„Uśmiechnij się!” – tylko po co?

„Coś ty znowu taka zła?”, „uśmiechnąłbyś się w końcu” , „znowu nie w humorze?” – takie pytania padają zaskakująco często w sytuacjach, w których ich adresat wcale nie jest zdenerwowany czy obrażony na cały świat, a po prostu na chwilę przestał się uśmiechać. Po prostu. Mięśnie twarzy, tak jak wszystkie inne części ludzkiego ciała, potrzebują czasu na regenerację. Nie wszyscy jednak zdają się to rozumieć, a przymus nieustannego tryskania pozytywną energią wydaje się coraz bardziej dokuczliwy.

Lubię się śmiać. I śmieję się nadzwyczaj często. Nie zawsze jednak muszę mieć wyszczerzone zęby, bo pokazać, że wszystko u mnie w porządku. Kiedy się zamyślę czy po prostu jestem bardzo zmęczona,  moja twarz przybiera neutralny wyraz twarzy.  Nie zły, skwaszony, niezadowolony – po prostu neutralny. Odpoczywam sobie, ja, moje zęby i mięśnie mojej twarzy. Jeśli jednak ktoś przyłapie mnie w takiej sytuacji, wtedy od razu pojawiają się pytania i polecenia – „coś ty taka smutna?”, „uśmiechnij się, wiosna jest”. I niby można by tego typu reakcje wziąć za pewien sposób okazywania troski i zainteresowania, jednak, co ciekawe, zazwyczaj  uwag takich nie wygłaszają nasi najbliżsi, a osobo z dalekiego kręgu znajomych, którzy szukają sposobu na rozpoczęcie rozmowy.

Wydaje się, że cały problem jest zupełnie błahy i nic nieznaczący, jednak moim zdaniem wpisuje się on w szersze zjawisko charakterystyczne dla naszej cywilizacji. Żyjemy w czasach sukcesu, czasach wyretuszowanych, kolorowych zdjęć z Instagrama, czasach, w których ludzie pokazywani w telewizji mają nieskazitelnie białe zęby i wystudiowany, dobrze przećwiczony uśmiech. Jasne, należy cieszyć się życiem, ale czy trzeba zawsze uzewnętrzniać swoje uczucia? Każdy z nas chciałby jak najczęściej odczuwać radość, jednak człowiek ma do dyspozycji dużo szerszy wachlarz uczuć, czasami odczuwa potrzebę podumania nad problemami egzystencjalnymi, innym razem dotyka go tak prozaiczna dolegliwość jak ból zęba. I wiecie co? To wcale nie grzech, z którego musimy się spowiadać. A już na pewno nie jakiejś przygodnie napotkanej osobie rzucającej w przestrzeń pozbawione znaczenia pytanie: „Czemuś ty taki smutny?”.

Oczywiście, nie chciałabym nikogo zachęcać do braku empatii. Nie chodzi mi o to, by ignorować problemy najlepszego przyjaciela, który od kilku tygodni wygląda, jakby był na skraju załamania nerwowego.  Jasne – w takiej sytuacji trzeba okazać mu wsparcie i zaoferować pomoc, jeśli będzie takowej potrzebował. Zazwyczaj jednak w kontaktach z bliskimi nam osobami, które dobrze znamy, nie mamy najmniejszego problemu, by ocenić, czy czyjś brak uśmiechu oznacza odpoczynek mięśni twarzy, czy też początek depresji. Kiedy jednak poznajemy kogoś nowego, kto, broń Boże, w danej chwili akurat nie ma na twarzy rozciągniętego banana, mamy tendencję do przyklejenia  takiej osobie łatki z napisem „sztywniak”. Co niekoniecznie musi być prawdą. Powiem więcej – w większości przypadków zapewne nie jest.

Człowiek naprawdę nie musi się ciągle uśmiechać. Może zamiast tego woleć oszczędzać cenną energię po to, by wybuchnąć gromkim śmiechem wtedy, gdy akurat nadejdzie właściwy moment.

smilies-bank-sit-rest-160739.jpeg

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s