnie wprowadziłabym „wiedzę o filmie” jako przedmiot w szkole. Może, gdybym sama go miała, umiałabym dziś bardziej docenić niektóre dzieła kinematografii? Może też częściej sięgałabym po klasyki. Bo z tymi klasykami jest zazwyczaj taki problem, że nie chce się ich oglądać, skoro w telewizji leci jakaś komedia, która była w kinah w zeszłym roku…

    Lubię to

  3. Myślę, że aby wprowadzić taki przedmiot do systemu edukacji, należałoby go najpierw zreformować. Nie mówię tu o wprowadzeniu kilku nic nie znaczących zmian, które i tak wywołują masę kontrowersji, ale o gruntownej nowelizacji szkolnictwa. Narzucanie pewnych przedmiotów, z którymi większość uczniów nie wiąże przyszłości to jedno, jednak podejście do nauczania tychże przedmiotów to czysta kpina. Dopiero po skończeniu szkoły większość z nas zdaje sobie sprawę, że mogliśmy podchodzić do nauki w inny sposób, jednak przyjęte kanony nauczania nie zachęcają do aktywnego brania udziału w lekcjach… Myślę, że system edukacji powinien być dostosowany do każdego z osobna, dzięki czemu program nauczania wzbogaciłby się o takie przedmioty jak nauka o filmie, czy nawet serialach, praktyczna nauka programów obowiązujących na rynku pracy czy szczególny nacisk na języki obce bez narzucania wyboru „niemiecki/angielski”.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s