Ostatni Jedi – czyli kto?

star-warsthe-last-jedi-movie

Tydzień temu w internecie pojawił się pierwszy dłuższy zwiastun kolejnej odsłony sagi Gwiezdne wojny. Jak na dobry teaser przystało, oczywiście zachęcił mnie do wybrania się w grudniu do kina, oprócz tego jednak skłonił mnie do pewnej refleksji na temat kierunku, w którym zmierza cała seria o Jedi.

Kiedy w 2015 rok sieć obiegła informacja o premierze siódmej części Gwiezdnych wojen, naprawdę czekałam na film w napięciu, mając przy tym poczucie, że oglądając kontynuację historii, będę odgrzebywać wątki i postaci zakopane gdzieś głęboko w mojej pamięci. Całą sagę po raz pierwszy (i jedyny) widziałam mając bodajże sześć czy siedem lat, myślę więc, że w pewien sposób identyfikowałam się z ludźmi, którzy losy wojowników Jedi i Sithów śledzili od samego początku, tj. od roku 1977, którzy więc pozostają związani z tą historią od bez mała czterdziestu (!) lat.

Zobaczywszy nowy teaser, zastanowiłam się nad dwoma kwestiami, które wydają mi się dosyć istotne. Pierwsza z nich w bezpośredni sposób dotyczy oczywiście fabuły – kim będzie ostatni Jedi? Od razu nasuwają mi się dwa typy – Rey, która zapewne przejdzie szkolenie pod czujnym okiem Luke’a Skywalkera, albo właśnie sam Luke Skywalker. Jeśli jednak to właśnie dziewczyna grana przez Daisy Ridley ma być tytułową bohaterką, to w takim razie być może tłumaczenie powinno zostać zmienione na Ostatnią Jedi? Choć zapewne, gdyby tak się stało, fani zaczęliby protestować przeciwko zdradzaniu zbyt wielu informacji przez samych twórców. Producenci z pewnością nie są głupi i nie będą strzelać sobie w stopę, dlatego raczej sami nie będą dostarczać opinii publicznej żadnych spoilerów.

Druga refleksja, która nasunęła mi się po obejrzeniu tego zwiastuna, dotyczy nie tyle tej konkretnej odsłony Gwiezdnych Wojen, co ogólnego kierunku, w którym podąża ta seria. Na premierę siódmej części czekałam, i pewnie nie tylko ja, z dużym napięciem, mając poczucie, że od premiery trzeciej części minęło dziesięć lat i chętnie wróciłabym do tego kinowego świata. Teraz to podekscytowanie jest dużo mniejsze, emocje opadają, a ponadto odnoszę wrażenie, że do grudnia zmęczę się całą kampanią reklamową. Chociaż Przebudzenie Mocy wyświetlano w kinach już (albo tylko, zależy jak na to spojrzeć) dwa lata temu, co wydaje się optymalnym czasem, po którym można zaserwować publiczności kontynuację, to jednak zaraz po zdjęciu tej pozycji z programów pojawił się Łotr, rozgrywający się przecież w tym samym uniwersum. Doszliśmy więc do ciekawej sytuacji, w której tak naprawdę ilekroć nie wybierzemy się do kina, będziemy mogli zobaczyć jakiś odcinek Gwiezdnych wojen. Trochę jak z filmami Marvela, choć oczywiście skala serialowości filmów marvelowskich jest o wiele większa.

Cóż, jak na razie na tym chyba muszę zakończyć rozważania na temat Ostatniego Jedi. Coś mi mówi, że w ciągu najbliższych miesięcy w sieci pojawi się tyle spekulacji na temat tego filmu, że wszyscy zdążą się już znudzić…

maxresdefault

Follow my blog with Bloglovin

Reklamy
rudeokulary

Autorka bloga rudeokulary.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s