Soplica – przed maturą jak znalazł

Nie ma się co oszukiwać – zostało kilka dni, nie zdążymy przeczytać jeszcze raz (tudzież pierwszy raz) wszystkich lektur z gwiazdką, kwiatkiem czy pentagramem przy tytule. Jeśli wciąż mylą Ci się najważniejsze motywy i postaci, mimo że starasz się je zapamiętać od kilku tygodni – wyluzuj i zrób sobie przerwę. Aby jednak nie zmarnować tej chwili relaksu, proponuję Ci przeczytać ten, nieco subiektywny, wybór najważniejszych utworów literatury polskiej.

adam

„Pan Tadeusz” 

Nie wszyscy kojarzą, o co dokładnie chodziło w tym sporze, czy o zamek, czy o młyn, nie jest też takie oczywiste, czy ten Tadek w końcu przeleciał Telimenę, czy też nie. Każdy jednak, doskonale pamięta, że Mickiewicz swoją epopeję napisał trzynastozgłoskowcem. Przypomnijmy sobie jednak dokładnie treść tego utworu, by na maturze nie została nam w głowach jedynie informacja o rzekomych stosunkach przedmałżeńskich uprawianych przez niegrzecznego Tadzia.

Uważajcie na tytuł, jest zwodniczy. Mogłoby się wydawać, że bohater tytułowy to równocześnie główny bohater, ale część polonistów uparcie twierdzi, że historia opisana przez Mickiewicza opowiada przede wszystkim o Jacku vel. księdzu Robaku, ojcu Tadeusza. Osoby, które po raz pierwszy mają styczność z tą lekturą (swoją drogą – gratuluję wyboru źródła informacji), uspokajam – ksiądz Robak wcale nie złamał zasad celibatu i spłodził syna dużo wcześniej z kobietą, o której może autor wspomina w dwóch zdaniach, więc nie warto zaprzątać sobie nią głowy. Wróćmy jednak do Jacka Soplicy – jak to się stało, że wdział habit? Młody Jacek zakochał się w Ewie Horeszkównie, jednak jej ojciec nie zgodził się na związek tej dwójki, o czym poinformował pretendenta do roli zięcia, podając mu zupę z krwi kaczki… W domu jak widać się nie przelewało, skoro kaczka nie była na tyle tłusta, by zrobić z niej porządny rosół. Jacek poczuł się odmową niezwykle urażony i niewiele myśląc, zastrzelił ojca Ewy, po czym stwierdził, że jednak głupio zrobił i chyba wypadałoby jakoś odpokutować za swoje grzechy, wyjechał więc z kraju i wstąpił do zakonu bernardynów. W międzyczasie zdążył spłodzić Tadeusza, ale to z punktu widzenia fabuły wydaje się mało istotne, możemy więc spokojnie przejść do kolejnych wydarzeń.

Akcja utworu rozpoczyna się w dniu powrotu Tadeusz ze szkoły w Wilnie do rodzinnego Soplicowa. Młodzieniec po wejściu do swojego starego pokoju zobaczył małoletnią Zosię w zupełnym negliżu i bez makijażu, zdawał się jednak nie zauważać mankamentów jej urody, skoro od razu postanowił obdarzyć ją wielkim uczuciem. Swoją drogą, Tadeusz miał bardzo poważną wadę wzroku (Amerykańscy naukowcy szacują, że powinien nosić okulary o szkłach w okolicach minus dziesięciu dioptrii), skoro w następnej księdze pomylił Zosię z nie najmłodszą już (dobra – po prostu starą) Telimeną. Przez dziesięć ksiąg właściwie nic ciekawego się nie dzieje, a czytelnik wciąż ma ochotę podchodzić do lodówki po kabanosy i parówki, bo bohaterowie zdają się nie robić nic innego jak tylko wpychanie jedzenia. Od czasu do czasu wyjdą sobie na polowanie albo na grzyby, ale ostatecznie zawsze kończą przy stole. Ewentualnie w mrowisku, jak Telimena i Tadeusz – wszystkich ciekawych, czy coś w tym mrowisku zaszło, odsyłam do tekstu źródłowego, nie będę odbierać Wam przyjemności.

Przewijający się przez cały utwór spór o zamek doprowadza do w jednej z ostatnich ksiąg do bitwy, z tym że nie między głównymi przeciwnikami, a między miejscowymi szlachcicami i oddziałami Rosjan. Ksiądz Robak, jak na prawdziwego romantycznego bohatera przystało, własną piersią zasłania przed strzałem Gerwazego i Hrabiego, co, jak łatwo się domyślić skutkuje jego śmiercią. Zanim jednak bernardyn wyzionął ducha, zdążył powiedzieć Tadkowi, że jest jego ojcem, co syn przyjął z raczej umiarkowanym zainteresowaniem, bo jego myśli wciąż zajmowały Zosia i Telimena, które jakimś sposobem w końcu nauczył się odróżniać. Po bitwie z Moskalami wszystko wróciło do normy, a Tadek, który (jako że Jacka już nie było) stał się nagle głównym bohaterem, postanowił zaręczyć się z Zosią, mając gdzieś żałobę po zmarłym ojcu. Aby jakoś zatrzeć negatywne wrażenie, załatwił Jackowi pośmiertny order od Napoleona, co z dzisiejszej perspektywy może go trochę rehabilitować.

Koniec utworu – jaki jest, wszyscy wiedzą. Zosia i Tadeusz uwłaszczają chłopów, obiecując im dotacje z Unii Europejskiej na rozwój małych i średnich gospodarstw, i postanawiają urządzić w Soplicowie imprezę, na której rolę DJ-a pełni Żyd Jankiel, na cymbałach grający poloneza Kilara. Ujawnia się też Mickiewicz, który przyznaje, że napisał naszą epopeję narodową na serwetce, siedząc ściśnięty między pijanym Wojskim i Asesorem. Po ostatnich słowach poety można wywnioskować, że raczej nie pisał tego dzieła na trzeźwo:

„I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem”.

Nie zrozumcie mnie źle, Pan Tadeusz naprawdę mi się podobał. Serio. A Wy, jaki macie stosunek do tej lektury?

 

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s