Lubisz Marvela, więc się schowaj

W niektórych kręgach panuje przekonanie, że aby móc nazwać się prawdziwym miłośnikiem kinematografii, trzeba koniecznie oglądać same filmowe arcydzieła, najlepiej te nakręcone kilkadziesiąt lat temu, bo przecież obecnie kino nie jest już sztuką, a jedynie maszynką do zarabiania pieniędzy. Prawdziwy kinoman gardzi popkulturą, chodzi  tylko do kin studyjnych oglądać azerskie albo irańskie dramaty, a multipleksy (oraz odwiedzających je ludzi) omija szerokim łukiem, uważając je za zło wcielone. Wyraz kinoman, w słowniku języka polskiego tłumaczony po prostu jako entuzjasta kina, można rozumieć na wiele różnych sposobów, zastanówmy się jednak, czy ludzie wybierający jedynie produkcje określane mało precyzyjnym mianem ambitnych, jednocześnie gardzący na przykład ekranizacjami komiksów Marvela, naprawdę darzą sztukę filmową tak wielką miłością, czy też są zwykłymi snobami.

Część osób, mimo że ogląda całe mnóstwo filmów, zupełnie nic o kinie nie wie. To grupa właśnie tych ludzi, którzy codziennie spędzają przed telewizorem po kilka godzin, oglądając niskobudżetowe produkcje. Czasami trafi się jakiś Piątek z Superkinem czy Niedziela w Polsacie (teraz trochę fantazjuję, nie wiem, czy istnieje taki cykl, bo nie oglądam telewizji), w których puszczane są w filmy lepszej jakości, ale zasadniczo widz, który swój kontakt z kulturą wizualną opiera jedynie na przekazie serwowanym nam przez najpopularniejsze stacje telewizyjne, siłą rzeczy nie ma za dużo wiedzy na temat kinematografii. Nie o takich osobach jest ten wpis.

2244678-23308595

Istnieją dwie grupy ludzi nazywających się miłośnikami kinematografii – obie, całkiem słusznie zresztą, mają w moim odczuciu prawo do uzurpowania sobie tego tytułu. Część widzów ogląda wszystkie blockbustery po kolei, jest zaznajomiona z najnowszymi serialami Netflixa, w kinie (zazwyczaj takim dużym, gdzie nie ma wiochy, jak się szeleści popcornem) bywa co piątek. Osoby takie można wrzucić, oczywiście nieco upraszczając, do worka z napisem Odbiorcy kultury popularnej. Druga grupa widzów to ci ludzie, którzy zakochani są w czarno-białych filmach, namiętnie oglądają klasykę, a gdy bywają w kinie, choć równie często, to jednak wybierają te mniejsze, studyjne, w których zazwyczaj można zobaczyć produkcje niezależne. To tacy kinomani z klasą, ludzie kultury wysokiej, którzy nie trwonią cennego czasu na podziwianie mordobicia na ekranie.

Pytanie, jak więc poznawać kino, by czegoś się o nim dowiedzieć, nasuwa się chyba samo. Myślę, że, jak ze wszystkim zresztą, trzeba znaleźć pewną równowagę pomiędzy klasyką, najnowszymi filmami głównego nurtu i produkcjami bardziej niszowymi. To takie proste.

Casablanca-Two-Shot

Czasami, szczególnie  w czasie dyskusji z kimś starszym ode mnie o całe pokolenie, kiedy przyznaję, że nie oglądałam jakiegoś filmu, widzę taki błysk satysfakcji w oczach mego rozmówcy, który nie może odmówić sobie komentarza w rodzaju Kultowy film. Musisz to obejrzeć. Na pewno nie obejrzę wszystkich filmów, jakie kiedykolwiek powstały, bo musiałabym chyba nie wyjść już nigdy z domu, ale należy się starać zobaczyć chociaż po kilka najpopularniejszych klasyków z każdego gatunku. To nie jest snobizm. Oglądając stare, czasami naprawdę bardzo stare filmy, można dowiedzieć się wiele o kinie współczesnym, zrozumieć motywy, które są twórczo przetwarzane przez działających obecnie reżyserów, a także jeszcze bardziej zachwycić się tym, jakimi możliwościami dysponują w  dzisiejszych czasach operatorzy, montażyści czy graficy. Wtedy z czystym sumieniem można stwierdzić Okej, co miałem zobaczyć – zobaczyłem, ale i tak myślę, że najbardziej odpowiada mi kino superbohaterskie.  

Captain-America-Civil-War-concept-art-1-1200x641

Z drugiej strony, osoby, które uważają najnowsze blockbustery z dużą liczbą wybuchów, CGI i, w sumie, dość sprośnych i prostackich żartów,  za gwałt na kinematografii – powinny chociaż czasami przełamać się i obejrzeć produkcję ewidentnie będącą elementem tego zjawiska, którzy wszyscy zgodnie nazywamy popkulturą. Bo jednak nie sposób przez całe życie oglądać Casablancę, Deszczową piosenkę czy Przeminęło z wiatrem. Jasne, to naprawdę kultowe filmy, ale jednak współczesne kino daje nam obraz czasów, w których obecnie żyjemy, uwrażliwia nas na pewne problemy społeczne, odzwierciedla obecnie panującą estetykę czy zmiany kulturowe. Kiedyś na przykład nie do pomyślenia byłoby pokazanie na ekranie homoseksualistów, dzisiaj pojawiają się niemal w każdym filmie czy serialu i nikogo to nie dziwi. Jeszcze w latach sześćdziesiątych czarnoskórzy aktorzy występowali raczej jako postaci negatywne bądź o wątpliwej reputacji i zwykle reprezentowali oni bardzo znikomą liczbę bohaterów pojawiającej się w jednej produkcji. Bohater czarny zawsze był albo niewolnikiem, albo skazanym bądź oskarżonym o jakąś zbrodnię (np. w Zabić drozda) –  w każdym razie pojawiał się zazwyczaj w opozycji do bohatera białego. Dzisiaj takie rozróżnienie właściwie zanika. Bohater czarny jest… po prostu czarny. Może grać lekarza, prawnika, policjanta, złoczyńcę, gangstera, wszystko jedno. Kolor skóry nie determinuje typu roli, do której powinien zostać przydzielony dany aktor. Zmieniły się czasy, zmieniło się i kino. Ale osoby zakochane w klasyce, które unikają produkcji współczesnych, wszystko jedno czy mniej, czy bardziej ambitnych, mogą tych zmian nie zauważyć.

319620.1.jpg

Co więc oglądać, by lepiej poznać kino i zakochać się w nim? Moja recepta jest prosta – wszystkiego po trochu. Trochę starych romansów, trochę marvelowskiego mordobicia, co nieco kina noir, kilka tytułów twórców polskiej szkoły filmowej… I tak cegiełka po cegiełce można budować solidne podstawy swojej kinowej wiedzy i fascynacji. Mówi się, że kto czyta książki, żyje dwa razy. Śmiem twierdzić, że kto dodatkowo jeszcze ogląda filmy – żyje za trzech. A jeśli jeszcze wybiera tytuły bardzo zróżnicowane, to może się pochwalić liczbą żyć większą niż niejeden kot.

Jeśli podobał Ci się ten wpis – skomentuj, polub post i stronę Rude Okulary na facebooku. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak reakcja odbiorców 🙂 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

7 thoughts on “Lubisz Marvela, więc się schowaj

  1. Cóż oglądamy całkiem sporo 😉 i jesteśmy kinomanami mimo że nie preferujemy kina alternatywnego ani kin studyjnych. Swiadczy o tym chociazby ostatnia recenzja
    Fakt faktrm czasem chcialabym ominąć ludzi zracych popcorn… Ale nie można mieć wszystkiego. Marvela ubostwiamy. Jesteśmy na bieżąco z Netflixem. Hm… I wszystko chyba z nami ok.

    Polubienie

  2. Oglądam filmy o superbohaterach i się tego nie wstydzę. Nawet wczoraj wieczorem włączyłam telewizor, żeby mi Iron Man pograł w tle. Nie widzę nic złego w oglądaniu takich filmów – są dla mnie czystą rozrywką, sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. Są tacy, którzy w tym celu biegają albo oglądają „Trudne sprawy”. Ja wolę średniej jakości kino nakręcone z dużym rozmachem. Tylko, że ja znam też trzon klasyki kina, Chodziłam na wykłady z historii filmu, obejrzałam kilkadziesiąt produkcji, w tym kilka niemych i zdarza mi się pójść do kina studyjnego, albo popatrzeć na jakiś niszowy film w domu. Co nie zmienia faktu, że mam kartę Unlimited i w multipleksie bywam nawet kilka razy w miesiącu. Wydaje mi się, że można być kinomanem i oglądać blockbustery, pod warunkiem, że zna się też kino niszowe i wie się, co ma jaką wartość. W końcu czym innym jest wizualna uczta, a czym innym film z prawdziwym przekazem.

    Polubienie

    1. No i to jest właśnie to podejście, do którego chciałam zachęcić moim wpisem. Też lubię filmy kręcone na podstawie komiksów, a ludzie, którzy uważają, że najlepszą rozrywką jest na przykład kino Felliniego, to po prostu snoby. Bo co innego oglądać arcydzieło kinematografii, a co innego włączyć sobie wieczorem film dla rozluźnienia po męczącym dniu 😉

      Polubienie

  3. Dla mnie film na podstawie książki to zupełnie 2 różne historie. czasami po obejrzeniu takiego filmu byłam wręcz wściekła bo tylko połowa się zgadzała z tym co przeczytane zostało. To samo mam z komiksami marvelowskimi, ale nauczyłam się jednego – nie analizować 🙂 Film to film – wizja reżysera. Książka to książka – wizja autora. I tyle 🙂 Kochałam, kocham i będę kochać filmy akcji, efekty specjalne i „mordobicia” ale nie pogardzę od czasu do czasu mega starym Winnetou, Lessie czy Zorro ;p

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s