Gdy nie-gracz zaczyna grać

Odkąd napisałam ostatnią maturę, bardzo aktywnie realizuję swój wiekopomny projekt, którego robocza nazwa brzmi W poszukiwaniu straconego czasu. W jego ramach robię wszystko to, na co nie miałam czasu od września – nadrabiam lektury, filmy, próbuję nowych rzeczy (jeździłam na przykład na wrotkach, polecam), porządkuję notatki, które uzbierały mi się przez całe liceum i… Gram na komputerze. Nie brzmi to może imponująco, ale dla mnie jest to czynność nie tylko nowa, ale także w pewnym stopniu nienaturalna.

Ostatnią (i jedyną) grą, jaką posiadałam w życiu były The Sims 3, których bez większego żalu pozbyłam się jeszcze w gimnazjum. Pragnąc jednak zebrać w ciągu tych ponad czteromiesięcznych wakacji jak największą liczbę nowych doświadczeń, postanowiłam zaryzykować i kupiłam sobie grę na PC… Grę nie byle jaką, bo stanowiącą naszą dumę narodową, grę pokazywaną obcokrajowcom obok pierogów, bigosu i zdjęć papieża Polaka. Mowa oczywiście o Wiedźminie III. Jeszcze nie przeszłam całej rozgrywki i mam wrażenie, że, jeśli kiedykolwiek to nastąpi, to raczej w dalszej niż w bliższej przyszłości. Mam jednak kilka przemyśleń dotyczących tej gry i w ogóle koncepcji grania w gry, które, prawdopodobnie, nigdy nie nasunęłyby się osobie regularnie oddającej się tego typu rozrywce.

witcher3_en_wallpaper_the_witcher_3_wild_hunt_wallpaper_11_1920x1080_1425909788

#Fakt 1: Nie trzeba walczyć, by umrzeć. Są lepsze sposoby.

Przede wszystkim, jestem z siebie dumna, bo jeszcze nigdy nie doprowadziłam do sytuacji, w której Geralt zginąłby w walce. Nie oznacza to oczywiście, że ani razu nie umarł. Jako bardzo profesjonalny gracz, potrafię uśmiercić głównego bohatera, nie doprowadzając do konfrontacji z żadnym przeciwnikiem, a to chyba prawdziwa sztuka. Wystarczą mi schody, zanim nauczyłam się po nich schodzić i wchodzić, Geralt kilka razy niestety spadł. Raz utopił się też w studni.

Wiedźmin-3.jpg

#Fakt 2: Wszystko jest ciekawsze niż główna fabuła 

Jako osoba niegrająca w gry, jestem oczarowana liczbą rzeczy, którą można zrobić w Wiedźminie. I nie chodzi mi bynajmniej o liczbę misji, jakich realizacji może podjąć się nasz główny bohater. Prawdę powiedziawszy, więcej frajdy sprawia mi zaglądanie we wszystkie miejsca, tylko nie tam, gdzie potrzeba. Co więcej, mogę to robić zupełnie bezkarnie. Gonię sobie sarnę w lesie i ona cały czas przede mną ucieka, nie jest tak, że dobiegam do niewidzialnej ściany, za którą nie ma już nic oprócz zabłąkanych pikseli. Będąc w karczmie, zamiast rozmawiać z ludźmi i szukać informacji o Yenefer, zmusiłam raz Geralta, by pogasił wszystkie świeczki tak, że w pomieszczeniu zrobiło się niemal czarno. Taka mała rzecz, a cieszy. Lubię, jak świat jest taki otwarty i oferuje mi tyle  wolności i różnych możliwości akcji.

wit.jpg

#Fakt 3: Gry są… interaktywne (odkryłam Amerykę) 

Po trzecie wreszcie, moje obycie z grami jest tak niewielkie, że nie mam ich z czym za bardzo porównywać – jedyny punkt odniesienia stanowią dla mnie wspomniane już The Sims czy takie anachronizmy jak Metin, Tibia, Farmer (o, zgrozo). Siłą rzeczy więc grając w Wiedźmina, konfrontuję moje obserwacje z doświadczeniami znanymi z innych mediów. Zawsze wydawało mi się, że gry są do grania, filmy do oglądania, a książki do czytania i nie widziałam większego sensu w przerywaniu rozgrywki krótkimi filmikami przedstawiającymi dialogi bohaterów. Teraz jednak zmieniłam zdanie. Doszłam do wniosku, że grając, zamiast być jedynie widzami spektaklu, stajemy się jego reżyserami. Fakt, że podczas animacji pomiędzy poszczególnymi częściami rozgrywki, można wybierać wypowiedzi bohatera, sprawia, że gra jest naprawdę interaktywna, że mamy wpływ na to, co się stanie, a nie podążamy jedynie nudną i przewidywalną do bólu ścieżką wytyczoną przez twórców. I to jest fajne.

witt.png

Zapalonym graczem raczej nie zostanę, bo chyba jednak za dużo czasu poświęcam na analizowanie rzeczy zupełnie nieistotnych z punktu widzenia fabuły. Wiedźmina III jednak mam, dumnie stoi na półce, a ja w końcu rozumiem, na czym polega fenomen tej gry. Poza tym, doszłam do wniosku, że to wcale nie jest taki głupi rodzaj rozrywki, a już na pewno nie jest to rozrywka łatwa i wymagająca wyłączenia myślenia. Bo nadal nie do końca pamiętam, które klawisze naciskać w którym momencie…

Jeśli podobał Ci się ten wpis – skomentuj, polub post i stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

2 thoughts on “Gdy nie-gracz zaczyna grać

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s